Maroko, fotowyprawa

Maroko III – Od błękitnego miasta do złotej pustyni

Trzecia fotowyprawa do Maroka za nami. Zapraszamy do lektury sporządzanej na bieżąco relacji, a także do obejrzenia zdjęć z Maroka – z najnowszej fotowyprawy, ale też poprzednich:

http://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/maroko/

 

Bociany na twierdzy Chellah, Maroko

Bociany nad twierdzą Chellah
Nasza trzecia marokańska fotowyprawa zaczęła się bardzo optymistycznie – tym razem wszystkie bagaże doleciały wraz z nami. Po noclegu w Casablance ruszyliśmy na północ – najpierw na chwilę do Rabatu, a później do Szafszawanu. W twierdzy Chellah w Rabacie przywitały nas stada bocianów. Szczyty murów, wieża minaretu i niektóre drzewa zostały przerobione na gniazda, a Marokańczycy zaakceptowali utratę górnych części fortecy. Tuż za twierdzą Chellah płynie rzeka, co pewnie jest powodem, że tyle tych ptaków upodobało sobie zabytkowe ruiny. Bociany nie przejmują się turystami i przyglądały się nam równie uważnie, co my im.
Tuż przed końcem dnia zdążyliśmy jeszcze do Niebieskiego Miasta. Jak widać, rozgrzewka fotograficzna wśród uliczek Szafszawanu się odbyła, ciąg dalszy jutro przed świtem. Spodziewajcie się więcej niebieskich uliczek z niebieskimi drzwiami i niebieskimi okiennicami.

Szefszawan, Maroko

 

Poranek w Szafszawanie
Jeszcze sto lat temu to było miasto zamknięte, niedostępne dla obcych. Z trzech pierwszych białych podróżników, którzy pod koniec XIX wieku tu dotarli, jeden skutecznie się zamaskował, drugi zdążył uciec, a trzeci uciec nie zdążył. Dzisiaj mieszkańcy Szafszawanu mijając nas podczas porannej sesji pozdrawiają nas „Bonjour” i „Ça va” albo grzecznie czekają z minięciem, aż zrobimy zdjęcia. Wśród głównych pasaży pełno jest sklepików i straganów, ale wystarczy skręcić w boczną uliczkę, by móc kadrować niebieskie labirynty, wśród których tylko od czasu do czasu przemknie przechodzień. Labirynty zresztą okazały się wyzwaniem niezbyt trudnym, bo kilkuminutowy spacer zawsze wyprowadzał na którąś z bram, prowadzących z medyny do nowszej części miasta.
Fotograficznie najbardziej owocna była poranna sesja, gdy miękkie światło i brak ostrych kontrastów pozwalały swobodnie kadrować wszystko, poniżej linii dachów. Jednak nawet w południe da się znaleźć zadaszone przejścia i ocienione zakamarki, gdzie nie ma problemów powodowanych przez ostre światło słoneczne. Można sobie oczywiście radzić HDR-em, ale te uliczki wyglądają lepiej w rozproszonym świetle poranka.

 

Volubilis, Maroko

Wieczór w Volubilis
Najfajniejszych ruin po imperium rzymskim należy szukać nie we Włoszech, tylko w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Najfajniejszych i najbardziej przyjaznych fotografowi. Nie dość, że w Maroku i Jordanii są bardzo dobrze zachowane, to jeszcze nikt ich nie ogradza, nie wytycza jedynie słusznych ścieżek ani nie pilnuje, żeby turyści nie deptali po kamieniach. W Volubilis zakazane jest tylko deptanie mozaik, poza tym można łazić po wiekowych kolumnach, jeśli tylko ktoś czuje taką potrzebę. Porozstawiane statywy nie są problemem dla ochroniarzy, którzy zachęcają, żeby poczekać do zachodu słońca. Nie trzeba nas było do tego przekonywać…

Portret Marokańczyka

Zanim jednak trafiliśmy do Volubilis, wpadliśmy na chwilę do Moulay Idris – kolejnego po Szafszawan miasta niegdyś uznanego za święte, a więc i niedostępnego dla białych. Z dostępnością jest już zdecydowanie lepiej, choć niekiedy trafiają się zatory w wąskich uliczkach – na przykład gdy banda fotografów urządzi spontaniczną sesję portretową…

 

Zaułki Meknesu, Maroko

Z Meknes na Erg Chebbi
Meknes przed śniadaniem, Meknes po śniadaniu, a później długi przejazd i pustynia. Pustynia jest na razie ciemna, bo dotarliśmy tu już dobrze po zmroku. Po drodze był jeszcze postój na zachód słońca wśród gór Atlas – w miejscu dość losowym, czyli tam, gdzie nas zachód słońca zastał w drodze do Hassi Labied.

Atlas o zmroku, Maroko

W Meknes pokręciliśmy się najpierw po zaułkach medyny, a po śniadaniu poszliśmy oglądać medresę. Medresa zdecydowanie mniejsza niż ta w Marrakeszu, a do tego ochroniarze mają jakieś fobie statywowe. Atlas malowniczy, zwłaszcza w ostatnich minutach dnia, a pustynię obejrzymy dokładnie jutro, wielbłądy do naszej karawany już są napełniane wodą.

 

Świt na Erg Chebbi, Maroko

Herbatka na Erg Chebbi
Za pomocą wielbłądów dotarliśmy do obozowiska na środku pustyni Erg chebbi i za pomocą tych samych wielbłądów wróciliśmy następnego dnia. Wielbłądy bez wątpienia są najbardziej malowniczą metodą podróżowania po pustyni i równie bez wątpienia nie są metodą najwygodniejszą. I tak też jest z pustynią – nie jest wygodnym miejscem, ale pięknym. Wdrapywanie się na wydmy jest męczące, ale widoki o zachodzie i wschodzie słońca są warte wysiłku. Noc była krótka, bo bezchmurne niebo i nów dało nam wreszcie okazję do gwiezdnych interwałów. W tej krótkiej nocy zdążyliśmy jeszcze upchnąć berberyjską ucztę i ćwiczenia z fotografowania i filmowania przy świetle ogniska śpiewających Berberów. Pogoda nam się trafiła idealna, bo w nocy nie było chmur wcale, a na wschód słońca pojawiły się drobne chmury na krańcach pustyni, jak widać na obrazku. Wschodami i zachodami wśród diun jeszcze będziemy Was męczyć – na razie tyle, bo w kanionie Todra, gdzie obecnie jesteśmy, internet sprawia wrażenie, jakby napędzany był ślimakami.

 

Kasba Ait Benhaddou, Maroko

Zamki z błota
Jeśli ktoś lubił zamki z piasku, byłby zachwycony kasbami. Zresztą kasby są fantastyczne niezależnie od wspomnień z zabaw dziecięcych. Imponująca forteca z wieżami, blankami, wysokimi rzeźbionymi murami – wszystko to z gliny zmieszanej z trzciną. Powstały z tego konstrukcje rozmiaru sporej wioski, sięgające kilkunastu metrów wysokości. Dzisiaj fotografowaliśmy dwie takie kasby – Amerhidl oraz Ait Benhaddou, a z tą drugą zobaczymy się jeszcze jutro o wschodzie słońca.

Marokańczyk w tradycyjnym stroju

To nie koniec ziemnych cudów. Wczoraj wracając z pustyni zatrzymaliśmy się przy studniach. Studnie są obecnie nieczynne, bo jakiś czas temu wodę odcięła tama, natomiast można je teraz zwiedzać. Stoją nad podziemnym kanałem, w którym swobodnie obok siebie mogą iść dwie osoby. Kanał ciągnie się przez 45 kilometrów do pobliskich gór. Całość została wykopana jeszcze w XIX wieku i była konserwowana do momentu postawienia tamy. Teraz to już tylko ciekawostka, po której oprowadza mieszkaniec pobliskiej wioski.

 

Ait Benhaddou, Maroko

Jeszcze o kasbach
Śniadanie na tarasie hotelowym mieliśmy z widokiem jak powyżej – na kasbę Ait Benhaddou (aczkolwiek to zdjęcie zostało zrobione sporo przed śniadaniem, zaraz po wschodzie słońca). Później przez przełęcze gór Atlas przejechaliśmy do Marrakeszu, gdzie mieszkamy kilka minut spacerem od słynnego placu Dżemaa el-Fna.

Kasba Amerhidl, Maroko

Plac jest trudno przedstawić na zdjęciach, bo to, co widać, to tylko mniejsza część doświadczeń i wrażeń. Na zdjęciach nie da się pokazać niesamowitej kakofonii dźwięków i zapachów. Jutro jeszcze wracamy na plac oraz spędzamy dzień na wędrówkach przez Marrakesz, a późnym wieczorem odlatujemy do Polski. Więcej obrazków z Marrakeszu już po naszym powrocie z fotowyprawy, a na razie nieco zaległości: mury kasby Amerhidl oraz wieczorny pejzaż ze szczytu kasby Ait Benhaddou.

Wieczór pod Ait Benhaddou, Maroko

 

Uczestnicy fotowyprawy do Maroka 2015Uczestnicy fotowyprawy do Maroka 2015 po nocy na Saharze. Z przodu mieszkaniec Sahary. 😉

 

No i po fotowyprawie
Z trzeciej marokańskiej fotowyprawy wróciliśmy cało i bezpiecznie – podobnie jak z dwóch poprzednich. Marokańczycy z roku na rok stają się coraz bardziej przyjaźni dla turystów i coraz bardziej tolerancyjni dla fotografów. Owszem, nadal nie zawsze zgadzają się na bycie fotografowanym, ale nie reagują już awanturą, a po prostu sygnalizują, że sobie nie życzą kierowania obiektywów w ich stronę.  Coraz łatwiej ich jednak przekonać do pozowania.

I choć kilka osób miało wątpliwości, czy wyjazd do tego kraju jest bezpieczny, to ja czułem się bezpieczniej niż w niejednym mieście europejskim, wliczając tu rodzimy Wrocław. 🙂 Dla Europejczyka to może być dziwne doświadczenie, gdy wieczorem na zatłoczonym placu nie ma ani jednego podpitego, a spacerując ulicami nie trzeba wymijać zataczających się imprezowiczów. Do późnych godzin wieczornych po ulicach biegają dzieci płci obojga, co jest wymowną wskazówką co do poziomu zagrożenia przestępczością pospolitą.

I na koniec jeszcze pocztówka z fal na Erg Chebbi. A do Maroka z pewnością wrócimy.

 

Fale Sahary, Maroko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *