Oddać za darmo

Zdjęcia można pokazywać, można sprzedawać, ale można też wystawić i zezwolić każdemu na ich swobodne użycie. Jak to zrobić np. w serwisie Flickr i jakie są możliwości w ramach różnych typów licencji Creative Common – czytać u Darka. Tutaj zastanawiamy się – czy należy?

Opinia zawodowych fotografów jest jasna: nie należy. Darmowe zdjęcia psują rynek, odbierają pracę profesjonalistom, powodują spadek cen na zdjęcia i generalnie zabijają zawód. Ale amator nie musi się przejmować opiniami zawodowców, nie musi dbać o rynek, nie musi zajmować się przyszłością profesji. No, chyba że sam kiedyś chce zarabiać na fotografowaniu, to może wówczas lepiej, żeby nie podcinał gałęzi, na której ma zamiar usiąść.

A może jednak rozdawanie zdjęć za darmo prowadzi do komercyjnych zleceń? To raczej wątpliwe. Ten rodzaj zdjęć, który ma komercyjną przyszłość, jest nieużyteczny komercyjnie w postaci „darmówek”, bo wymaga, aby był robiony pod klienta. Elegancki portret naszego dziadka nie przyda się żadnej firmie, ale jeśli zrobimy go naprawdę dobrze, może ktoś nam zleci podobny, tylko z jakimś prezesem w roli głównej? Jeśli robimy takie zdjęcia, nie musimy ich udostępniać do wykorzystania – jeśli jakaś firma będzie potrzebowała podobne, to nam je zleci. Z kolei rozdawanie zdjęć „ogólnych” i uniwersalnie atrakcyjnych nie prowadzi do pozyskania zleceń – przynajmniej tak twierdzą pejzażyści.

No dobra, to zostawmy pieniądze, ale może chociaż udostępnienie zdjęć na licencji CC da nam sławę, gdy jakiś koncern na bazie naszej fotografii zrobi wielką kampanię reklamową? Ja nie bardzo sobie przypominam, żebym na jakimkolwiek zdjęciu reklamowym widział nazwisko fotografa (chyba że tak naprawdę to fotograf był gwiazdą kampanii reklamowej, a nie samo zdjęcie), natomiast spotykałem sytuacje odwrotne – tzn. w portfolio znanego fotografa znajdowałem zdjęcia, które wcześniej widziałem na reklamach. Ale chętnie poznam kontrprzykłady, pokazujące, że ktoś stał się sławny dzięki darmowym zdjęciom.

Co zostaje? Satysfakcja, że komuś się przydało nasze zdjęcie do czegoś? Ale niby skąd się dowiemy, że komuś się przydało i do czego? Jeśli naprawdę chcemy rozdawać, a przy okazji wiedzieć komu i do czego, zawsze możemy napisać przy zdjęciach coś w stylu: „osoby lub firmy zainteresowane użyciem fotografii proszę o kontakt”.

To ostatnie przyda się też do kontrolowania kontekstu, w jakim pojawią się nasze prace. Nie chodzi tu wyłącznie o teoretyczną możliwość, że nie spodoba nam się użycie fotki w reklamie. Na zdjęcia jest też zapotrzebowanie wśród amatorów tworzących strony internetowe czy niefotografujących blogerów. Tutaj znikają rozterki, że oddaje się pracę, za którą firma mogłaby zapłacić. Zostaje jednak ryzyko, że nasza praca pojawi się na czyjejś stronie WWW poświęconej zwalczaniu „czarnuchów”, piętnowania głupoty kobiet czy innym miłym rzeczom. Nie podoba nam się ten pomysł? Udostępniając fotografie na licencji Creative Commons nie bardzo mamy coś do gadania, nawet gdybyśmy się dowiedzieli o losach zdjęcia.

Każdy może z własnymi zdjęciami robić co chce – także rozdawać je za darmo każdemu lub tylko niektórym. W różnych odmianach licencji Creative Commons nie ma nic złego. Ja jednak w tych licencjach widzę niewiele korzyści dla autora. Znacznie bardziej użyteczne wydaje mi się napisanie, że osoby chętne do użycia którejś fotografii proszone są o kontakt z autorem. A później można rozdawać, sprzedawać lub stanowczo odmawiać udostępnienia – wedle woli.

  1. Wszystko prawda ale dla wielu sam fakt, że jego zdjęcie jest gdzieś wykorzystywane stanowi dużą nobilitację. I póki to myślenie się nie zmieni – nie zmieni się cała reszta. I będą oddawali swoje zdjęcia za darmo i liczyć nie wiadomo na co. I różne instytucje będą oczekiwać zdjęć za darmo – bo jak sam napisałeś nie przewidzieli na nie pieniędzy w budżecie :-))

    1. I póki to myślenie się nie zmieni – nie zmieni się cała reszta.

      No raczej już nic się nie zmieni na lepsze. Nawet jakieś akcje promowania nieoddawania zdjęć za darmo to będzie kropla w morzu. Ja sugeruję, żeby nie oddawać zdjęć, jeśli chce się kiedyś zarabiać na fotografii, nie dlatego, żeby naprawdę nie psuć rynku, tylko żeby później móc z czystym sumieniem psioczyć na zepsucie rynku, bez kaca moralnego, że się samemu w tym uczestniczyło. A rynek jeszcze się będzie psuł, aż do własnego kolapsu.

  2. Generalnie moje zdanie jest takie, że “epoka cyfrowa” załatwiła zawodową (nie mylić z profesjonalną) fotografię. Paradoks tej sytuacji jest taki, że nigdy wcześniej taka ilość zdjęć i grafiki nie była potrzebna jak dziś 🙂 To właśnie dziś jest ogromne zapotrzebowanie na “obraz”, prawie wszędzie mamy “obrazy” i chyba nie ma dziedziny życia gdzie nie pojawiają się “obraz”. Więc normalnie to właśnie powinien być najlepszy okres dla tych, którzy zawodowo zajmują się fotografią, ale nie jest !
    Nie jest bo fotografia stała się “powszechna” już prawie każdy robi zdjęcia, a dzięki powszechności i technologii ich jakość generalnie bardzo wzrosła. Wzrosła na tyle, że do wielu zastosowań poziom “amatorski” okazuje się wystarczający. A twarde prawa rynku (kapitalizmu) mówią cena zależy od podaży, więc jak coś można mieć za darmo to po co za to płacić.
    Słyszałem gdzieś o “fajnym” procederze stosowanym przez firmy z branży turystycznej. Ogłasza się konkurs oczywiście z nagrodami, a zdjęcia które trafią na konkurs firmy mogą wykorzystać (zgodnie z regulaminem konkursu) nazwijmy to “… do swoich celów”. Tym sposobem mają darmowy materiał, jak przypuszczam nie najgorszej jakości do stworzenia swoich katalogów ofertowych. Cały koszt to jeden umiejętny grafik i drukarnia.
    Najgorsze w tym jest to, że chyba w tej materii mimo naszych dywagacji nie wiele lub nic nie jest w stanie się zmienić. Jak przekonasz (słusznie zresztą) z 10 osób by jednak nie udostępniały swoich zdjęć darmo to i tak znajdzie się kolejnych 20, które to zrobią z różnych wcale nie negatywnych pobudek.
    Nie zazdroszczę tym co zawodowo zajmują się fotografią, kiedyś też chodziło mi to po głowie, początkowo trudnością były ciężkie czasy (lata 80), a teraz w kontekście powyższego, dałem sobie spokój. Choć nie zachęcam innych do rezygnowania z marzeń przeciwnie próbujcie 🙂
    Trochę się rozpisałem … 🙂

    1. Generalnie moje zdanie jest takie, że „epoka cyfrowa” załatwiła zawodową (nie mylić z profesjonalną) fotografię.

      To prawda.

      Nie jest bo fotografia stała się „powszechna” już prawie każdy robi zdjęcia, a dzięki powszechności i technologii ich jakość generalnie bardzo wzrosła.

      Jakość to kwestia wtórna. Istotniejsza jest podaż i łatwość dystrybucji. Przed internetem po prostu nie było innej drogi do pozyskania potrzebnego zdjęcia niż duże agencje.
      Druga kwestia to podaż – nigdy nie było tylu chętnych do zarabiania na fotografii, zarówno traktując to jako główne źródło dochodów, jak i przez dorabianie.
      Do tego dołączyła możliwość dystrybucji i dotarcia do odbiorcy (internet) przez osoby, którym nie zależy na pieniądzach za udostępnienie zdjęcia – czyli całkiem nowe zjawisko podaży darmowej.

      A twarde prawa rynku (kapitalizmu) mówią cena zależy od podaży, więc jak coś można mieć za darmo to po co za to płacić.

      Zwłaszcza jeśli pojawia się po prostu podaż produktów darmowych…

      Słyszałem gdzieś o „fajnym” procederze stosowanym przez firmy z branży turystycznej.

      Wcale nie trzeba daleko szukać – co roku biura podróży organizują konkursy, a w regulaminach jasno jest napisane, po co…
      Tylko tutaj poprawka, że dla biur podróży koszty pozyskania zdjęć są ciut wyższe niż opracowanie konkursu i jego promocja – dodają przecież w ramach nagrody jakieś zniżki na własne usługi, a czasem jako główna nagroda jest w ogóle darmowa wycieczka.

      Najgorsze w tym jest to, że chyba w tej materii mimo naszych dywagacji nie wiele lub nic nie jest w stanie się zmienić.

      Zmieni się. Na gorsze. Największy kryzys zawodowej fotografii jeszcze przed nami.

      1. Słyszałem gdzieś o „fajnym” procederze stosowanym przez firmy z branży turystycznej.

        Wcale nie trzeba daleko szukać – co roku biura podróży organizują konkursy, a w regulaminach jasno jest napisane, po co…
        Tylko tutaj poprawka, że dla biur podróży koszty pozyskania zdjęć są ciut wyższe niż opracowanie konkursu i jego promocja – dodają przecież w ramach nagrody jakieś zniżki na własne usługi, a czasem jako główna nagroda jest w ogóle darmowa wycieczka.Pisałem o tym w “Konkurs z super nagrodami”

      2. Piotrze, mysle ze sprecyzowalbym Twoje ostatnie zdanie iz mamy przed soba jeszcze najwiekszy kryzys zawodowej fotografii W OBECNEJ FORMIE. To mi troche przypomina sytuacje z kinem i kasetami VHS kiedy wielu ludzi bylo przekonanych ze wprowadzenie tych drugich do powszechengo obiegu zabije kina. To moze nie najlepsza analogia bo kina nie musialy przeprowadzac gruntownej restrukturyzacji – pozostaly po prostu specyficzna forma odbioru filmow i podczas gdy kasety VHS odeszly w zapomnienie kina wciaz sie trzymaja. W przypadku fotografii zawodowej bedzie musiala raczej nastapic pewna rewolucja; restrukturyzacja; zmiana sposobu myslenia czym fotografia zawodowa ma byc i czemu sluzyc.
        To prawda ze dzis tlumy amatorow z lustrzankami kupionymi za ‘kieszonkowe’ psuja koniunkture tym ktorzy z pstrykania jedza chleb. Oznacza to ze Ci drudzy musza albo podniesc poprzeczke albo calkowicie zmienic tok myslenia. Dawno, dawno temu mieszkajac przykladowo na malej wsi mozna bylo zorobic sobie pare groszy robiac zdjecia na weselu kompaktem na film 35mm. Dzis trzeba miec raczej pare kilogramow sprzetu, umiejetnosci i charyzme zeby przekonac o wyzszosci swoich uslug nad konkurencja. Jutro natomiast nawet to nie bedzie wystarczajace i trzeba bedzie obrac inna droge.
        Twierdze ze jest jest zapotrzeboanie na fotografie ktora nie kazdy moze wykonywac. Tylko nieliczni wybiora sie do strefy konfliktu zbrojnego z aparatem. Tylko nieliczni fotoreporterzy uliczni maja ten dar postrzegania ktory pozwoli zrobic im kapitalne zdjecia. Tylko nieliczni sa w stanie eksploatowac fotografie jako forme sztuki sama w sobie a nie jedynie jako technike rejestracji obrazu.
        Tak wiec mysle ze zdecydowanie bedziemy mieli do czynienia z elitaryzacja zawodu fotografa. A wiec paradoksalnie zawod ten zostanie zmarginalizowany aby mogl sie odrodzic na nowo. To naturalnie moje przypuszczenie; moja wizja, lecz chyba dosc prawdopodobna.

        1. najwiekszy kryzys zawodowej fotografii W OBECNEJ FORMIE

          Tylko że na razie nie widać innej formy zawodowej fotografii. A w każdym razie nie widać na tyle wyraźnie, żeby móc powiedzieć, że to jest forma, a nie brak formy 🙂

          To moze nie najlepsza analogia bo kina nie musialy przeprowadzac gruntownej restrukturyzacji

          To jest całkiem dobra analogia 🙂 Kina cały czas tracą udziały w rynku od czasu wejścia telewizji, później magnetowidów, następnie satelity i płatnych kanałów TV, wreszcie internetu i PPV. I to pomimo inwestycji w infrastrukturę i technologie projekcji.

          zmiana sposobu myslenia czym fotografia zawodowa ma byc i czemu sluzyc

          Tu nie bardzo wiem, co należałoby zmieniać. Wydaje mi się to proste – fotografia zawodowa to ta, za którą ktoś gotów jest zapłacić, bo do czegoś te zdjęcia potrzebuje.

          Twierdze ze jest jest zapotrzeboanie na fotografie ktora nie kazdy moze wykonywac.
          Zgadza się, choć problem w tym, że to zapotrzebowanie (wyrażane pieniędzmi) się po prostu zmniejsza.

          Tylko nieliczni wybiora sie do strefy konfliktu zbrojnego z aparatem. Tylko nieliczni fotoreporterzy uliczni maja ten dar postrzegania ktory pozwoli zrobic im kapitalne zdjecia.

          Tutaj problem w tym, że jeszcze bardziej nieliczni się robią ci, którzy za zdjęcia fotoreporterów płacili.

          Tylko nieliczni sa w stanie eksploatowac fotografie jako forme sztuki sama w sobie a nie jedynie jako technike rejestracji obrazu.

          Fotografia artystyczna skierowana do kolekcjonerów zawsze była elitarna. Za słabo znam ten rynek, żeby mieć opinię, czy tutaj jest lepiej, czy gorzej niż było.

          A wiec paradoksalnie zawod ten zostanie zmarginalizowany aby mogl sie odrodzic na nowo.

          Bardzo możliwe, kwestia – gdzie będą pieniądze, które pozwolą na odrodzenie się fotografii zawodowej?

  3. Czytałem kilka razy “ochrzany” dla fotografów, którzy najzwyczajniej w świecie swoje zdjęcia sprzedają za pieniądze. Mam na myśli Polskę i naszych autorów. Dla mnie jest to niepojęte ponieważ to były zarzuty święcie oburzonych osób. Wydaje mi się, że naprawdę tak myśleli. Nawet złościła ich cena, która była raczej rozsądna i w zasadzie niewielka. Według nich żądanie pieniędzy za zdjęcia (dodam, że są to prace bardzo dobre) było czymś złym, obraźliwym i bezczelnym.

    Ciekawe skąd się u nas coś takiego bierze? Czemu niektórzy uważają, że zdjęcia nie powinny być sprzedawane? Że to złe w jakiś sposób?

    Jak już tak się tu rozpisałem to jeszcze jedno pytanie. Są w Polsce fotografowie krajobrazu, którzy z tego żyją i tylko z tego? To u nas w ogóle możliwe?

    1. Według nich żądanie pieniędzy za zdjęcia (dodam, że są to prace bardzo dobre) było czymś złym, obraźliwym i bezczelnym.

      Idea praw autorskich zawsze była trudna 🙂 Ciekawe, czy taka postawa to właśnie typowy problem z pojęciem płacenia za coś, co jest niematerialne, czy rosnący trynd?

      Są w Polsce fotografowie krajobrazu, którzy z tego żyją i tylko z tego? To u nas w ogóle możliwe?

      O zawodowych pejzażystach u nas nic nie wiem, natomiast tutaj http://www.travelphoto.pl/ są fotografowie żyjący z fotografii podróżniczej, czyli po części krajobrazowej.

      Zawodowstwo w pejzażu robi się coraz trudniejsze (z tendencją do: niemożliwe) na Zachodzie: http://blogs.photopreneur.com/photographers-turn-to-fair-trade-to-beat-microstock?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+PhotopreneurBlog+%28Photopreneur+Blog%29&utm_content=Google+Reader

      1. “Idea praw autorskich zawsze była trudna 🙂 Ciekawe, czy taka postawa to właśnie typowy problem z pojęciem płacenia za coś, co jest niematerialne, czy rosnący trynd?”

        Chyba tak. Problem jest z płaceniem za coś co nie jest powiedzmy tak oczywiste jak położenie kafelków w łazience. Ciężko określić wartość jeśli samemu się niewiele wie i niewiele widziało. Kafelki można ocenić łatwo bo generalnie ma być równo, a to potrafi każdy niby. Można też pomierzyć. Ze zdjęciami jest już ciężko. Jak się nie znamy to autorytety mogły by pomóc. Ale teraz też kiepski czas dla autorytetów. Wiadomo, że ktoś kto wczoraj kupił lustrzankę już jest i krytykiem sztuki.

        “O zawodowych pejzażystach u nas nic nie wiem, natomiast tutaj http://www.travelphoto.pl/ są fotografowie żyjący z fotografii podróżniczej, czyli po części krajobrazowej.”

        Chyba czytałem w jakimś czasopiśmie o nich. 🙂

        “Zawodowstwo w pejzażu robi się coraz trudniejsze (z tendencją do: niemożliwe) na Zachodzie:”

        Dzięki za linka. Na PhotographersDirect można zdobyć wiedzę co się dobrze sprzedaje na przykład u nich.

  4. Sprawa udostępniania produktu za darmo, żeby wejść na rynek, nie jest sprawą nową. Przykładów jest wiele: o ile pamiętam tak było z wieloma słynnymi zespołami rokowymi np. Queen – kiedy jeszcze nie był znany, namiętnie dawał koncerty za darmo, a potem tak się jakoś wszyscy przyzwyczaili, że Fredek został w końcu bożyszczem tłumów. Taka strategia, na rynku, na którym przeważa podaż…
    Inna sprawa z amatorami, którzy działają wyłącznie… powiedzmy dla “sławy”, wiedząc że nigdy nie wejdą na rynek komercyjny. Może nawet z tego powodu rozdają za darmo, z przekory! Sam nie wiem jak to ocenić, nie łamią przecież prawa. A fotografia żyje przecież dopiero poza szufladą czy dyskiem, tak jak literatura – żyje wtedy jak ma odbiorców. Mnie tam wystarczy galeria DFV, ale inni za darmo zdjęcia dają bankom – a to jest już horror jakiś!!! Wprost nieprzyzwoite… 😉
    Oczywiście te sprawy najrozsądniej podsumował Piotrw swoim wpisie. Ale co zrobić z kradzieżą zdjęć tak powszechnie elektronicznie dostępnych? Już dziś programy identyfikacyjne pozwalają śledzić miejsca ich występowania, pewno będzie się ten kierunek rozwijać. Tylko co z tym dalej robić? Znowu dawać krociowe zarobki prawnikom? Niektórzy to się nawet z tego cieszą! 🙂

      1. Potraktuj to jako zamówienie na tekst o procedurze ścigania złodzieja zdjęć, z uwzględnieniem kto komu i kiedy płaci 🙂

      2. 🙂 Przecież dobrze jak się ludzie cieszą! Nie było tu cienia zawiści tylko westchnienie nad całym systemem, który polega na wytwarzaniu zbędnych nieraz potrzeb, a potem kasowanie za ich realizację! Z tego żyje większość (ja też), nie ma się co wstydzić 😉

  5. Nie wiem, czy nie będzie to zbyt naciągane, ale… może to niestety jakaś nasza świecka tradycja. Popatrzmy na sprawy opłaty abonamentu RTV. Po co płacić, skoro można mieć coś za darmo? Tak robią tylko frajerzy.

    1. Problem z płaceniem za dobra niematerialne jest międzynarodowy i ponadgraniczny. Ładnych parę lat temu, gdy mnie to jeszcze interesowało, dane dotyczące piractwa komputerowego w Polsce mówiły o 50% domów i firm, a dla bogatych krajów Zachodu ten parametr wynosił między 30 a 40% – więc owszem, u nas bardziej, ale tylko trochę.

  6. “Rozdawanie” zdjęć jest be, ale np. darmowe programy komputerowe już są ok? A jaka jest różnica? Taka, że te drugie “psują” nie “nasz” rynek?

    1. Ja nie twierdziłem, że jest “be”, tylko przytoczyłem opinię zawodowców. Jak dla mnie każdy sam może sobie decydować, czy rozdawać swoje zdjęcia, czy nie.
      Natomiast chyba trudno się nie zgodzić, że rozdawnictwo, a jeszcze bardziej obniżanie cen do absurdalnych stawek zepsuło i psuje nadal rynek zdjęć.
      Analogia z darmowymi programami jest umiarkowanie pasująca. Niektóre firmy (czy osoby) robiące darmowe programy po pewnym okresie zaczynają je sprzedawać, inne liczą, że ktoś większy je kupi razem z całą technologią (np. Rawshooter czy ostatnio Bibble), jeszcze inne oferują produkt za darmo, natomiast zarabiają na wdrożeniach, serwisie, dostosowaniu produktu do indywidualnych potrzeb itd. itp. Żaden z tych sposobów zarabiania na darmowym nie daje się zastosować do fotografii.

      1. Rawshooter sam zarabiał na siebie – były 2 wersje: darmowy Essential i płatny Premium. Ech, jak ten program śmigał, torpeda w porównaniu z Lightroomem.

  7. O, jak się ślubni niedługo będą cieszyć 😉 Justyna Steczkowska zamiast śpiewać będzie popularyzowała fotografię ślubną:

    Jeśli komuś się wydaje, że teraz jest dużo amatorów próbujących wejść na rynek zdjęć ślubnych, to niech poczeka, co się będzie działo po tym programie. Można też obstawiać, jakim aparatem Steczkowska będzie fotografowała 😉
    (podziękowania dla Dominika za podrzucenie informacji).

    1. Piotrze, to pasuje bardziej do tekstu “Wspomóż biedny koncern”, o metodach wyłudzania zdjęć, a nie do zasadniczo szlachetnej koncepcji CC – nie doklejajmy jej gęby.

    2. Tia… a instalujący sobie “legalną inaczej” kopię Windowsa niech rozważają koszt wszystkich komputerów wraz z oprogramowaniem będących na stanie firmy Microsoft 😉

      1. Autor nie twierdzi, że tak wycenia zdjęcia dla kupującego, tylko o tyle będzie skarżył firmę, która sobie je “pożyczy” na licencji Web 2.0 😉 – a czy mu się to uda, to zależy jakiego ma prawnika.

  8. Piotrze, dziękuję za szybkie przygotowanie zamówionego tekstu 😉
    Piszesz, że nie widzisz pożytku z CC w porównaniu z adnotacją „proszę o kontakt”. Jedna zaleta jest taka, że do takich zdjęć dotrą też ludzie, którzy na stracie odfiltrowują wszystkie zdjęcia „all rights reserved” (np. na Flickrze).
    Jakiś czas temu przeczytałem broszurę organizacji Creative Commons, gdzie kilku cytowanych twórców zachwalało licencje CC. Wśród nich był jakiś fotograf, który właśnie dzięki CC przyciągnął (ku swemu zaskoczeniu) wielu widzów, a w następstwie komercyjne zlecenia. Zakładam, że nie był pejzażystą. Nie wiem, czy powyższych przypadków jest wiele, ale również na Flickrze jeden z najpopularniejszych autorów, o pseudonimie Thomas Hawk, publikuje z licencją CC (non-commercial) i uważa, że to świetna metoda autopromocji. Inna sprawa, że nie ma się czego obawiać, siedząc na etacie w branży inwestycyjnej…
    Przekonałeś mnie jednak, że warto zachować przy zdjęciach znaczek (c), bym znał ich dalsze losy. Nie zostawię mych „dzieci” samopas.

    1. Jedna zaleta jest taka, że do takich zdjęć dotrą też ludzie, którzy na stracie odfiltrowują wszystkie zdjęcia „all rights reserved” (np. na Flickrze).

      Masz rację. Tracisz widzów, którym tak naprawdę nie zależy na Twoich zdjęciach, tylko na jakichś darmowych i dostępnych szybko, bez trudzenia się pisaniem do autora. Pewnie trochę mniej Twoich zdjęć będzie wówczas “chodzić” po internecie. Czy to duża strata – sam oceń.

  9. Mam takie trochę laickie pytanie, jeżeli zawieszam gdzieś zdjęcia o wielkości np. takiej jak dla galerii DFV, to co złodziejaszek może z nimi zrobić? Myślałem, że w razie zainteresowania (do którego jeszcze nigdy nie doszło) nawiąże ze mną kontakt, aby uzyskać, na moich warunkach, tzw. dużego jpga, do dalszego wykorzystania. Ale oświećcie mnie, pewnie znowu czegoś nie łapię.

    1. Skoro twoje zdjęcie nadaje się do prezentacji w galerii DFV to przypuszczam, że równie dobrze może komuś posłużyć do upiększenia jego strony www, bloga lub innej prezentacji w internecie. Co do innych zastosowań to niestety nie potrafię się odnieść.

    2. Ollsen ma rację. Zdjęcia z galerii internetowych swobodnie nadają się do wszelkich komercyjnych zastosowań internetowych. Ponadto technicznie nadają się do wydruku na papierze do rozmiaru 10×15 cm, a przy słabszej jakości druku – nawet większej. Ponadto widuję np. w katalogach biur podróży zdjęcia o naprawdę niskiej rozdzielczości porozciągane na całą stronę – w zasadzie to się nie nadaje, ale wyraźnie dla biur podróży to nie przeszkoda (nie sugeruję, że zdjęcia w katalogach zostały ukradzione – tylko, że czasem mają absurdalnie niską rozdzielczość).

  10. Czyli z tego wynika, że w galerii mamy za dużą rozdzielczość 🙂 Proponuję maks. 120 px. Ale poważnie mówiąc sytuacja jest chyba beznadziejna, łatwość pożyczania zdjęć jest zbyt wielką pokusą. W styczniowym numerze jest artykuł o własnych galeriach, ale czy w tej sytuacji rozdawanie w ten sposób najlepszych własnych zdjęć jest celowe?

    1. Sam decydujesz, czy rozdajesz. Jak chcesz rozdawać, to są licencje Creative Common w różnych odmianach, można też po prostu ręcznie napisać: “bierzcie i dzielcie się”. Jeśli tego nie napisałeś ani nie dałeś komuś zgody na korzystanie z Twojej fotografii, to zamieszczając któreś z Twoich zdjęć taka osoba popełnia przestępstwo – za które możesz ją ścigać za pomocą prawnika. O tym wszystkim do poczytania u Darka.
      Oczywiście, ściganie prawnikami jest uciążliwe, ale z drugiej strony – nie pokazywać nikomu, bo może ktoś ukradnie, to jak spędzić życie w piwnicy, żeby nie zostać rozjechanym przez samochód.

  11. Dla zawodowców idą ciężkie czasy…..dlatego zawodowcy coraz częsciej zarabiają na amatorach,pisząc książki,prowadząc warsztaty….

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr