Gonitwa za lisem, Michałów, Świętokrzyskie

Stara prawda mówi, że jeszcze żaden plan nie przeżył pierwszego kontaktu z rzeczywistością. I jak starannie byśmy nie planowali warsztatów fotograficznych i fotowypraw, to bardzo często sytuacja na miejscu jest inna, niż zakładaliśmy. Czasem to problem, czasem natomiast niespodzianka jest miła. A czasem i problem, i miła niespodzianka. Kiedyś w Toskanii niemożność zrobienia sesji w wytwórni sera stała się przyczyną odkrycia tak uroczego miasteczka jak Monticchiello. W Jordanii część grupy mogła skorzystać z zaproszenia następcy tronu i jako jego goście oglądać wyścigi konne na pustyni Wadi Rum, w Toskanii raz trafiliśmy na rajd kilkudziesięciu ferrari, innym razem na zjazd właścicieli starych samochodów. Nie każda wymuszona zmiana planów to tragedia, czasem to okazja. Tegoroczne warsztaty Czarowne Świętokrzyskie musieliśmy przesunąć z wiosny na jesień, ale za to niespodziewanie załapaliśmy się na Hubertusa. Deszczowa pogoda sprawiła, że grunt zrobił się błotnisty, ale dzięki temu gonitwa za lisem odbywała się w dramatycznej oprawie: błoto bryzgało spod kopyt pędzących koni, a ślisko było tak, że nawet cztery nogi nie chroniły koni przed wywrotką.

Piątą edycję warsztatów świętokrzyskich rozpoczęliśmy… obiadem. Po wzmocnieniu uczestników ruszyliśmy zdobywać „polskie Carcassonne” czyli imponujące mury miejskie Szydłowa. Wspaniała jest odnowiona Brama Krakowska, choć faktem jest, że przez to odnowienie nie sprawia wrażenia, jakby pamiętała średniowiecze; a tymczasem naprawdę pochodzi z XIV wieku.

Oprócz murów i Bramy Krakowskiej w Szydłowie odwiedziliśmy m.in. kościół św. Władysława, którego wnętrza nie da symetrycznie sfotografować, bo zbudowano w nim potężne kolumny centralnie, dokładnie naprzeciw ołtarza. Już w połowie XIV wieku rzucano fotografom kłody pod nogi i kolumny przed statyw…

Szydłów, zachód słońca, Świętokrzyskie

Wizytę w Szydłowie zakończyliśmy fotografowaniem zachodu słońca nad murami i był to ostatni punkt programu, przy którym potrzebne nam były aparaty i statywy. Później czekała nas kolacja i wieczorne warsztaty.

Sobotę mieliśmy zacząć od sesji o wschodzie słońca nad Nidą, ale nie zaczęliśmy. Przed wschodem słońca lało solidnie i po krótkiej dyskusji przed wejściem do hotelu uczestnicy uznali, że poranny prysznic wolą wziąć w łazienkach, a spotkanie ze wschodzącym słońcem przekładamy na niedzielny poranek.

Światło od drzwi. Czarowne Świętokrzyskie

Po śniadaniu ruszyliśmy do Podzamcza Chęcińskiego, gdzie w dworze obronnym (będącym dzisiaj częścią Centrum Nauki Leonarda Da Vinci) pozował dla nas duch starosty… Duch był bardzo cierpliwy, przechodził w uduchowiony sposób tyle razy, ile uczestnicy potrzebowali, a przy okazji bardzo ciekawie opowiadał o staropolskiej kulturze. Wnętrza dworu były fantastyczne, a inspiracji dostarczały na przykład odbicia światła w posadzkach. Następnym punktem programu była pierwsza sesja z arabami z Michałowa.

Araby jesienią, stadnina koni w Michałowie

Emocje związane z fotografowaniem koni zaczęły się na długo przed przyjazdem do stadniny. W trakcie tej edycji warsztatów świętokrzyskich po raz drugi już z rzędu mieliśmy fotografować w słynnej stadninie koni arabskich w Michałowie. Ta część programu sprawiła nieco kłopotów – musieliśmy przesunąć warsztaty z czerwca na październik, żeby dopasować się do terminu, w którym mogliśmy wejść na teren stadniny. Mimo ustaleń i uzgodnień, przed końską sesją było nerwowo: konie arabskie są delikatne i wymagające, nie ma mowy, żeby były wypuszczane ze stajni jeśli pada, a bywa, że nawet mglista pogoda i duża wilgotność są wystarczające, by skasować wybieg. Jeszcze ruszając w sobotę rano z hotelu nie byliśmy pewni, czy jakieś konie w ogóle zobaczymy…

Na szczęście sobotnia pogoda pozwoliła na wypuszczenie koni na wybieg. Przez prawie dwie godziny mogliśmy fotografować śliczne czworonogi, po które przyjeżdżają fachowcy z całego świata. Najpierw konie przyszły do nas: kilka arabów z jeźdźcami przebiegło piękną dębową aleją, na której końcu czekaliśmy z aparatami, a chwilę później tą samą trasą przejechały zaprzęgi. Następnie to my poszliśmy do koni: w stajni można było popracować nad ciasnymi portretami i detalami. Nie było łatwo, światła było mało, a konie bardzo ciekawskie i towarzyskie, co bywało zabawne, ale nieco komplikowało portretowanie.

Na koniec naszej pierwszej sesji końskiej załapaliśmy się na gonitwę za lisem – tradycyjną zabawę, polegającą na tym, że jeden z jeźdźców, mając przypiętą do ramienia kitę lisa, ucieka, a pozostali gonią i starają się mu tę kitę zerwać. Pościg był długi i zawzięty, bo lis, a właściwie lisica, jeźdźcem była wyśmienitym. Cała gonitwa była tyleż dramatyczna, co efektowna, także za sprawą licznych kałuż i pryskającego wysoko błota, tyle że… nie brały w niej udziału araby z Michałowic. Na takie przepychanki te konie są zbyt cenne, więc goniły lisa konie o mniej starożytnych rodowodach.

Po końskich emocjach zdążyliśmy jeszcze wpaść na obiad, prosto z którego pojechaliśmy na zachód słońca nad wzgórzami Stradowa.

Niedzielny poranek to druga próba porannej sesji nad Nidą. Tym razem pogoda dopisała, deszcz nie przeszkodził, a meandry Nidy były mgliste, nastrojowe, ale – co zaskakujące – prawie bez rosy, więc ze świtańca wróciliśmy ze zdjęciami i sucho. Po śniadaniu ruszyliśmy na drugą sesję z arabami z Michałowic. Tym razem podczas porannego rozruchu pozowały nam zarówno rozbrykane i nieprzewidywalne źrebaki, jak i bardziej stateczne klacze. I choć opiekunowie chuchają i dmuchają na konie, to nieco błotnisty wybieg nie jest, jak się okazało, żadnym problemem. Błoto i kałuże sprawiło, że końskie przebieżki nabierały emocji, zwłaszcza że zdarzało się, że jakiś czworonogi młodzieniec się wywracał.

Muzeum zegarów w Jędrzejowie, Świętokrzyskie

Po błotnej sesji z końmi czekało nas jeszcze muzeum zegarów w Jędrzejowie. Muzeum okazało się kamienicą, której wnętrza zostały starannie zaaranżowane. Owszem, były zegary, ale też ponadstuletnie meble, piękny księgozbiór i mnóstwo tematów do fotografowania – oprócz samych zegarów, oczywiście.

Uczestnicy warsztatów fotograficznych Czarowne Świętokrzyskie VUczestnicy warsztatów fotograficznych Czarowne Świętokrzyskie V.

Ta edycja świętokrzyskich warsztatów fotograficznych, podobnie jak wszystkie poprzednie, zorganizowana była przy pomocy Katarzyny “Ka_tuli” Gritzmann, licencjonowanej świętokrzyskie czarownicy i przewodniczki.

Na więcej zdjęć z tych i poprzednich warsztatów świętokrzyskich zapraszamy do naszego portfolio:

https://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/polska-swietokrzyskie/