Swego nie znacie

 

Toskania? Morawy? Nieee, to taka wioska między Kielcami a Starachowicami. Na warsztatach świętokrzyskich do takich pejzaży mieliśmy jakieś 50 metrów: najpierw trzeba było wstać od stołu, po schodkach wyjść z jadalni, parę kroków przez podwórko, przejście przez asfaltową szosę i już jesteśmy na łące, z której rozpościerają się takie widoki. A nie było to wcale miejsce unikatowe. Gdy wróciliśmy do Wrocławia, w skrzynce czekał już mail od uczestników warsztatów, którzy mieli bliżej do domu: „Nam udało się trochę zboczyć z głównej drogi i jechaliśmy naprawdę ładnymi terenami, sporo różnych pól do fotografowania”.

Polska jest niedofotografowana. Pisałem już o tym i powtarzam się? Nie będę przepraszał. Wręcz przeciwnie – obiecuję, że będę do tego tematu wracał. Bo to trzeba powtarzać. Mamy wiele wspaniałych pejzaży, miejsc o fantastycznym wręcz potencjale fotograficznym, ale jakoś nie jesteśmy celem pielgrzymek fotografów z całego świata. Dlaczego? Bo za mało się chwalimy. I za mało fotografujemy polskie krajobrazy.

  1. No może z centrum handlowego jednak zrezygnujmy… 😉 Ale przerobić na cz-b i mamy kolejnego przedstawiciela “kieleckiej szkoły krajobrazu”! Parę albumów tej “szkoły” sprzed lat stoi na półce…

    1. Na tych warsztatach obowiązywał zakaz zakazywania, tudzież zakaz nakazywania. Nawet świtańce były nieobowiązkowe, z czego niektórzy korzystali 🙂

  2. Polska jest niedofotografowana? Mnie się wydaje, że prawie w ogóle pod tym względem jest nie odkryta krajobrazowo. O zdjęcia mi chodzi oczywiście. Wydaje mi się, że za bardzo sami się zachwycamy “egzotyką” zagranicznych atrakcji. Nie widzimy i nie potrafimy rozkminić fotograficznie naszych okolic. Może trzeba objeździć świat, otrzaskać się z tymi pięknymi miejscami i wtedy zobaczymy, że u nas też można robić zdjęcia. Mam wrażenie, że tak naprawdę fotografowanych jest kilkanaście regionów na ziemi, a 90 % planety czeka na odkrycie. Ale nie jest źle. Rosja, to jest dopiero teren do odkrycia.

      1. Może po prostu stworzyć dział Pejzaże Polskie, tegoroczne zdjęcia, w listopadzie oceniamy i nagroda w postaci wiosennej fotowycieczki zagranicznej (ostatnio modne są Czechy :-))

      2. Według mnie to trudna sprawa. Biorę pod uwagę obecne mody i percepcję widzów. Musi być atrakcja. Podam przykład z naszego podwórka. Podoba się Toskania, Morawy i Wyspy Brytyjskie np. To nie robi wrażenia w tamtych regionach, a u nas jest odbierane bardzo pozytywnie. Egzotyka. Pokazując zdjęcia na stronach u Włochów krajobraz z ich Alp np. z Livigno przechodzi bez emocji i zainteresowania. Natomiast skute lodem Jezioro Turawskie, czy wyschnięte Mietkowskie robi wrażenie bardzo duże, wszyscy chcą się dowiedzieć gdzie jest to miejsce by tam też robić zdjęcia. Mamy wiele atrakcji, ale nie potrafimy ich “sprzedać”. Weźmy przykład Słowacji. Strbskie Pleso. Miejsce jak miejsce, ale odpowiednio sfotografowane robi wrażenie. Adam Burton robił tam warsztaty. Trafiło do wielu odbiorców. Teraz weźmy nasz skrawek Tatr niby się zachwycamy, ale świat o tym nie wie. Ciężko też zobaczyć kuszące fotografie.

        1. Może sam znalazłeś odpowiedź: nasze pejzaże prezentować tam, a tamtejsze u nas. A biorąc pod uwagę niezłą passę polskich fotoamatorów na dużych konkursach (Nikx, Hix33), to jest szansa na fotograficzną promocję Polski.

  3. Polska, jak Polska! Ale dopiero najbliższe okolice zamieszkania – to są dopiero nieobfotografowane. Ja też już tak mam, że jak wyjadę to dopiero otwiera mi się klapka na fotografowanie!. Jedni powiedzą: a co tu u mnie w centrum miasta*, na wsi* (*niepotrzebne skreślić) jest do fotografowania!? Szarzyzna i codzienność!. Ale przecież dobre zdjęcie to nie “strzał z biodra, w biegu” na wyjeździe, ale czasem wyczekiwanie, kilkakrotne podchodzenie do tematu. A gdzie o to łatwiej? Tam gdzie najbliżej! Poza tym: najciemniej pod latarnią! 😉

    1. Jarku, masz świętą rację. Ja się niedawno dowiedziałam, że “za płotem” mam dziedzictwo pocysterskie. Wystarczy ruszyć 4 litery i wsiąść na rower (no, może czasami w pociąg). Jak ktoś chętny, to mogę wysłać mailem przewodnik po woj. zachodniopomorskim. Jest tego trochę – 28 plików, dlatego tu nie zamieszczę, ale chętnym wyślę.

    2. Najbliższe okolice zawsze bywają Kopciuszkiem, mieszkam w Pradze i czasami mijając Most Karola nawet oczu nie podniosę od gazety, po czym przyjeżdżają warsztatowcy i robią cudowne zdjęcia, zauważając rzeczy nie spostrzegane przez oko tubylców. A ja odwrotnie, gdy jadę gdziekolwiek poza Czechy tuż po przekroczeniu granicy rozglądam się za ujęciami. I w Polsce, i w Austrii czy też Toskanii.
      Teraz nawet przygotowuję się do Florencji korzystając z Google Street View i typuję miejsca ujęć, strasznie mnie to wciągnęło, praca stoi a na na planie miasta przybywa krzyżyków.

    3. Oczywiście macie rację, że własne, znane okolice fotografuje się trudno – za bardzo są znajome, żeby je naprawdę widzieć.

  4. No właśnie. Większość wyjazdów fotograficznych odbywa się w te same miejsca: Toskania, Prowansja, Namibia, Andaluzja, etc, etc. To w sumie dobrze, bo wiele miejsc pozostaje dziewiczych i czeka na nas 😉

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr