Zachód nad polem lawendy, Prowansja

Własna pamięć – pułapka fotografa

Jak wybierać zdjęcia i nie oszaleć

Wybieranie własnych zdjęć, selekcjonowanie tych najlepszych, ocenianie które lepsze – to jest trudne! Trudniejsze właśnie gdy chodzi o własne zdjęcia, bo z cudzymi już zdecydowanie łatwiej. A trudniej jest dlatego, że za dużo pamiętamy.

Pamiętam, co chciałem zrobić

Czasem robi się zdjęcia bez szczególnego zamysłu. Czasem przed wciśnięciem migawki mamy nie tylko pomysł na kadr, ale od razu wyobrażenie gotowej fotografii. To generalnie dobrze, ale… takie dokładne wyobrażenie efektu końcowego, zwłaszcza wzmocnione przekonaniem, że to będzie świetny kadr, prowadzi na manowce. Dlaczego? Ano dlatego, że tak dobrze pamiętamy zamysł, koncepcję, wyobrażony efekt końcowy, że aż… trudno nam zobaczyć co naprawdę zrobiliśmy. Patrzymy na własne zdjęcie, ale nie widzimy go – widzimy własne wyobrażenia o tym, jakie ono miało być. Bywa trudno dostrzec te sytuacje, gdy efekt nie dorasta do wyobrażeń. A im większe nadzieje wiązaliśmy z danym kadrem, tym trudniej na niego popatrzeć chłodno.

Zachód nad polem lawendy, Prowansja

 

Emocje są dobre – do czasu

Dobrze się fotografuje, gdy jesteśmy zachwyceni tym, co mamy przed obiektywem. Euforia, poczucie, że to ten moment i to światło dodaje energii, motywuje do szukania nowych pomysłów, biegania za nietypową perspektywą. W trakcie sesji to wszystko jest bardzo pozytywne, dodaje sił, podsuwa pomysły. Później jednak, przy selekcji zdjęć, te emocje stanowią bagaż. Przeszkadzają zobaczyć, co naprawdę sfotografowaliśmy. Patrzymy na zdjęcie i od razu przypomina nam się fantastyczna sesja, podczas której tak fajnie się czuliśmy, tak byliśmy pozytywnie zakręceni. No przecież nie może być złym zdjęcie, które wzbudza takie fajne skojarzenia, prawda? Problem jednak, że wzbudza tylko w autorze zdjęcia. Widzowie nie będą mieć takich pozytywnych skojarzeń – będą widzieli tylko dwuwymiarowe zdjęcie i wszystko, co na nim jest. Także to, czego autor nie zauważył. 🙂

No przecież nie męczyłem się na darmo!

I wreszcie trzeci mechanizm, który utrudnia chłodne spojrzenie na własne fotografie – a przynajmniej na niektóre z nich. Zainwestowaliśmy w sesje czas i wysiłek, wstaliśmy przed świtem, wspinaliśmy się gdzieś, czekaliśmy o głodzie i chłodzie na słońce – no przecież to musi być warte! No niestety, nie musi. Dobra historia powstania zdjęcia nie musi oznaczać, że samo zdjęcie jest dobre. Trud nie uszlachetnia fotografii. Niełatwo to zaakceptować? To spróbujmy ocenić cudze zdjęcia przez pryzmat długości drogi na plener. Brzmi absurdalnie? No właśnie.

Pamięć bywa przekleństwem

Im bardziej pamiętamy okoliczności powstania zdjęcia, tym trudniej zobaczyć samą fotografię. Emocje i wspomnienia, pamięć poniesionych kosztów, nadzieje i wyobrażenia – to wszystko staje na drodze zobaczenia co właściwie naprawdę jest na zdjęciu. Pamięć, emocje, świadomość poniesionych kosztów stają się filtrem, który deformuje obraz. Co gorsza, w ten sposób nie tylko przeceniamy jakość fotografii, z którymi wiązaliśmy duże nadzieje, ale też możemy pominąć całkiem udane ujęcia – bo nie wiążą się z emocjami. Czy można wygrać z własną pamięcią?

Jezioro przy górze Eystrahorn, Islandia

3 sposoby na ocenę własnych zdjęć

Jest kilka sposobów, które mogą nam pomóc uwolnić się od balastu wspomnień i emocji przy selekcji zdjęć.

– Znajdź fotoedytora. Niekoniecznie musi to być zawodowiec, ale ktoś, komu ufasz pod względem gustu i opinii estetycznych. Oczywiście powinna to być osoba, która nie uczestniczyła w sesji, z której zdjęcia ma oceniać. Największy problem nie polega na tym, aby znaleźć taką osobę, ale by przekonać ją do podjęcia tej roboty. Jakoś tak jest, że więcej osób lubi robić zdjęcia niż je selekcjonować…

– Poczekaj z selekcją. Owszem, od razu po powrocie do domu można coś fajnego wybrać i pewnie będzie to niezły wybór, ale warto wracać do zdjęć. Po pewnym czasie, gdy wspomnienia się zatrą i gdy przestaniemy pamiętać co chcieliśmy uzyskać – łatwiej będzie dostrzec faktyczny potencjał fotografii. W ten sposób możemy zarówno zdewaluować pozorne arcydzieła, jak też znaleźć jakąś przeoczoną perełkę. Dlatego też do starych zdjęć warto wracać – im mniej pamiętamy, tym lepiej widzimy.

– Testuj na ludziach. Pokazuj zdjęcia i słuchaj opinii na ich temat. Tak, w erze lajków i serduszek trudno o opinie, ale kto szuka, ten znajdzie (np. w Galerii Fotezji). Nie musisz wierzyć każdej opinii ani każdej krytyki traktować jak wyroku, ale też nie warto automatycznie odrzucać negatywnych komentarzy. Warto się zastanowić, dlaczego inni nie widzą na zdjęciu tego, co dla nas oczywiste. Bywa też, że widz dostrzeże coś, co umknęło autorowi. Konstruktywna krytyka bywa trudna zarówno dla komentującego, jak i dla autora, ale warto się postarać.

Selekcja zdjęć prawdopodobnie nigdy nie stanie się robotą łatwą i przyjemną, ale może być mniej bolesna i bardziej efektywna.

PS. Górne zdjęcie z zeszłorocznej fotowyprawy do Prowansji, a dolne z fotowyprawy na Islandię. Na tegoroczną fotowyprawę do Prowansji zostało jedno wolne miejsce, na lipcowe fotografowanie Islandii też miejsca się kończą. Fotowyprawa do Rlyeh wprawdzie nie dojdzie do skutku, ale połowa otwierającego zdjęcia z Rlyeh to tak naprawdę Islandia, która jest prawie tak fantastyczna i nie z tej ziemi jak Rlyeh i okolice.

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr