Wrzosowe wydmy

Te warsztaty zapowiadały się dramatycznie na długo przed tym, zanim się jeszcze zaczęły. Susza, upały, brak deszczu. Las suchy jak wiór, a do tego bajorka, wokół których rosną rosiczki, powysychały. Dzwonimy do Lucka, naszego bezcennego przewodnika po Borach Przemkowskich: „Lucek, zrób coś, rosiczki muszą być!”. Odpowiedź Lucka nie była szczególnie pozytywna: „Ja rosiczek poszukam, ale nie wiem, czy w ogóle do lasu wjedziemy, bo mają wprowadzić całkowity zakaz, jest zagrożenie pożarowe”. No i tak przez cały sierpień siedzieliśmy, obgryzając paznokcie, deszcz nie padał, las sechł, a bajorka się kurczyły. Sytuację uratował Lucek, który znalazł nowe bajorko z rosiczkami, a dodatkowo zdobył pozwolenie na wjazd do lasu (wolimy nie wiedzieć, jak je zdobywał).

Rosiczka

Nie da się jednak ukryć, że upały nie miały dobrego wpływu na wrzosy. Owszem, kwitły, ale nie tak obficie i efektownie jak w poprzednich latach. Szerokie, pejzażowe ujęcia wrzosowych pól ciągnących się po horyzont nie wychodziły tak ładnie, jak kiedyś, ale nadal nie było problemu ze znalezieniem ładnych gałązek i ćwiczeń z makrofotografii oraz głębi ostrości przy dużych powiększeniach. Ćwiczyliśmy też ujęcia gałązek pod światło, dające szczególnie efektowne kolory na krawędziach kwiatków.

Wrzos z Wrzosowej Krainy

Tradycyjnie też były sesje na wydmach (także dużej wydmie, która rozmiarem przykrywa słynną Pustynię Błędowską), a że pogoda dopisała, to mieliśmy dwa niezłe wschody słońca i nie gorsze zachody.

Jak zwykle największym przebojem okazały się rosiczki. Upał nie zaszkodził im bardzo, a niektóre z nich miały piękne kulki „rosy” na krańcach „czułków”. Na specjalne życzenie uczestników podwoiliśmy liczbę sesji z rosiczkami – jedna była w sobotę, a druga była ostatnim niedzielnym plenerem.