Pejzażysta z wykopem

Polirenia, Kreta

Kiedy widzieliście ostatnio jakiś nowy autorski album fotografii pejzażowej? Nie składankę bardzo różnej jakości obrazków typu „Najpiękniejsze miejsca, które musisz zobaczyć, zanim zaskoczy cię ZUS”, a których autorzy często są prawie anonimowi, skomasowani gdzieś na trzeciej stronie od końca w formie wyliczanki nazwisk i numerów stron. Pytam o prawdziwy autorski album pejzażowy – taki, gdzie wszystkie zdjęcia pochodzą spod jednej ręki i mają wspólny mianownik jednego spojrzenia na świat, jednej wizji, jednego stylu. Ciężko sobie przypomnieć? Nic dziwnego, u nas takich książek się prawie nie wydaje (o wyjątku będzie następnym razem). Ale i na Zachodzie nie jest z tym szczególnie dobrze, choć tam monografie pejzażystów nadal się ukazują. Nie jest dobrze, skoro taki specjalista od krajobrazów jak Peter Cox nie mógł znaleźć wydawnictwa, które wydałoby zbiór jego fotografii z Irlandii. Pochodził, posłuchał grzecznych odmów i zamiast dać sobie spokój, założył projekt na Kickstarterze (o Kickstarterze i innych serwisach crowdfundingowych pisałem w „Fotograf zbiera do kapelusza”, a później szerzej w DFV 4/12).

Peter Cox wierzył w to, w co nie wierzyli wydawcy – że na taki album fotograficzny jest zapotrzebowanie, że znajdą się ludzie, którzy chętnie to kupią. I poszedł sprawdzić swoją wiarę na Kickstarterze.

Long story short – potrzebował zebrać 11 tysięcy dolarów, aby sfinansować wydruk 1000 egzemplarzy, a zebrał prawie 40 tysięcy, dzięki czemu wydrukował 3000 egzemplarzy, a album urósł ze 112 do 128 stron, dodatkowo zyskując limitowaną edycję w skórzanej oprawie. Dzięki finansowaniu społecznościowemu album był sukcesem finansowym jeszcze przed jego wydaniem, a co istotniejsze – był to sukces, w który nie chcieli uwierzyć wydawcy. To bardzo pozytywna historia, pokazująca, że dobra fotografia ma przyszłość, a liczba fanów pięknych pejzaży jest na tyle duża, że autorskie albumy to nie dinozaury. Tylko trzeba do tego wykopu – czyli Kickstartera lub innego mechanizmu finansowania społecznościowego.

Jak zrealizować skuteczny projekt, promować go, zbudować drabinkę wpłat i zgrać ją z systemem bonusów za wpłaty, pisze Cox tutaj. Jego album został wydany, można go kupić, a przed zakupem obejrzeć demo na stronie irlandzkiego fotografa. Łyżka dziegciu w tej beczce miodu – projekty na Kickstarterze mogą zgłaszać tylko osoby mieszkające w USA lub Wielkiej Brytanii (choć uczestniczyć w finansowaniu mogą wszyscy).

Jeśli nie Kickstarter, to co? Hm, jest jeszcze jedna sprawdzona metoda, ale o tym napisze następnym razem Ewa.

Zdjęcie u góry oczywiście nie Coxa, tylko nasze (moje lub Ewy, trudno ustalić). Może kiedyś też je wydamy w albumie.

 

Album – niespodzianka
Czarne odcienie bieli

4 komentarze

  1. Andrzej2

    Wracamy do czasów, że jak były komuś buty potrzebne to rozmawiał z szewcem, a nie ze sprzedawcą w supermarkecie 🙂
    Jak byłem w liceum, wiem że to było dawno i nieprawda, ale jak chciałem mieć spodnie tzw. szwedy, to musiałem do krawca się udać, a nie do sklepu 😉

  2. wzrokowiec

    Też bym sobie chętnie kupił taki album.
    No, może tylko wolałbym, żeby był dwa razy mniejszy a tańszy.

    • Piotr

      Nieee, duże albumy są lepsze od małych (jeśli oczywiście zdjęcia technicznie dają radę w większym formacie). A cena… no cóż, finansujący na Kickstarterze mieli taniej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *