„Lubię to co znam”

Ten bon mot z „Rejsu” to cecha większości opinii amatorów na temat sprzętu – oceniają to, co mają, bez odniesienia do innych podobnych produktów. Taki urok amatorskich recenzji. Ale co, gdy równie bezkontekstowe opinie są prezentowane jako testy przez zawodowców?

Nie jestem fanem zbiorczych testów, bo mają one tendencję do przesadnego opierania się na ocenie prostych i jednoznacznych wprawdzie, ale często drugorzędnych parametrów, a dla odmiany są dość oporne na drobne niuanse funkcjonalne, które są trudne do zmierzenia i wpisania w procedury testowe. Tymczasem te trudne do zdefiniowania szczegóły bywają bardziej istotne niż „twarde” megaherce, megapiksele i megabajty. Testy zbiorcze mają jednak bezdyskusyjną zaletę: bierzemy do kupy wszystkie podobne klamory, jakie uda nam się zebrać, i patrzymy, który z nich najlepiej robi to, co powinien. Gdybyśmy wzięli tylko jednego przedstawiciela danej grupy produktowej, trudno byłoby nam ocenić, czy w swojej klasie jest on mistrzem, czy z trudem spełnia wymogi. Co gorsza, trudno być pewnym, czy pewne uciążliwości bądź niedoskonałości to kwestia tego modelu (czyli: mamy do czynienia z bublem) czy też po prostu ta grupa produktów tak ma i nie ma co się czepiać.

A czego ja się czepiam? Pojawiła się ostatnio nowa głowica pistoletowa – model GH-100 firmy Vanguard. Jej test opublikował do tej pory jeden miesięcznik i dwa portale fotograficzne (gratulacje za operatywność dla nowego dystrybutora Vanguarda, firmy Kconsult – nie przypominam sobie, żeby jakiś klamor fotograficzny nie będący aparatem ani obiektywem był tak chętnie testowany zaraz po premierze). I wszystkim się głowica podobała. Nie bardzo rozumiem, jak może się podobać głowica, która trzyma aparat w pozycji portretowej tak, jak to widać powyżej, a opór po zablokowaniu stawia tak, jak widać poniżej. Jedyne wyjaśnienie, jakie znajduję, to brak punktu odniesienia. Nikt z trzech testujących nie porównał tego Vanguarda np. z podobnymi (ale znacznie lepiej trzymającymi) konstrukcjami Manfrotto. Może uznali, że głowice pistoletowe z natury i en masse są takie „miękkie”?

Gdy amator opisuje zalety i wady sprzętu, warto brać pod uwagę, że prawdopodobnie nie ma on porównania z innymi podobnymi produktami. Ale poważny test albo powinien zawierać taki kontekst, albo postawić jasne kryteria, które produkt musi spełniać, aby uznać go za wartościowy. Vanguard GH-100 ani nie jest na poziomie innych głowic pistoletowych, ani nie spełnia roli, którą powinna spełniać głowica fotograficzna. I nikt tego nie zauważa.

.

Labirynty czasu i przestrzeni
A jednak nie Patagonia

8 komentarzy

  1. BonVoyage

    Klamot, jeżeli już, Piotrze, klamot a nie klamor 🙂

  2. Oj, marudzisz… W pozycji portretowej trzyma się doskonale. Opada w pozycji pośredniej 😉

    Ale fakt – głowica nie trzyma dobrze.
    A jak już się czepiamy strony językowej (patrz: przedpiśca), to w tytule brakuje przecinka 😉

  3. Piotrze, ten tekst uświadomił mi, jakiej funkcji brakuje mi jeszcze w aparatach. Drugiego gwintu statywowego, z boku aparatu! Oczywiście taki bok powinien być też spłaszczony, by móc stabilnie przymocować aparat do trójnogu lub po prostu postawić/oprzeć go na jakiejś powierzchni.

    • Piotr

      Ano. To się rozwiązuje takimi szynami stanowiącymi część zestawu z głowicą, ale poręczne to to nie jest. Gwint po lewej stronie korpusu ułatwiłby życie.

  4. wzrokowiec

    A ja nie rozumiem dlaczego wyłączając autofocus tracę potwierdzenie ostrości! Chciałbym, żeby aparat również “pikał” w trybie manualnym MF.

  5. Piotr

    U mnie pika 🙂 Przestaje potwierdzać dopiero, gdy nie wie, że jakiś obiektyw jest podpięty. A Nikony potwierdzają ostrość nawet ze słoikiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *