IMG_6235_pasek

W pewien ciepły wrześniowy weekend grupa fotograficznych zapaleńców spotkała się w tym starym polskim mieście na warsztatach. Ich plonem jest i większa wiedza, i ciekawe kadry.

Dwa zdjęcia widoczne poniżej to te, które wygrały nasz tradycyjny warsztatowy konkurs fotograficzny. Wygrały ex aequo, dostając dokładnie tę samą liczbę punktów. A tematem ich obu jest światło. Na jednym – rozproszone, mięciutkie, wygaszające się stopniowo na coraz dalszych od okna łukach, gzymsach i kolumienkach. Na drugim – twarde, ostre, rzucające na ścianę kształty, które inaczej w ogóle by nie istniały. Fotografie sprzeczne z sobą, ale obie pięknie dopracowane.

Sandomierz

 

Kamień, woda i światło

Sandomierz jest miastem niewielkim, ale zróżnicowanym. Stary zamek na wzgórzu nadaje mu historycznego sznytu, Wisła i jej malownicze zakola dają spokojne, sielskie krajobrazy, odnowione kamienice i uliczki w centrum są po prostu urocze, a wielka kotwica na rynku, z absurdalnie pnącym się w niebo łańcuchem, świadczy o poczuciu humoru. Do tego jeszcze podziemia: należycie ciemne, ceglane sklepienia i przejścia to temat na fotografię abstrakcyjno-tajemniczą. Uprawialiśmy ją tam przez godzinę, w czasie, gdy oficjalnie podziemia są jeszcze zamknięte. Dzięki temu żadne wycieczki nie wchodziły nam w kadry. A ujęcia naświetlało się tam długo – po kilkanaście sekund. Statyw, jak zwykle zresztą na fotowarsztatach, był niezbędny. Przydał się zresztą nie tylko w podziemiach, ale też na wieczornej sesji nad rzeką i pod zamkiem, gdy ostatni blask dnia odbijał się w wodzie i gdy po zmroku zapalało się podświetlenie zabytków. No i w kościele Św. Michała, gdzie też spędziliśmy sporo czasu.

Sandomierz

Górki, dołki i perspektywa

Sandomierz jest też miastem pagórkowatym, co wprawdzie utrudnia chodzenie po nim (chodzi się dobrze, tylko czasem jest pod górkę), ale za to ułatwia kadrowanie architektury. Strome uliczki i wszechobecne schody przydają się, gdy staramy się o zachowanie prawidłowej perspektywy ulic i budynków. Jeśli z tego miejsca ściany się walą, to wystarczy przejść kawałek pod górkę (na pewno jest jakaś w okolicy), żeby móc fotografować to samo z wyższego poziomu, zachowując pionowe linie w pionie. Tylko rynek jest stosunkowo płaski, ale na szczęście wokół ratusza jest sporo miejsca.

A na deser pojechaliśmy do zabytkowej Koprzywnicy i Krzyżtoporu, który zawsze cieszy na nowo – tym bardziej, że jest częściowo rekonstruowany, więc do zwiedzania jest w nim coraz więcej. Były to nasze kolejne fotowarsztaty pod znakiem świętokrzyskich czarów, a więc prowadzonych wspólnie z licencjonowaną czarownicą i przewodniczką Ka_tulą.

Gościł nas hotel Oscar, który polecamy za miłą i życzliwą obsługę. Nie polecamy natomiast hotelu Flisak, który próbował nas naciąć.

Krzyżtopór

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *