Problem to inna nazwa okazji

Gonitwa za lisem, Michałów, Świętokrzyskie

Stara prawda mówi, że jeszcze żaden plan nie przeżył pierwszego kontaktu z rzeczywistością. I jak starannie byśmy nie planowali warsztatów fotograficznych i fotowypraw, to bardzo często sytuacja na miejscu jest inna, niż zakładaliśmy. Czasem to problem, czasem natomiast niespodzianka jest miła. A czasem i problem, i miła niespodzianka. Kiedyś w Toskanii niemożność zrobienia sesji w wytwórni sera stała się przyczyną odkrycia tak uroczego miasteczka jak Monticchiello. W Jordanii część grupy mogła skorzystać z zaproszenia następcy tronu i jako jego goście oglądać wyścigi konne na pustyni Wadi Rum, w Toskanii raz trafiliśmy na rajd kilkudziesięciu ferrari, innym razem na zjazd właścicieli starych samochodów. Nie każda wymuszona zmiana planów to tragedia, czasem to okazja. Tegoroczne warsztaty Czarowne Świętokrzyskie musieliśmy przesunąć z wiosny na jesień, ale za to niespodziewanie załapaliśmy się na Hubertusa. Deszczowa pogoda sprawiła, że grunt zrobił się błotnisty, ale dzięki temu gonitwa za lisem odbywała się w dramatycznej oprawie: błoto bryzgało spod kopyt pędzących koni, a ślisko było tak, że nawet cztery nogi nie chroniły koni przed wywrotką.

Październik miesiącem ogłoszeń – zerkajcie w najbliższych dniach na prawą stronę bloga, będą się tam pojawiać różne ciekawe ikonki. 🙂

Patrząc pod nogi
Praktyczny Photoshop: reaktywacja

5 komentarzy

  1. Andrzej2

    A miałem jechać… ale czasu nie miałem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *