Chania, port, Kreta

Przełom września i października 2014 spędziliśmy razem z grupą fotofanatyków na Krecie. W ciągu 8 dni fotografowaliśmy pejzaże i architekturę zachodniej części wyspy. Poniżej garść wrażeń z tej fotowyprawy.

Projekt: Chania

Chania, kot

Dawna stolica Krety to urocze miasto, mimo napływu turystów. Otoczona autentycznymi weneckimi murami obronnymi starówka jest pełna kamienic w dosłownym tego słowa znaczeniu, czyli kamiennych. Niektóre są kolorowo tynkowane, inne nie. Niektóre mają drewniane dobudówki, wprowadzające urozmaicenie linii, a prawdziwym przebojem są drzwi. Drewniane, kolorowe lub spłowiałe, z metalowymi kołatkami, zardzewiałymi uchwytami na nieużywanych skrzydłach, a im skromniejsza uliczka, tym ciekawsza dla fotografa. No i koty: jak na miasto portowe przystało, jest ich tu mnóstwo, domowych i dzikich. Niekoniecznie są skłonne do zaprzyjaźniania się, ale przeciwko pozowaniu nic nie mają, jeśli tylko podchodzi się powoli, bez gwałtownych ruchów. Koty i drzwi – kwintesencja miasta.

Chania, kot

 

Spodziewaj się niespodziewanego

gaj oliwny, Kreta

Dwie z trzech dzisiejszych atrakcji fotowyprawy na Kretę to jaskinia Agia Sophia i wąwóz Koutsomatados. Dzieli je kilkaset metrów w pionie i… zdziczały gaj oliwny, położony tuż nad wąwozem. Grupa schodząc do wąwozu utknęła wśród starych drzew oliwnych i spędziła tam niewiele mniej czasu niż wśród głównych zaplanowanych atrakcji.

Dobrze jest mieć plan, ale zawsze warto być otwartym na niespodzianki, których plan nie przewidywał. Niespodzianki bywają fajne.

Jutro ruszamy wąwozem Samaria na południowe wybrzeże, gdzie spędzamy dwa następne dni. Internet tam jest, ale nie biorę na spacer przez Samarię komputera, więc damy znak dopiero po powrocie na północne wybrzeże Krety, a może i w ogóle do Polski. No, chyba że zdarzy się jakaś niespodzianka…

 

Samarią do Sfakii

Samaria, Kreta

Wszyscy uczestnicy fotowyprawy, którzy szli przez wąwóz Samaria – przeżyli. Ci, którzy nie szli, przeżyli jeszcze lepiej.A potem było urocze, gościnne Loutro.

Niespodzianki się jednak zdarzały. W Loutro prognoza pogody była obiecująca, umówiliśmy się więc na plener nocno-poranny, który miał zacząć się fotografowaniem gwiazd, a zakończyć sesją o wschodzie słońca. Umówiliśmy się na sprawdzenie pogody o 4.15 – jeśli leje lub niebo jest zakryte, odpuszczamy część nocną i spotykamy się pół godziny przed wschodem. Sprawdzamy: 4.15 i piękne, bezchmurne niebo, setki świetnie widocznych gwiazd. Spotykamy się przed hotelem o 4.30, pięć minut na konfigurację aparatów pod kątem zdjęć nocnego nieba, podnosimy głowy i… nie widać ani jednej gwiazdy! W kilka minut chmury całkiem zasnuły niebo. Nie zniechęciliśmy się, uznając, że jak je w 5 minut przywiało, to może je odwieje. Nie odwiało, ale na nocnych rozmowach wśród ruin antycznego Finix doczekaliśmy początku dnia.

Słońce wstało za chmurami, ale to nic. Nie ma to jak zabłąkany promień zza obłoków – na przykład taki, jaki padł na morze przed wyspą Gavdos, odcinając ją blaskiem od tła. Ale żeby zobaczyć widok taki jak poniżej, trzeba być na stanowisku gdy on się pojawi, bo takie zjawiska nigdy nie trwają długo.

Słońce nad Gavdos, Kreta

 

Co widać przez dymy i cienie

Argiropoulis, Dymy i cienie, Kreta

Mawiają, że nic nie jest tym, czym się wydaje. Tę myśl w postaci łacińskiego napisu na kamiennej bramie można zobaczyć też na Krecie, w górskiej wiosce Argiropoulis. Któż to rzeźbi łacińskie napisy w greckiej wiosce?

Teraz już nikt, odkąd wyprowadzili się Wenecjanie, ale ta pozornie „nietutejsza” budowla skłania do uważniejszego przyjrzenia się miejscowości. To było kiedyś wielkie, ważne miasto, rozciągające swe wpływy od północnego po południowe wybrzeże Krety. Zielona oaza wśród suchych wzgórz była uznawana za idealne miejsce do osiedlania się od najdawniejszych czasów. Stąd pozostałości wszelkich możliwych epok, niektóre zupełnie zagubione wśród nowszych dzieł rąk ludzkich, inne schowane wśród dzikiej przyrody, wyjątkowo w tej okolicy bujnej.

Świat się zmienia, nawet jeśli jest tylko grą pozorów, i obecne Argiropoulis straciło sporo mieszkańców na rzecz wybrzeża, na którym łatwiej się żyje. Stąd sporo tu opuszczonych domów: efektownych, kamiennych, zamkniętych na cztery spusty drzwiami i okiennicami, na których zamiast inskrypcji można podziwiać pęknięcia i łuszczącą się farbę. Dla fotografa takie opuszczone domy są nawet ciekawsze niż te utrzymane w dobrym stanie.

Jeśli ktoś lubi fotografować stare, podniszczone budowle, to musi się jednak pospieszyć. Mimo zmurszałych pozorów, to miejsce wcale nie umiera. Raczej się przepoczwarza: znowu istnieje plemię, które chce je zasiedlić. To eks-turyści i poszukiwacze spokojnego wiejskiego życia, kupujący domy tam, gdzie im się spodobało. W tej tradycyjnej kreteńskiej wiosce coraz więcej jest ludzi, którzy najchętniej porozumiewają się po angielsku – i niewątpliwie jest to zgodne z jej tradycją. Czy za trzysta lat przyszli turyści będą podziwiać angielskie inskrypcje na greckich domach w stylu weneckim?

Argiropoulis, opuszczony dom, Kreta

 

I jeszcze zdjęcie grupowe uczestników fotowyprawy. Zdjęcie zrobione w wiosce Loutro, w dzień po przejściu wąwozu Samaria – a jak kwitnąco wszyscy wyglądają! 🙂

Uczestnicy fotowyprawy na Kretę 2014