Owoce przed Klasztorem, Petra, Jordania

Jordania: Petra od rana do nocy

Ostatnia aktualizacja:

Spotkanie z cudem świata, jakim jest Petra, jest na naszej fotowyprawie bardzo intensywne. A jakim cudem świata jest Petra? Największym! Dwa pełne dni i kawałek nocy w zasadzie wystarczą, żeby zobaczyć i obfotografować mniej mniej więcej połowę tego antycznego miasta. Co gorsza, w trakcie eksplorowania tej połowy trafia się na położone na uboczu, nieznane perełki, jak nabatejski grobowiec niewiele mniejszy od Skarbca w odizolowanym kanionie. Im więcej wędrujemy, tym więcej jest do zwiedzenia.

Dla miłośników spacerów

Po Petrze chodzimy sporo, a nawet całkiem dużo. Pierwszy dzień w tym cudzie świata bije rekord łącznej długości spaceru, który można zaliczyć na wszystkich naszych fotowyprawach. Z pewnością duży wpływ ma na to pokaz „Petra by night”, który akurat przypada na ten pierwszy dzień. Przed pokazem, po całym dniu zwiedzania, wychodzimy bowiem z zabytkowego kompleksu i jedziemy na kolację, a po niej wracamy na spektakl światła i dźwięku pod słynnym Skarbcem. A po pokazie wychodzimy oczywiście z powrotem. Odcinek od wejścia do Skarbca robimy więc tego dnia czterokrotnie. A Skarbiec to dopiero początek Petry (choć zapewne o tym woli nie wiedzieć większość wycieczek, które spod Skarbca zawracają, by zaliczyć tego dnia resztę Jordanii i pół Izraela).

Petra by night, Jordania

Coś znanego, coś nowego

Nie da się nie fotografować wąwozu Siq – nawet jeśli jest się tam po raz kolejny. Fantastycznie kolorowe ściany, zakręty, nawisy, drzewa wczepione w skalne szczeliny – obok tego nie da się przejść obojętnie. Podobnie trudno się oprzeć pokusie fotografowania łososiowych skał, portali nabatejskich grobowców czy miejscowych pracowników branży turystycznej, wyglądających jak bracia i kuzyni Jacka Sparrowa z „Piratów z Karaibów”. No i trudno nie odwiedzić tzw. Klasztoru (który ma tyle wspólnego z jakimkolwiek Klasztorem co Skarbiec z dowolnie rozumianym skarbem). Mimo to udaje nam się znaleźć nowe miejsca, zwłaszcza wysoko położone, z widokiem jak z lotu ptaka.

Owoce przed Klasztorem, Petra, Jordania

Starożytność w nowoczesnym wydaniu

W Petrze pewne rzeczy się nie zmieniają, a inne… przechodzą ewolucję. Konne dorożki, które zostały zakazane w wąwozie Siq i znikły stamtąd, wróciły nieco dalej – między rzymskim teatrem a tzw. basenem. Trudno się oprzeć wrażeniu, że beduini, którzy zmonopolizowali usługi turystyczne w dolnej części Petry, wszelkie przepisy i zakazy traktują jak wyzwanie.

Dorożka w Petrze, Jordania, panoramowanie

Półka skalna naprzeciw Skarbca, w połowie jego wysokości, jeszcze kilka lat temu była ciekawostką znaną nielicznym. Obecnie jest wysokowydajną wytwórnią selfie, obsługiwaną przez wykwalifikowaną obsługę, która za drobną opłatą wprowadzi (przez niedozwolony do przekraczania murek), obfotografuje, nagra klipy filmowe i napoi herbatą.

Musimy też odnotować, że komercjalizacja Petry postępuje i to w dobrym kierunku. Od poprzedniego razu przybyło barów i toalet, jest też znacznie czyściej. W dwóch miejscach widzieliśmy nawet oznaczenie, jakoby można tam było płacić kartami płatniczymi. Wind ani ruchomych schodów nadal jednak nie pobudowano, z pokonywaniem dystansów trzeba więc radzić sobie tradycyjnymi metodami. My wybraliśmy tradycję lokalną i do fotografowania Petry z góry korzystamy z latającego dywanu.

Z latającego dywanu, Petra, Jordania

Jutro czeka nas jeszcze sesja w tzw. Małej Petrze, a później na trzy dni jedziemy na pustynię Wadi Rum. Oznacza to, że przez trzy dni będziemy odcięci nie tylko od internetu, ale nawet łączności telefonicznej. Odezwiemy się więc dopiero znad Morza Martwego.