Jeśli zdjęcia nie są dość dobre…

Ostatnia aktualizacja:

… to nie byłeś dostatecznie blisko. Te słowa weterana fotoreportażu wojennego sprawdzały się także podczas wojny bardzo symulowanej, czyli warsztatów FotoMilitary, jakie odbyły się w trakcie Strefy Militarnej 2012. Sprawdzały się także w tym znaczeniu, które przeważnie jest niezauważane – blisko należy być nie tylko przestrzennie, ale i emocjonalnie. Zdjęcia są lepsze, jeśli fotograf jest zaangażowany, jeśli potrafi nawiązać kontakt z modelem, jeśli rozumie, co fotografuje. Pod tym względem uczestnicy FotoMilitary mieli warunki bez porównania lepsze niż publiczność Strefy Militarnej. Nie chodzi nawet o to, że w trakcie prezentacji i pokazów mogliśmy być odrobinę (ale tylko odrobinę, konkretnie jakiś metr) bliżej akcji, ale przede wszystkim, że byliśmy na miejscu zanim się zaczęła jakakolwiek akcja. Mycie zębów między oficerem Waffen SS a spadochroniarzem z amerykańskiej 101 dywizji to nie tylko surrealistyczne doświadczenie, ale okazja, by nawiązać rozmowę i dowiedzieć się co nieco o tym, co wkrótce znajdzie się przed obiektywem. Okazji do nieoficjalnych spotkań było znacznie więcej – właściwie cały czas przed oficjalnymi pokazami oraz po nich był wypełniony rozmowami, które pozwalały lepiej zrozumieć, a tym samym być bliżej, gdy przyszło do fotografowania. Rekonstruktorzy byli bardzo otwarci, przyjaźni i gotowi poświęcić dowolną ilość własnego czasu, by natrętowi z aparatem tłumaczyć zarówno kwestie historyczne, jak i motywacje, które sprawiają, że poświęcają oni mnóstwo czasu i pieniędzy na wierne odtworzenie historycznych realiów. (Jeśli ktoś myśli, że fotografia jest drogim hobby, powinien pogadać z rekonstruktorami na temat kosztów odtworzenia i utrzymania niemieckiego czołgu Pantera). Rozmowa oraz szczere zainteresowanie pozwalało skrócić dystans i sprawiało, że rekonstruktorzy chętnie pozowali i wykazywali anielską cierpliwość dla „reporterów”.

Jak widać na zdjęciu powyżej, uczestnicy w praktyce realizowali zasadę Roberta Capy. Tak blisko mogliśmy być jednak nie podczas oficjalnych prezentacji, a w trakcie treningów i ćwiczeń, które urządzały sobie grupy rekonstrukcyjne. Bywało, że naprzód szły równolegle dwie tyraliery: żołnierzy i fotografów.

Warto też rzucić okiem na wrażenia z FotoMilitary autorstwa Darka.

W tle zdjęcia właściciel kadrów, które kradł Darek 😉

PS. I jeszcze zapraszam na wrażenia wojenne Katuli.

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr