Tokaj w Tokaju, mgły w Maramureszu

Tokaj

Zanim dotarliśmy do Vadu Izei, wpadliśmy do piwnic w Tokaju. Z piwnic udało się wydostać, choć łatwo nie było, bo rzędy beczek z winem i sterty butelek z winem solidnie wciągnęły grupę. Trzy poziomy, ponad kilometr korytarzy i co chwila rozlegające się pikania samowyzwalaczy. Po półtorej godzinie udało się wszystkich fotowyprawowiczów wydłubać z mrocznych zakamarków i zabrać na zupę gulaszową. Później jeszcze kilka godzin rollercoastera (drogi w Maramureszu bardzo potrzebują unijnego dofinansowania) i już, o 2 w nocy, jesteśmy w Vadu Izei (najlepszy pensjonat i najbardziej życzliwa i pomocna gospodyni w dotychczasowej historii fotowypraw: Pensiunea Ardelean).

Następny dzień to wesoły cmentarz, odjechane drewniane bramy (i w ogóle imponująca drewniana architektura) oraz mgły o wschodzie słońca. Kto wstał, ten widział, kto nie wstał, ten się wyspał.

IMG_9630_b

P.S. Dotychczasowa lista strat: 1 ekran notebbooka do wymiany. W związku z tym zdjęcia tu zamieszczone były edytowane na pamięć.

Przyspieszone przemijanie
Poczytaj sobie fotobooka!

2 komentarze

  1. wzrokowiec

    Szkoda tego notebooka! Mam nadzieję, że dacie radę go czymś zastąpić?
    Trzymajcie się!

  2. Unijnego dofinansowania już nie będzie. Jak jechałem tamtędy dwa lata temu, to się mówiło, że 80% dotacji, które Rumunia dostała na tę drogę, już „rozdysponowano” ale łopatą jeszcze nikt nie machnął.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *