fotowyprawy

Tegoroczna fotowyprawa do Szkocji odbywała się pod patronatem firmy Hasselblad Polska, który udostępnił na czas fotowyprawy X1D-50C – najmniejszy i najlżejszy średnioformatowy cyfrowy aparat, stąd w relacji wrażenia z fotografowania przeplatają się ze spostrzeżeniami na temat korzystania z Hasselblada. Wszystkie zdjęcia zamieszczone w poniższym sprawozdaniu zostały wykonane za pomocą X1D i wywołane za pomocą programu Hasselblad Phocus. Fotowyprawa na Skye 2017 była zorganizowana jak zwykle przez Klub Podróży Horyzonty.

fotowyprawy Szkocja

 

Fotowyprawa na Skye 2017 – tuż przed startem

Wyposażenie na naszą pierwszą fotowyprawę na wyspę Skye (wcześniej łączyliśmy Skye z Glen Coe) dotarło. Dzięki uprzejmości Hasselblad Polska na wyspie Skye będę fotografował najmniejszym cyfrowym średnioformatowcem – Hasselbladem X1D. Oprócz aparatu dostałem dwa obiektywy: XCD 45 mm f/3.5 (odpowiednik pełnoklatkowego 35 mm) oraz XCD 90 f/3,2 (odpowiednik ogniskowej 71 mm na FF). Nie załapałem się na nowy XCD 30 mm f/3.5 (czyli nieco mniej niż 24 mm pełnoklatkowe), co traktuję jak wyzwanie w obliczu szkockich pejzaży („zawiąż sobie jedną rękę na plecach, nie używaj szerokiego kąta i pokaż, co potrafisz”).

Fotowyprawa z Hasselbladem - Loch Nan Eilean

Mokradła Sligachan

Nie tylko dotarliśmy na wyspę Skye, ale ostro zabraliśmy się za jej fotografowanie. Pierwszy plener zrobiliśmy o wschodzie słońca na wybrzeżu przy hotelu. Wschód był bardzo szkocki – trochę padało, trochę świeciło, były chmury i tęcza – momentami wszystko jednocześnie.

Fotografowanie na bagnach wciąga

Po śniadaniu ruszyliśmy w rejon, gdzie dotychczas trafialiśmy na deszcz. Ale nie tym razem. Sesja nad jeziorem Loch nan Eilean oraz przy moście Sligachan przebiegła w pięknym słońcu od samego początku aż do całkiem niezłego zachodu. Zachód przy Sligachan kiedy indziej, bo na razie dwa zdjęcia z premierowej miejscówki na szkockiej fotowyprawie – powyżej jezioro Loch Nan Eilean, położone ledwo kilometr od słynnego wśród pejzażystów mostu Sligachan, a poniżej wybrzeże przy hotelu Dunollie w Broadford.

Fotowyprawa do Szkocji, jezioro Loch Nan Eilean

Brak opadów podczas popołudniowej sesji nie oznacza, że było tam sucho. Moczary wokół mostu Sligachan są wyjątkowo wciągające, mnie zdarzyło się postawić nogę w niewielkiej i niepozornie wyglądającej kałuży i… zapaść się do połowy uda. Wprawdzie wodery uratowały mnie przed zalaniem, ale wydostanie się z takiej pozycji nie jest zabawne. Bagna nie wciągnęły wprawdzie trwale żadnego z uczestników, ale dwa statywy straciły na mokradłach Sligachan stopki.

Hasseblad X1D i fotowyprawa na Skye 2017

Hasseblad X1D – rozpiętość tonalna

Wszystkie zdjęcia tutaj zrobione są z pojedynczych naświetleń (i za pomocą Hasselblada X1D) – żadnego składania dwóch czy więcej ekspozycji. Z RAW-ów pochodzących z X1D cienie wyciąga się rewelacyjnie. Z naświetlenia, na którym ładnie widać chmury, a reszta wygląda jak lita czerń, szczegóły i kolory wychodzą i wychodzą! Inna sprawa, że później nie bardzo są narzędzia, żeby na tych wyciągniętych obszarach zwiększyć kontrast używając firmowego rawera, czyli Hasselblad Phocus, więc z ostatnim szlifem trzeba udać się do Photoshopa. Niemniej taka możliwość wyciągania cieni to duże ułatwienie – i przy fotografowaniu (gdy jedno zdjęcie wystarczy, nie ma problemów z ruchem np. chmur między klatkami bracketingu), i przy edycji (nasz podróżny notebook mógłby nie przeżyć składania 50-megapikselowych HDR-ów).

X1D i fotowyprawa do Szkocji

Wybrzeże Elgol, Szkocja, długa ekspozycja X1D

Fotowyprawa na Skye 2017 i pogoda w kratkę

…szkocką kratkę oczywiście. A przynajmniej taką mamy nadzieję po tym, jak wczoraj mieliśmy piękne słońce, a dzisiaj deszcz. To jutro wypada sucho, słonecznie i miło, prawda?

Inna Szkocja

W fotografii pejzażowej pogoda ma duży wpływ na to, jak wyglądają zdjęcia. Owszem, można strzelić focha i uznać, że jak nie ma szans na zdjęcie, które chciałem zrobić, to nie zrobię żadnego. Można, ale nie warto. Inne warunki to inne możliwości. Nie da się zrobić radosnego wschodu słońca (bo słońca nie widać, jak dzisiaj na porannym plenerze w górach Quiraing), ale otwierają się możliwości pokazania Szkocji jako miejsca mrocznego, nieco tajemniczego, może melancholijnego. Jeśli są możliwości, to szkoda nie skorzystać. No, chyba że… szwankuje aparat. Wilgotność przyprawiła, niestety, kilka aparatów o dysfunkcję (a ich właścicieli o nerwicę), ale liczymy na to, że nocne suszenie poprawi zdrowie wszystkim. Jak dotąd wodę w powietrzu bez problemu znoszą Nikony D750, Canony 7D i Hasselblad. Nie rozkręcałem X1D, żeby sprawdzić gdzie i jakie ma on uszczelnienia (ale kusi, oj kusi…). Sądząc jednak po tym, jak ciężko zapina się obiektyw (z uszczelką wokół bagnetu, ale to nie uszczelka, ale spasowanie sprawia, że odpięcie i zapięcie wymaga siły), to przy projektowaniu aparatu uwzględniono kwestię odporności na warunki atmosferyczne.

Świt w górach Quiraing, X1D w Szkocji

Autofokus w X1D

Zaczynam już mieć odruchy hasselowate. W tej chwili po ustawieniu kadru na statywie kolejność ruchów palcami to:

  • wskazujący spust migawki do połowy, żeby złapać ostrość;
  • mały palec wciska przycisk podglądu głębi ostrości na dole korpusu, gdzie przypisałem włączenie poziomicy;
  • lewą ręką zwalniam pokrętło głowicy, żeby wyregulować poziom, a gdy prawą ustawię poprawnie aparat, to znowu palcem wskazującym wciskam guzik AF/MF na górze korpusu, żeby wyłączyć AF;

Teraz mam aparat gotowy do ekspozycji – czy to jednej, czy kilku, z różnymi ustawieniami przysłony czy filtrami szarymi. Stosuję tu pewne obejście – wysprzęglając AF – żeby przy kolejnych wariantach tego samego kadru aparat nie tracił czasu na ustawianie ostrości. Obejście wynika z tego, że jest wprawdzie dedykowany przycisk do ustawiania ostrości AF-D na tylnej ściance, ale nie da się odpiąć ostrzenia od spustu migawki. Jeśli aparat ma nie ostrzyć, trzeba AF wyłączyć. Na szczęście przycisk rozsprzęglający autofokus jest łatwo dostępny, niemniej miło byłoby, gdyby w następnej edycji firmware’u dla tego aparatu pojawiła się możliwość wyłączenia funkcji ustawiania ostrości spod spustu migawki.

Jak już przy ustawianiu ostrości jesteśmy, to rewelacyjnie sprawdza się pomysł, żeby ekran dotykowy był gładzikiem do wyboru punktu AF, gdy mamy oko przy wizjerze. Można nawet skonfigurować, którą dłonią chcemy maziać po ekranie dotykowym. W efekcie mam oko przy wizjerze, palec na spuście, a kciukiem prawej dłoni przesuwam sobie na ekranie dotykowym punkt ostrzenia.

Sam autofokus działa ok. Nie jest to szybkość sportowych lustrzanek, ale dla sytuacji krajobrazowych jest wystarczająco szybko i sprawnie.

Plaża Elgol, długa ekspozycja Hasselblad X1D

Uciekać czy nie uciekać

W środku niewidoczny wschód słońca w górach Quiraing, a na górze i na dole równie niedostrzegalny zachód słońca na wybrzeżu w Elgol. Dolne zdjęcie kosztowało mnie morską wodę w butach. Do brzegu morza doszedłem po śliskich kamieniach i morszczynach. Ustawiłem statyw i kadr tak, aby na dole mieć kamienie, które nie są w wodzie, ale które od czasu do czasu są zalewane falami. Kadr był gotowy i… wtedy zauważyłem falę większa niż poprzednie. Na pierwszy rzut oka wyglądała, jakby zamierzała sięgnąć daleko dalej niż powinna. Pierwszy odruch: wiać. Drugi odruch: po śliskich kamieniach? No i zostałem, złapałem tylko i uniosłem statyw. Fala zalała mnie do połowy łydek, cofnęła się, a ja postawiłem statyw z powrotem i zrobiłem dwuminutową ekspozycję.

Szkocja z Hasselbladem: od wybrzeża do wybrzeża

Hasselblad X1D fotowyprawa na wyspę Skye

Dzisiaj w fotowyprawowym menu były same nowości. Dzień zaczął się – któż by przypuszczał? 😉 – wschodem słońca i sesją nad zatoką Camas Malag, później krótkie fotografowanie przy zamku Dunvegan (także położonym przy zatoce), a kończyliśmy przy Nest Point – słynnym cyplu z latarnią morską. Było też spotkanie ze szkockimi krowami (krótkie, bo trafiły nam się płochliwe modelki), polowanie na tęczę i fotostopy z innych ważnych przyczyn (np. gdzieś tam coś prześwieciło i ponoć było fajne, choć oczywiście zanim wysiedliśmy z autobusu, to już nikt nie wiedział, co było powodem improwizowanej sesji).

Pogodę mieliśmy bardzo fotograficzną i dynamiczną. Bywało, że stojąc w słońcu widzieliśmy urwanie chmury nad sąsiednim wzgórzem, a chwilę później w deszczu fotografowaliśmy oświetlony słońcem zamek. Chmury pędziły po niebie, słońce pokazywało się i znikało, niezmienny był tylko wiatr, który wprawiał tę karuzelę pogodową w ruch. Było sporo okazji fotograficznych i sporo okazji, żeby te okazje przegapić przez zbyt długie zbieranie się do układania kadru.

Fotowyprawa z Hasselbladem, Szkocja

X1D – przerwij długą ekspozycję w każdej chwili

Gdy słońce co chwila wychodzi i się chowa, ustalanie poprawnego czasu ekspozycji przy fotografowaniu z użyciem filtrów szarych nie jest łatwe. Coś sobie ustalamy, wciskamy spust migawki, naświetlenie trwa i nagle słońce wychodzi zza chmur i świeci tam, gdzie przed chwilą był cień. Należałoby skrócić ekspozycję, żeby niespodziewany nadmiar światła nie prześwietlił zdjęcia. Przeważnie to możliwe tylko w trybie Bulb (a i to jedynie wówczas, gdy ręcznie odliczamy czas, a nie użyliśmy wężyka z programatorem). Hasselblad X1D w trakcie naświetlania trwającego dłużej wyświetla na ekranie upływające sekundy oraz napis „Finish exposure”. Wystarczy wcisnąć przycisk obok tego napisu, aby natychmiast zakończyć naświetlanie i zapisać wynik jako RAW. To świetnie pozwala radzić sobie z sytuacjami, gdy nagle światła przybyło. Sytuacje, gdy światła ubyło, bo słońce się schowało, nadal czekają na wsparcie.

Szkocja z Hasselbladem

 

U góry zachód przy Nest Point, w środku efekt spontanicznego postoju gdzieś w środku Skye, a na dole 51 sekund naświetlania przed wschodem słońca nad Camas Malag.

Old Man w 45 minut
Hasselblad X1D i Old Man of Storr

Podejście na Old Man of Storr to najbardziej wyczerpująca wspinaczka, jaką serwujemy na fotowyprawach, ale sceneria jest warta wysiłku. A przynajmniej tak było w dwóch przypadkach na trzy: raz trafiliśmy na górze na mgłę, dzięki której Skye jest nazywana Wyspą Mgieł. Jednak tym razem nie było mgieł, za to było fantastyczne światło. Słońce schowane jeszcze pod horyzontem najpierw podświetliło chmury, które odbiły różowy blask na skalne iglice. Chwilę później słońce wyszło znad horyzontu i bezpośrednio oświetliło scenerię. Minął jeszcze moment i… było po świetle. Wiatr przegnał pojedyncze chmurki a nasunął ciężkie deszczowe chmurzysko – blask zniknął, ale jeszcze przez moment w tle widać było nieco nieba. Całość spektaklu trwała 45 minut – tyle dzieli pierwszą fotografię od ostatniej.

Hasselblad X1D i Old Man of Storr, Skye

Wejście na Old Man of Storr

Dla jasności – nie poświęciliśmy na tę scenerię 45 minut, tylko znacznie dłużej. W trzy kwadranse można wejść z parkingu na dole do miejsca rozstawienia statywu – jeśli ktoś ma niezłą kondycję, ale lepiej zarezerwować na wejście co najmniej godzinę. Droga nie jest trudna technicznie – przez większość trasy idzie się szeroką, utwardzoną drogą gruntową, a dopiero na ostatnich kilkuset metrach zaczynają się błotniste ścieżki. Cała trudność wejścia polega na tym, że idzie się nieustannie pod górę pod dość stromym kątem. Końcówka to nie tylko dług tlenowy, ale też ślizganie się po trawie i zapadanie w błocie. Albo odwrotnie.

Szkocja to fenomen, gdzie woda wcale nie spływa w dół. Zdroworozsądkowe podejście, że „skoro tutaj jest mokro, to wejdę wyżej i grunt będzie suchy”, nie sprawdza się na Skye, tak jak nie sprawdzało się w Glen Coe. Bardzo często im wyżej, tym bardziej grunt podmokły. Żeby było ciekawiej, nawet z mocno nachylonego terenu woda nie ścieka, tylko gromadzi się w ziemi, tworząc fantastycznie śliskie błoto. Wejście na Old Man of Storr nie jest osiągnięciem wartym odnotowania w annałach, ale zapada w pamięć. Schodzi się szybciej, ale szybciej tylko po dotarciu do drogi ziemnej – wyżej, na ścieżkach, schodzi się wolniej niż wchodzi. No, chyba że ktoś zejdzie bardzo szybko i spektakularnie.

Fotowyprawa do Szkocji, Old Man of Storr

Zalane Fairy Pools

Z Old Man of Storr schodziliśmy już w deszczu, który towarzyszył nam przez resztę dnia. Solidnie padało i mocno wiało, gdy dojechaliśmy do Fairy Pools – pięknych kaskad i jeziorek wśród obłędnie kolorowych łąk. Deszcz nie byłby tragedią, wiatr to w ogóle nie problem, ale jeśli pada deszcz, a wiatr wieje od strony strumienia, wodospadów i jeziorek, to fotograficznie niewiele da się zrobić. Poniżej jedno z dwóch zdjęć, jakie udało mi się zrobić – na odcinkach, gdy bieg strumienia pozwalał ustawić się bokiem do wiatru. Jak do tej pory wschody wychodzą nam lepiej niż zachody – jutro od rana sprawdzamy prawdziwość tej teorii.

Warsztaty fotograficzne, Szkocja, wyspa Skye

Hasselblad X1D: obiektyw XCD 45 mm f/3.5

Mam tu do dyspozycji dwa obiektywy: XCD 45 mm f/3.5, który odpowiada pełnoklatkowemu 35 mm (i z którego pochodzą wszystkie zamieszczone dzisiaj zdjęcia) oraz XCD 90 mm f/3.2 (odpowiednik 71 mm na FF). Ostrość obiektywów jest bez zarzutu, pod światło też nie ma z nimi problemu (zamieszczałem już zdjęcia robione pod słońce – a do żadnego obiektywu nie dostałem osłony przeciwsłonecznej). Występuje za to winietowanie. Domyślnie winietowanie jest usuwane bez śladu przez Hasselblad Phocus – darmowy program do wywoływania raw-ów. Można jednak to usuwanie winietowania wyłączyć i… wówczas Ewa nie musi już dodawać winietowania w obróbce. Wszystkie dzisiejsze zdjęcia z naturalnym, nieusuwanym, ale też niedodawanym winietowaniem obiektywu XCD 45 mm f/3.5.

Fotowyprawa na Skye z Hasselbladem: portret Szkotki

Warsztaty fotograficzne w Szkocji, krowa ze Skye

Na specjalne życzenie zamieszczamy portret z fotowyprawy na Skye 2017. A nawet dwa portrety. Na obu są prawdziwe Szkotki, a wręcz rodzime mieszkanki wyspy Skye, napotkane niedaleko Old Man of Storr. Modelki były chętne do pozowania, niekiedy nawet za bardzo pchały się w obiektyw. Górne zdjęcie na 90 mm przy f/4, dolne – 45 mm f/8.

Fotowyprawa do Szkocji, Hasselblad X1D

Wiatrodzień

Ostatni dzień na wyspie Skye (jutro rano ruszamy w kierunku Glasgow) zaczęliśmy od wschodu słońca na Brother’s Point – cyplu podobnym do Nest Point, tylko bez latarni morskiej na końcu (na zdjęciu poniżej). Wschód słońca tym razem nie robił szczególnego wrażenia, w przeciwieństwie do wiejącego wiatru. Mimo wkopywania w ziemię statywu, mniej więcej co trzecie zdjęcie udało się zrobić naprawdę nieporuszone.

Fotowyprawa z Hasselbladem, X1D w Szkocji

Dzisiaj w ogóle był wiatrodzień jak z „Kubusia Puchatka” i na wieczornym plenerze przy zamku Duntulm wiało chyba jeszcze bardziej niż rano. Pomiędzy tymi plenerami była przerwa w huraganach – bo chowaliśmy się po kawiarniach i sklepach Portree. Na Skye w ogóle trudno narzekać na zaduch i bezruch powietrza, ale dzisiaj mieliśmy chyba lokalny rekord. Nie wiem, czy był to najbardziej wietrzny dzień w historii fotowypraw, ale z pewnością mieścił się w czołówce – obok Essaouiry w Maroku i wschodu słońca na górze Nebo w Jordanii. Na samym dole to, co zostało z zamku Duntulm po paru porywach wiatru.

Warsztaty fotograficzne z Hasselbladem X1D, Szkocja

Hasselblad X1D: żywotność akumulatora

Ponieważ był to ostatni dzień intensywnego fotografowania od świtu do zmroku, mogę pokusić się o podsumowanie wydajności akumulatora w X1D. Faktem jest, że tutaj od świtu do zmroku nie jest tak daleko, bo pierwsze zdjęcia robimy przeważnie kilka minut po siódmej rano, a ostatnie przed godziną 17. Z drugiej jednak strony specjalnie ciepło tu nie jest, i choć temperatury są dodatnie, to tej dodatniości jest niewiele, a jak wiadomo, niskie temperatury znacząco zmniejszają żywotność akumulatorów. Z tej perspektywy wydajność zasilania Hasselblada wypada nieźle: drugiego akumulatora potrzebuję przeważnie w połowie wieczornego pleneru, czyli na jednym akumulatorze aparat wytrzymuje prawie cały dzień. To dobry wynik – jak na bezlusterkowca. Faktem też, że nie zdarzyło mi się, żeby wyczerpał mi się drugi akumulator. Wygląda więc na to, że wychodzenie z domu z jednym akumulatorem jest ryzykowne, ale dwa w zupełności wystarczą na intensywny fotograficznie dzień.

Fotowyprawa na Skye 2017: ostatnie zamki

 

Fotowyprawa z Hasselbladem, Zamek Eilean Donan, Szkocja

Dzisiejszy dzień był kwintesencją losu fotografa w Szkocji: wiecznej pogoni za światłem. Światła nie ma, bo leje albo chmurzy się. Za chwilę światło niespodziewanie się pojawia, więc trzeba pędzić szukać pierwszego planu, omijać jakieś krzaki, wspinać się na górkę albo brnąć przez błota w stronę wybrzeża. Albo się zdąży, albo się nie zdąży. Jak się nie zdąży, to się czeka, aż znowu słońce raczy smagnąć smugą światła zamek, kamień, jesienny las lub odległą górę. Czeka się i czeka, chmury pędzą po niebie, zacznie padać, sytuacja zapowiada się beznadziejnie, więc nie warto czekać i trzeba iść dalej. Jak się odejdzie odpowiednio daleko od wszystkiego fotogenicznego, to słońce znowu wyskakuje, oświetla i trzeba pędzić i szukać miejsca do ustawienia statywu.

Warsztaty fotograficzne w Szkocji, Hasselblad X1D i zamek Stalker

 

Do ostatniego promyka

Gdy pakowaliśmy bagaże do autobusu w Broadford, było pochmurno, ale sucho. Praktycznie całe 30 kilometrów do mostu łączącego Skye z główną częścią Wielkiej Brytanii lało tak, że ledwie drogę było widać. Zaraz jednak za mostem, tuż przed postojem przy Eilean Donan, padać przestało, choć rozchmurzyło się tylko trochę. Sam zamek był w cieniu, natomiast w jego tle pojawiły się podświetlone chmury. Gdy sesja zbliżała się do końca, nagle światło pojawiło się na samym zamku – co oczywiście oznaczało przedłużenie fotografowania do ostatniego promyka na murach.

Podobnie, choć w innej kolejności było przy zamku Stalker. Gdy jeszcze siedzieliśmy w autobusie, światło było na zamku. Gdy pędziliśmy w stronę wybrzeża – przeszło na góry. Gdy zeszliśmy na plażę, wróciło na chwilę na zamek – ale to jeszcze nie było optymalne miejsce do rozstawienia statywu, bo Stalker nie miał w tle najładniej oświetlonej góry. Gdy jednak dotarliśmy na koniec plaży, skąd zamek miał właściwe tło, słońce przestało świecić na zamek, chwilę później przestało świecić na góry, a wreszcie całkiem się schowało.

U góry Eilean Donan, niżej Stalker z drugą najładniejszą górą w tle.

before
after

 

Hasselblad X1D: ile się da wyciągnąć z RAW-a

I na koniec jeszcze zdjęcie z okolic Nest Point. Niekoniecznie najciekawsze zdjęcie, ale najtrudniejsze jeśli chodzi o rozpiętość tonalną sceny. W kadrze było słońce, więc ekspozycja była skorygowana tak, aby nie przepalić źródła światła i oczywiście cała reszta sceny zrobiła się bardzo ciemna. Na zdjęciu prosto z aparatu wszystko, poza okolicą słońca, jest czarne. Z RAW-a „troszeczkę” daje się wyciągnąć…

Fotowyprawa na Skye 2017 – zakończenie

Trzecia fotowyprawa do Szkocji, a pierwsza, która koncentrowała się wyłącznie na urokach wyspy Skye – za nami. Pogoda jak zwykle nie była łatwa i przyjemna, ale też nie przeszkadzała bardzo w fotografowaniu – jedynie sesja nad Fairy Pools tym razem nie była udana ze względu na silny deszcz i niewłaściwy kierunek wiatru. Padało zresztą częściej, ale nie uniemożliwiało to robienia zdjęć.

Niestety, fotowyprawa na Skye 2017 nie uniknęła strat sprzętowych. Bagna wciągnęły kolce i gumowe stopki od statywów, jeden kompaktowy aparat nie przeżył deszczu, a Nikon D750 spadł ze statywu tak nieszczęśliwie, że wylądował w kałuży z morską wodą. Upadek i sama woda być może by nie zabiła aparatu, ale przy upadku otworzyły się gniazda złącz i słona woda dostała się do środka. Pechowa uczestniczka planuje oddać aparat do serwisu, ale raczej nie ma co liczyć na powrót tego egzemplarza D750 do zdrowia.

Fotowyprawa na Skye 2017 - zdjęcie grupowe uczestników.

Fotowyprawa na Skye 2017 – zdjęcie grupowe uczestników przy moście w Sligachan. W oryginale to ponad 4100×2300 pikseli (nieco przycięty do poziomu plik z 50-megapikselowego X1D) – tak wielkiej grupówki jeszcze nie mieliśmy! 🙂

Więcej zdjęć z tej fotowyprawy i poprzednich edycji warsztatów w Szkocji można obejrzeć w naszym portfolio:

https://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/szkocja/

A my zapraszamy już na przyszłoroczną fotowyprawę na wyspę Skye!