Wenecja i gondole

Wieczór w Dolomitach, poranek w Wenecji

Dolomity – wspaniałe góry o dzikim wyglądzie i Wenecja – jedno z najsłynniejszych i najbardziej malowniczych miast świata. Oba te miejsca to zarówno popularne atrakcje turystyczne, jak i fotograficzne raje. W trakcie czerwcowej fotowyprawy staraliśmy się wykorzystać wizualny potencjał obu, jednocześnie unikając tłumów.

Dolomity bywają nazywane europejską Patagonią – nie bez racji, bo wiele szczytów wygląda malowniczo dziko i drapieżnie. Wenecja to klasa sama dla siebie, miasto nieporównywalne z jakimkolwiek innym. Oba te miejsca odwiedziliśmy na zorganizowanej przez Klub Podróży Horyzonty fotowyprawie w czerwcu 2014 i… wracamy tam w czerwcu 2015. A jest do czego wracać!

Wenecja o świcie

 

Refleks pejzażysty

Fotografia krajobrazowa kojarzy się raczej z cierpliwością niż refleksem. Ale nie w górach! Spływające ze szczytów tumany mgły i wschodzące słońce sprawiają, że scenerie zmieniają się z sekundy na sekundę i znalezienie interesującego ujęcia, zbudowanie kompozycji i wykonanie poprawnej technicznie ekspozycji wymaga szybkości. Oczywiście, potrzeba też cierpliwości, bo bywa, że na tę najlepszą kombinację układu chmur i kąta padania światła trzeba poczekać.

My mieliśmy szczęście w trakcie porannych sesji (tuż przy hotelu, nie trzeba było daleko chodzić), słońce i chmury układały się w różne konfiguracje i można było zdążyć skomponować zdjęcie jeszcze przed śniadaniem. Niemniej całkiem realistyczne są historie fotografów, którzy na dobre światło w górach czekali tygodniami…

Blask Dolomitów

 

Nigdy nie rezygnuj

Zdecydowanie łatwiejsze pod względem niezbędnego czasu reakcji były sesje nad jeziorami, z górami odbijającymi się w wodzie i kolorowo oświetlonymi ostatnimi promieniami słońca. Tutaj znowu okazało się, jak ważna jest cierpliwość – znowu, bo w zeszłym roku w Austrii mieliśmy identyczną sytuację. I tu, i wcześniej w Alpach czekaliśmy nad jeziorem na zachód słońca, który oświetliłby wznoszącą się nad taflą wody górę i nadał jej złotą barwę. Sytuacja była beznadziejna: gęsta pokrywa chmur na całym niebie, pozycję słońca można było co najwyżej zgadywać. I tak było całe popołudnie aż do… ostatnich chwil dnia, gdy w chmurach otworzyło się okienko. Słońce było już tak nisko, że samo jezioro pozostało w cieniu, ale szczyty – szczyty zapłonęły przez chwilę. Fantastyczne zjawisko trwało tylko kilkadziesiąt sekund – warto było czekać z dobrze ustawionym statywem.

Jezioro Misurina, Włochy

Dolomity w czerwcu

Sezon w górach ma dwie fazy: zimą rządzą tam narciarze, latem turyści, a wiosna to czas pusty – pensjonaty i hotele stoją zamknięte. Czerwiec to początek sezonu – tłumów jeszcze nie ma, ale… mogą być śnieżne pozostałości zimy, utrudniony dojazd w niektóre miejsca i ryzyko, że w inne w ogóle nie da się wjechać. Coś za coś.

Z pewnością trzeba się liczyć z raczej niskimi temperaturami, zwłaszcza jeśli planuje się pobyt wyżej niż tylko w dolinach. Wprawdzie w dzień bywa przyjemnie chłodno – idealna pogoda na wędrówkę – ale wschody słońca mogą się okazać doświadczeniem ekstremalnym. Na żadnej fotowyprawie ani na żadnych warsztatach tak nie zmarzliśmy, jak czekając na wschód słońca na przełęczy Giau – nawet na Islandii i w Białowieży w grudniu było cieplej. Sesja polegała na krótkich wypadach z autobusu, dopadnięciu statywu, zrobieniu zdjęcia i szybkim odwrocie do autobusu na zagrzanie się i obserwowanie zmieniającego się światła. Na szczęście po chłodnych Dolomitach czekała nas prawie tropikalna Wenecja.

Dolomity

Bezludna Wenecja

Wenecję należy zwiedzać wcześnie rano. Właściwie dobrze być na stanowisku jeszcze w nocy, gdy niebo ledwo zaczyna szarzeć. Gdy promienie słońca pojawią się na niebie, powinniśmy już mieć pierwsze ujęcia na karcie pamięci. Dobre miejsce na start to nabrzeże przy placu św. Marka – jedno z najbardziej znanych turystycznie miejsc bywa o poranku puste, a jedyni ludzie w okolicy to, oprócz garstki fotografów, spieszący do pracy w restauracjach i hotelach Włosi. Pustki przy Moście Westchnień, puste krzesła przy kawiarniach na najsłynniejszym placu świata – takie rzeczy widuje się wyłącznie o świcie.

Na pozór wydaje się, że bezludna Wenecja to jak trafienie szóstki w totolotka. Faktycznie, w środku dnia przez najpopularniejsze miejsca walą tłumy. Tłumy są naprawdę tłumne: Wenecja jest europejskim rekordzistą pod względem liczby turystów, z 12 milionami odwiedzających rocznie wyprzedza Paryż, Londyn i Rzym, a jest przecież znacznie mniejsza!

Historyczna część, ściągająca turystów, da się przejść w godzinę czy dwie, więc nie jest to obszar rozległy. Jest jednak na tyle duży (albo turyści są na tyle zachowawczy), że bez trudu daje się znaleźć bezludne zaułki, puste uliczki i nabrzeża kanałów, nad którymi nikt nie spaceruje. Zdecydowana większość turystów trzyma się utartych, opisanych w przewodnikach tras i wystarczy z nich zejść, by nawet w środku sezonu poczuć się nieco samotnym. Zdecydowanie warto się zgubić w wąskich uliczkach, zwłaszcza że… nie sposób się zgubić naprawdę. Trudniej jest o puste mostki nad kanałami, bo tych przejść jest dość mało i stanowią „lejki” zbierające rozproszony ruch turystyczny. Jeszcze trudniej jest o puste nabrzeże przy placu Świętego Marka, ale i tutaj wszystko zależy od czasu….

Wenecja o świcie

Lepiej rano niż wieczorem

Z dwóch złotych godzin dziennie zdecydowanie lepsza jest ta pierwsza – po prostu dlatego, że o wschodzie słońca na nabrzeżu praktycznie można spotkać tylko najbardziej zawziętych fotografów, a zachody słońca są bardzo popularne wśród turystów i nie tyle trudno wówczas o czysty kadr, co po prostu nie da się zrobić zdjęcia nabrzeża bez spacerujących tłumów. Nawet gęsty filtr szary nie usunie wówczas ludzi, bo większość z nich nigdzie nie idzie, tylko stoi lub kręci się w miejscu. Wieczór nadal oferuje ciekawe możliwości, ale trudniej wówczas o dobre miejsce do ustawienia statywu.

Dotarcie na plac Świętego Marka możliwe jest na dwa sposoby. Do historycznego centrum Wenecji nie da się wjechać samochodem, trzeba więc albo dojechać pociągiem i przejść spory kawałek pieszo, albo dopłynąć tramwajem wodnym (vaporetto). Ta druga opcja jest wygodniejsza, bo dopływa się parę kroków od placu Św. Marka i już po wyjściu na brzeg można fotografować. Pierwszy tramwaj nawet czerwcu, gdy noc jest najkrótsza, pozwala dotrzeć na nabrzeże tuż przed wschodem słońca. Warto się wówczas spieszyć, bo choć ma się kilka godzin, zanim dotrze pierwsza fala turystów, to światło zmienia się szybko i najbardziej magiczny czas to tylko pierwsze pół godziny dnia.

Zmierzch w Wenecji

Wyspy na lagunie

Zgubić się warto nie tylko w zaułkach Wenecji, ale także innych wysp-miast położonych na lagunie. Szczególnie interesujące wizualnie jest Burano, którego domy pomalowane są w bardzo żywe kolory, stwarzając fotografom okazję do budowania kompozycji opartych na zestawieniach barw. Warto też zwracać uwagę na odbicia kolorowych elewacji w kanałach – pofalowane, zdeformowane, ale nadal wyraziste i barwne kształty mogą być atrakcyjnym tematem do fotograficznych abstrakcji.

W zaułkach Burano

Powtórka niepowtarzalna

To oczywiście nie wszystkie atrakcje trwającej osiem dni fotowyprawy. Zaczęliśmy przecież fotograficzną rozgrzewkę od morawskich winnic i architektury Mikulova, odwiedziliśmy jedyny w Dolomitach lodowiec, wędrowaliśmy wokół słynnych „Pięciu Wież” (Cinque Torri), a wieczorami dyskutowaliśmy o technicznych i estetycznych aspektach fotografii.

Wracamy tam w 2015 roku i choć będzie to ta sama fotowyprawa i odwiedzimy tę samą Wenecję, to z pewnością z Dolomitów przywieziemy inne kadry. Choć kształt szczytów pozostaje niezmienny, to górskie pejzaże bardzo zależą od pogody, układu chmur, kierunku i siły wiatru. Te same miejsca z pewnością będą wyglądały inaczej. I z równą pewnością można stwierdzić, że ponownie będą piękne i inspirujące. Jeśli nie wkracza się dwa razy do tej samej rzeki, to tym bardziej nie wraca się w te same góry.

Fotowyprawowicze i Dolomity

Na drugą edycję fotowyprawy w Dolomity i do Wenecji zapraszamy tutaj!

Więcej zdjęć z tej fotowyprawy można zobaczyć w naszym Portfolio. Zapraszamy!