Łoś nad Biebrzą

Fotografia przyrodnicza to kombinacja przygotowania i szczęścia. Marek Kosiński świetnie przygotował nasze drugie już wspólne warsztaty i… okazało się, kto ma szczęście. A było różnie. Poranne siedzenie w czatowni mogło zostać ukoronowane kadrem walczących o rybę czapli (gratulacje dla Adama), albo przynieść tylko zdjęcie kaczeńców (to ja! 🙂 ) – w zależności którego dnia warsztatów trafiło się do której z czatowni. Żeby było śmieszniej, to ja do czatowni udałem się zgodnie z zasadami – przed świtem, a Adam zjadł śniadanie i dopiero i zaczął polowanie, gdy słońce było już dość wysoko. W efekcie ja widziałem z daleka kilka bojowników, a Adamowi całe stado paradowało przed obiektywem i jedyne, co go martwiło, to czy mu kart pamięci nie zabraknie…

Bóbr nocą

Podobnie było z nocnym polowaniem na bobry, gdy jednej grupie bobry niemal właziły na łódkę, a inni musieli fotografować je z większego dystansu (tym razem byłem w grupie szczęśliwców, a zaprezentowany bóbr to niemal nieprzycięty kadr, wykonany na ogniskowej 135 mm aparatem niepełnoklatkowym). Sesja z bobrami była dość nietypowa jak na fotografię przyrodniczą, bo odbyła się w nocy, a oświetlenie stanowiły latarki sterujących łódkami. Takie światło nie jest oczywiście najładniejsze, ale stanowiło rozwiązanie problemu fotografowania zwierząt nocnych. Nieco poprawiało sytuację trzymanie się blisko dziobu łodzi, ponieważ latarki były na jej rufie, a ten dystans dawał już pewną przestrzenność światła.

Bociany nad Biebrzą

Szczęście szczęściem, ale były też sesje, o powodzeniu których decydowało właśnie dobre przygotowanie i znajomość lokalnych warunków. I tak wszystkie grupy, gdy ruszały na łosie, miały łosia o rzut dekielkiem. Czasem nawet łoś przesadzał z tolerancją i gdy orientował się, że fotografowie go obleźli ze wszystkich stron, krótkim sprintem wyrywał się z okrążenia i… kilka metrów dalej pasł się znowu. Nie wszystkie łosie są takie cierpliwe – Marek i jego przewodnicy wiedzieli, dokąd prowadzić grupy.

Rzekotka, Biebrza

Było fotografowanie z czatowni, z łódek nocą i o świcie, z samochodu i z podejścia przez podmokłe łąki z kaczeńcami. Były dyskusje i wspólne oglądanie zdobyczy. O kilka kroków od pensjonatu WiznaPort znajdowało się gniazdo bocianów, które można było obserwować praktycznie z jego poziomu. Było nawet kilka godzin na sen.

Marek Kosiński

U samej góry łoś zażerający kaczeńca, pośrodku bóbr, para bocianów i rzekotka w szuwarach i wreszcie Marek Kosiński kontemplujący w kaczeńcach, a poniżej uczestnicy warsztatów „Łowy nad Biebrzą 2015”.

uczestnicy warsztatów Łowy nad Biebrzą 2015