Pierwszy majowy weekend spędziliśmy wraz z grupą Czytelników w Ustroniu na Śląsku Cieszyńskim, rozgrzewając migawki do czerwoności podczas fotografowania ptaków drapieżnych, ćwicząc edycję zdjęć za pomocą Photoshopa i dyskutując o fotografii.

 

 

Ilu z Was, Drodzy Czytelnicy, miało okazję z aparatem znaleźć się o metr od przelatującego sokoła, uchylać się przed bielikiem, nasłuchiwać sunącej tuż nad ziemią sowy? My mogliśmy to robić codziennie i mieliśmy pewność, że o godzinie 11 będziemy mogli fotografować jastrzębie i orły, godzinę później sowy, a po następnych dwóch godzinach wrócimy do dziennych drapieżników. Takie atrakcje oferuje Leśny Park Niespodzianek w Ustroniu (www.lesnypark.pl), gdzie sokolnicy codziennie, bez względu na pogodę i liczbę widzów, prowadzą pokazy ptasich lotów. A to jeszcze nie wszystkie atrakcje, bo oprócz ptaków do zdjęć pozowały nam zwierzęta kopytne. Daniele, muflony i sarny spacerowały wśród zwiedzających i jadły im z ręki (choć prawdę mówiąc były tak objedzone, że nie zawsze dało się je skusić karmą). Dziki i żubry były już odizolowane za pomocą siatki, ale nadal blisko i na ładnym, naturalnym tle. Pstrykaliśmy więc dużo, głównie ptaki, które były najwdzięczniejszym, a przy tym najbardziej ekscytującym tematem dla zdjęć.

 

 

Przegonić jastrzębia

 

Pogodę mieliśmy zróżnicowaną – pierwszego dnia było pochmurno, drugiego jeszcze bardziej pochmurno, a dopiero trzeciego pojawiło się słońce. I o ile bezdyskusyjnie drugi dzień był najtrudniejszy (ISO 3200 i w pełni otwarta przysłona obiektywu były jedyną rozsądną strategią podczas sesji z sowami w lesie), to ostatni dzień wcale nie był taki łatwy. Silne słońce powodowało powstawanie kontrastów utrudniających ustawienie poprawnej ekspozycji – a to był element kluczowy przy zdjęciach ptaków w locie. Do tego na trasie lotu znajdowały się obszary jasne i zacienione, co jeszcze bardziej komplikowało sytuację. Decyzji do podjęcia było zresztą więcej, a tylko właściwe decyzje dawały szanse na udane ujęcia.

 

I podejmowanie decyzji było głównym motywem warsztatów. Oprócz spraw związanych z ekspozycją, niezbędne były szybkie rozstrzygnięcia kwestii kompozycyjnych – wybór właściwego miejsca do fotografowania, polowanie na optymalny moment, a także umiejętne wykorzystanie możliwości aparatu i omijanie jego ograniczeń. Od omówienia konfiguracji aparatu pod kątem rejestrowania dynamicznych scen zaczęliśmy zresztą nasze spotkanie. Wykorzystanie do maksimum możliwości oferowanych przez sprzęt – zarówno ten zupełnie amatorski, jak i półprofesjonalny – to istotny element przygotowań.

 

Efekty naszej trzydniowej sesji można oglądać w galerii DFV pod adresem: http://www.dfv.pl/gallery/v/Warsztaty/Ustron/

 

 

Sprzęt ma znaczenie

 

…ale nie należy go przeceniać. Bez wątpienia ten rodzaj fotografii jest bardzo „sprzętolubny” – szybka, zaawansowana lustrzanka i jasny teleobiektyw zwiększają szanse na udane zdjęcie. Jednak nawet z amatorskim sprzętem można pokusić się o udane ujęcia. Uczestnicy korzystali z aparatów różnej klasy – były modele półprofesjonalne, jak Canon 7D i Nikon D300s z obiektywami 70-200/2.8, ale też amatorskie Canony i Olympusy, a nawet jeden bezlusterkowiec. Oczywiście właściciele 7D i D300s mogli się pochwalić sporą ilością „trafień” ptaków w locie, ale także użytkownicy mniej zaawansowanych aparatów uzyskali dobre, dynamiczne ujęcia. Tajemnicą sukcesu była prewizualizacja – zaplanowanie ujęcia, które chce się wykonać, efektywne wyobrażenie sobie wszystkich problemów i rozwiązanie ich zawczasu. Przykład? Jeśli wiemy, gdzie ptak wyląduje, możemy nawet najwolniejszym aparatem ustawić zawczasu ostrość, wybrać kadr i w odpowiednim momencie wcisnąć spust migawki. Ale skąd wiedzieć, gdzie taki sokół wyląduje? To proste – zawsze na rękawicy sokolnika. Żeby nie było jednak zbyt prosto, skrzydlate do lądowania podchodziły z różnych stron, a i sokolnicy zmieniali miejsce w trakcie pokazu. Takie momenty stwarzały okazje do dynamicznych ujęć wykonywanych we względnie przewidywalnych sytuacjach.

 

Łatwiejsze sprzętowo, ale również wymagające planowania, były ptasie portrety. Elementy reporterskie można było ćwiczyć, chwytając bardzo wdzięczne momenty interakcji między sokolnikami a ich podopiecznymi.

 

 

Poligon treningowy

 

Niewiele jest okazji, by w tak realistycznych warunkach ćwiczyć tak trudne sytuacje i szlifować umiejętności. Oczywiście Leśny Park to rozgrzewka przed prawdziwą fotografią przyrodniczą, ale dzięki temu, jak to na treningu, można raz za razem powtarzać te same sekwencje, mając gwarancję, że orły, sokoły i sowy polecą tuż przed obiektywem. Zanim się ruszy na biebrzańskie czy nadwarciańskie mokradła, dobrze jest poćwiczyć właściwe reakcje na bardzo dynamiczne sytuacje, by później nie zepsuć głupim błędem niepowtarzalnego ujęcia.

 

Właśnie dlatego przywiezione przez uczestników fotografie to tylko jedna z warsztatowych zdobyczy. Być może jeszcze cenniejsza okaże się nabyta wiedza na temat radzenia sobie z chwytaniem ulotnych, nomen omen, motywów, prewizualizacją trudnych scen i właściwą kolejnością rozwiązywania problemów. A właściwa kolejność to: najpierw te problemy, które będą najbardziej widoczne na zdjęciu.

 

Nawet jeśli uczestnicy warsztatów nie zdecydują się na kontynuowanie przygody z fotografią przyrodniczą, to zdobyte doświadczenia będą procentować w każdej reporterskiej sytuacji. Cenne będą też wnioski co do sprawności i wydajności używanych aparatów – nie oparte na lekturze syntetycznych testów, ale o własne doświadczenia w realnych sytuacjach.

 

Wnioski, wnioski, wnioski… to bardzo istotny etap zdobywania wiedzy. Pod koniec każdego dnia spotykaliśmy na się na podsumowaniach, dyskusjach i omówieniu wykonanych zdjęć, ale większość roboty, jaką powinni wykonać uczestnicy warsztatów, to praca domowa. Dopiero wówczas będzie dość czasu na solidne przejrzenie setek zdjęć (ponad 3000 w naszym przypadku – efekt stosowania trybu seryjnego), odsianie ziarna od plew, a następnie staranną analizę także tych nieudanych ujęć: dlaczego nie wyszło, czy zawiódł sprzęt, czy umiejętności, jak następnym razem zwiększyć szanse na sukces itp.

 

 

Magia przestrzeni LAB

 

Atutem hotelu Daniel (www.hoteldaniel.pl), gdzie mieszkaliśmy, było dogodne położenie – zaledwie kilkanaście minut spaceru od Leśnego Parku – życzliwy personel, a także udostępniona wyłącznie dla nas sala konferencyjna. Jeśli nie byliśmy akurat w Leśnym Parku, to siedzieliśmy w sali konferencyjnej, dyskutując o zdjęciach oraz ćwicząc komputerową edycję fotografii.

 

W Ustroniu nie tylko fotografowaliśmy, ale też uczyliśmy się poprawiać zdjęcia za pomocą Photoshopa. Głównie poznawaliśmy niezwykłe możliwości modyfikacji zdjęć w przestrzeni LAB, takie jak wyostrzanie bez artefaktów czy zwiększanie kontrastu bez zmiany kolorów. Do tego temat bardzo istotny dla fotografowania dynamicznych scen w trudnych warunkach oświetleniowych: jak wyostrzyć główny obiekt zdjęcia, jednocześnie odszumiając jego tło.

 

 

Ponadto ćwiczyliśmy teleportowanie żyrafy na zieloną trawkę, czyli sztukę tworzenia realistycznych fotomontaży. Warunkiem koniecznym było tutaj jednak odpowiednie dobranie zdjęć, a najlepiej przygotowanie ich specjalnie z myślą o konkretnym fotomontażu. Przedyskutowaliśmy też rozpoznawanie fotomontaży, a tym samym nauczyliśmy się zwracać uwagę na detale, które sprawiają, że iluzja pryska.

 

Dyskusji obróbkowych i fotograficznych było zresztą więcej, a pytania dotyczyły nie tylko realizowanych tematów, ale różnych kwestii tak związanych z obróbką zdjęć, fotografowaniem, doborem i konfiguracją sprzętu itp.

 

 

Usłyszeć lot sowy

 

Fotografowanie orłów, sokołów i sów to niezwykłe doświadczenie. Ekscytujące wyzwanie, gdzie trzeba wykorzystać całą wiedzę, wszystkie zdobyte dotąd umiejętności, a później sięgnąć dalej i szybko uczyć się na błędach i niepowodzeniach. Nigdzie indziej tak szybko nie ujawniały się ograniczenia używanego sprzętu, ale także luki w wiedzy fotograficznej.

 

Ale to także niezwykłe przeżycie, gdy z bliska można obejrzeć skrzydlate drapieżniki, poznać ich zachowanie i zwyczaje, podziwiać piękno ich lotu. Fotografia jest tutaj wspaniałym uzupełnieniem obserwacji, bo ludzkie oko nie zdąża uchwycić tego, co zarejestruje matryca aparatu. Tylko aparat pokaże nam, jak układają się w locie skrzydła sokoła i jak dumną postawę przybiera bielik przy lądowaniu. Ale by usłyszeć lot sowy, musimy udać się do Ustronia.

 

 

6 komentarzy

  1. Pomimo wcześniejszego negatywnego szturchniecia w innym miejscu, co do cywilizacyjnych oznak fotografowanych ptaków (tam pustułki), całość imprezy (na której nie byłem) podoba mi się. Warszytaty, a zatem wszelkiego rodzaju ćwiczenia i doskonalenie techniki, szybkosci, przewidywania. O.K. Zadania często trudniejsze niż w fotografii sportowej dla wielu dyscyplin sportu.
    Tylko, że trudno mi zaliczyć te zmagania do fotografii przyrodniczej, przynajmnie w klasycznym rozumieniu. Tam dochodzi wiele innych problemów i zmagań. Bywa, że są one dużo trudniejsze od tego co działo sie na tym poligonie, gdzie aktorzy byli podawani “na talerzu”. Często w fotografii przyrodniczej zrobienie samego zdjęcia jest dużo łatwiejsze niż to co trzeba zrobić przed. Rozłożenie akcentów trudności bywa całkiem inne. I sądzę (ale tylko teoretycznie, bo na poligonie nigdy nie byłem), że satysfakcja z “prawdziwych” zdjęć przyrodniczych jest dużo większa.
    Ale na podobny poligon chyba jednak kiedyś się wybiorę.

  2. Jerry

    Jakie to byly laptopy ktore widze na zdjeciu ?

  3. Ewa

    Każdy przywiózł takiego laptopa, jakiego miał. Nie wnikaliśmy w laptopowe szczegóły.

  4. wzrokowiec

    A co Jerry? Myślałeś, że Ewa z Piotrem laptopy rozdawali?

  5. daniello194

    Byłem kiedyś w Leśnym Parku – wrażenia niesamowite. Żałuję, że teraz nie mogłem się tam znaleźć ale gdzieś przeczytałem, że to nie ostatnie warsztaty w tym miejscu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *