IMG_1198_pasek

Maroko to fotograficzny raj – ziemia obiecana zarówno dla pejzażysty, jak i reportera czy ulicznego portrecisty (choć ten ostatni łatwo nie ma, o czym poniżej). Po fali „wiosen ludów” w Egipcie i Tunezji to też ostatni kraj północnej Afryki, gdzie turyści nie muszą się liczyć z ewentualnością trafienia w sam środek zamieszek. My trafiliśmy w sam środek fotograficznej przygody.

 

Wzdłuż Atlantyku
Trasa naszej drugiej fotowyprawy do Maroka biegła wzdłuż atlantyckiego wybrzeża od Casablanki, dokąd przylecieliśmy, aż do skał Legziry, leżących na wysokości Wysp Kanaryjskich. Stamtąd, przez góry Antyatlas, przejechaliśmy do Marrakeszu, skąd wróciliśmy do Europy. Do dyspozycji mieliśmy własny autobus, dzięki czemu docieraliśmy na wszystkie wschody słońca, a po jego zachodzie miał kto nas odwieźć na kolację. Było to bardzo intensywne 10 dni dla 12 maniaków kadrów i światła.
Łodzie Essaouiry

Casablanca na rozgrzewkę
Podróż rozpoczęliśmy od Białego Miasta, które zaskakująco naturalnie i bezpretensjonalnie łączy europejskość i orient – tak w architekturze, jak i w strojach mieszkańców czy życiu ulicznym. Także stosunek do turystów z aparatami był znacznie bardziej tolerancyjny niż oczekiwałem i pamiętałem z pierwszej fotowyprawy do Maroka w 2011 roku. Owszem, niektórzy wyraźnie dawali do zrozumienia, że nie życzą sobie skierowanych w swoją stronę obiektywów, ale częściej można się było spotkać z uśmiechem lub nawet próbami pozowania.

IMG_0580_b

Raj i piekło portrecisty
Być może poprzednio mieliśmy pecha, a teraz mieliśmy szczęście, ale mam wrażenie, że teraz Marokańczyków fotografowało się znacznie łatwiej. Czy to tylko przypadek, czy jednak mieszkańcy tego kraju oswoili się z turystami, a nawet zaczęli doceniać to, co po „wiośnie ludów” stracili Tunezyjczycy i Egipcjanie?

Łatwiej było oczywiście wszędzie oprócz Marrakeszu, a zwłaszcza słynnego placu Dżemaa el-Fna, gdzie poziom agresji wobec fotografów nadal bywa dość wysoki. Nawet jednak tam łatwo spotkać chętnych modeli: przy zakupach na straganie sesja ze sprzedawcą jest przeważnie gratis. Im dalej zaś na południe, tym chętniej mieszkańcy pozowali do zdjęć, zdarzało się nawet, że sami wychodzili z inicjatywą, żeby skierować w ich stronę obiektyw – i nie miało to wcale finansowego podtekstu!

O co to halo? Marokańczycy są niezwykle fotogeniczni – mają tak zróżnicowane i wyraziste fizjonomie, że wydają się pochodzić z wielu odrębnych grup etnicznych. Atrakcyjność zwiększają oczywiście barwne stroje, a także częste korzystanie z dość egzotycznych środków lokomocji: od osiołka, przez mocno rustykalne rowery po skutery, na których Marokańczyk potrafi pomieścić całą rodzinę i dobytek.

Ulice Marrakeszu

Siódme niebo miłośnika architektury
Monumentalny meczet Hassana II w Casablance był równie interesującym tematem co zaułki Essaouiry czy cysterna w El-Jadidzie. Ponownie odwiedziliśmy szkołę koraniczną w Marrakeszu, gdzie można na długie godziny zagubić się wśród roślinnych motywów pokrywających mury i w labiryncie korytarzy, co kilka metrów otwierających się na małe dziedzińce. To samo, co w miastach rzeźbi się w kamieniu, po wioskach formuje się w glinie, wznosząc kasby – zdobione domy-fortece.

Tutejsza architektura to nie tylko bryły i pokrywające je wzory, ale także fantastyczne zestawienia kolorów. Bogactwo barw jest tym intensywniejsze, im dzielnica mniej reprezentatywna – najbardziej oszałamiające zestawienia odcieni można zobaczyć w starych, mocno zaniedbanych dzielnicach. Zobaczcie zresztą w portfolio minicykl z drzwiami!

Marrakesz

Morskie pejzaże i bajkowe góry
Choć na koniec fotowyprawy uczestnicy dość zgodnie uznali, że najbardziej niesamowitym miejscem były skalne łuki Legziry, to każde miejsce wzbudzało spory entuzjazm miłośników krajobrazów. Skaliste brzegi pod murami Essaouiry, gdzie niemal huraganowy wiatr rozbijał fale i urywał głowy, same się komponowały. Niesamowite były skaliste pejzaże Antyatlasu, z kompozycjami z wielotonowych, miękko zaokrąglonych głazów. Pewien artysta pomalował część z nich na zjadliwe kolory, ale i bez tego wyglądały nieziemsko.

Na zachodzie słońca zresztą sesje krajobrazowe się nie kończyły. Nocleg w Tafraoute – niedużym miasteczku w górach Antyatlas – był okazją do nocnego fotografowania nieba.

Antyatlas, Maroko

Wybierz swoje Maroko
Podobnie, jak wszystkie nasze fotowyprawy od ponad dwóch lat, tak i tę zorganizowało biuro podróży Horyzonty. I podobnie jak poprzednio, wszystko poszło gładko, nawet żadna z linii lotniczych nie zgubiła ani sztuki bagażu.

Nasza druga fotowyprawa na północno-zachodnim skrawku Afryki pokazała nam zupełnie inne scenerie: zamiast sięgających po horyzont wydm Erg Chebbi – skaliste wybrzeża Legziry. Zamiast surowych, postrzępionych urwisk Atlasu – bajkowe scenerie kamiennych kul Antyatlasu. Wioski Berberów zastąpiliśmy nadmorskimi osadami rybackimi. Ten sam kraj, zupełnie inne scenerie. Gdy wrócimy tam znowu, wybierzemy do fotografowania jeszcze inne Maroko.

Fotowyprawa Kolory Maroka

Po więcej zdjęć z tej (i poprzedniej) fotowyprawy zapraszamy do naszego marokańskiego portfolio.

Zapraszamy też do zerknięcia na relacje na żywo, jakie powstawały w trakcie trwania fotowyprawy:

 

Casablanca bez Bogartahttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/casablanka-bez-bogarta/

Maroko dla początkującychhttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/maroko-dla-poczatkujacych/

Definicja profesjonalistyhttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/definicja-profesjonalisty/

Nie wiesz, co to wiatr http://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/nie-wiesz-co-to-wiatr/

Kozy nadrzewnehttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/kozy-nadrzewne/

Między Utah a Kapadocjąhttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/miedzy-utah-a-kapadocja/

Nasze Mesa Verdehttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/nasze-mesa-verde/

Szaleństwo Dżemaa el Fnahttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/szalenstwo-dzemaa-el-fna/

Śniadanie u Alibabyhttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/sniadanie-u-alibaby/

Drzwiomaniahttp://www.ewaipiotr.pl/warsztaty-fotograficzne-2/drzwiomania/