Toskania: plenery szczęśliwe

Pienza i mgły

Zaczynam wierzyć, że istnieją miejsca, które mają własną pogodę. Albo też przynoszą odwiedzającym fotografom szczęście w postaci ładnej pogody. Albo jakaś inna karma tam siedzi i czeka na wariatów, pojawiających się o poranku, żeby ich obdarować fantastycznym wschodem słońca za każdym razem. Jakkolwiek to działa – działa. I działa na pewnym wzgórzu między kapliczką z cyprysami a odległą o jakieś trzy kilometry Pienzą, sprawdzaliśmy kilka razy.

A jakieś cztery kilometry dalej siedzi inna karma, która psuje pogodę za każdym razem, gdy się tam pojawiamy. Też sprawdziliśmy kilka razy i nigdy tam fajnej pogody nie było.

Wyciągamy wnioski i ten pierwszy plener odwiedziliśmy dzisiaj rano (wschód słońca rewelacyjny, jak zwykle), a ten drugi plener dostał swoją ostatnią szansę pół roku temu, nie skorzystał, więc skreśliliśmy go na zawsze. Pewnie są jakieś niemagiczne wyjaśnienia miejsc o dodatniej i ujemnej karmie fotograficznej, ale nie będziemy kopać się ze statystyką i trzymamy się tego, co się sprawdza.

Powyżej poranny widok na Pienzę ze szczęśliwego wzgórza, poniżej ciąg dalszy kulinarnej wędrówki po Toskanii, w roli głównej melon z prosciutto. Połączenie wydaje się dziwne, ale smakuje wyśmienicie.

Prosciutto e melone

Toskania: Kamień i futro
Toskania: nie tylko pejzaże i architektura

2 komentarze

  1. sewo

    Widoczek boski, prosciutto z melonem – mniam mniam!

  2. Maciej

    Toskańska „karma” jest wyśmienita, zwłaszcza popita montepulciano d’abruzzo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *