Od Oceanu Lodowatego po awarię w Reykjaviku

Hraunfossar, Islandia

Wczorajszy dzień nie skończył się na Kerlingarfjöll, ale po nich trzeba zrobić długą pauzę i złapać oddech. Tego samego dnia mieliśmy sesję na polach geotermalnych Hveravellir: wyziewy, opary, gotujące się błotka, bulgoty, kolorowe osady i miniaturowe tarasy Inków 😉 a wszystko to nadal na przenikliwie zimnym wietrze. Dzień kończyliśmy na północnym wybrzeżu Islandii, nad Oceanem Lodowatym, niedaleko pewnego kamiennego łosia, którego „islandczycy” z poprzednich fotowypraw powinni dobrze kojarzyć.

Hveravellir, Islandia

Dzisiaj była jeszcze sesja przy dwóch wodospadach: pięknym, wielowarkoczowym Hraunfossar i przeciętnym wizualnie Barnafoss. Później wpadliśmy do Reykjaviku do tawerny „Seabaron” na podobno najlepszą na świecie zupę krabową (nie wiem, nie jestem fanem zup, zjadłem i była ok).

Później ruszyliśmy na ostatni nocleg, ale… zepsuł się autobus. W zgodnej opinii uczestników fotowyprawy – nie mógł się zepsuć w lepszym czasie i momencie. Gdyby rozkraczył się wczoraj, wśród pustkowi centrum Islandii, mielibyśmy poważny problem. W dowolny dzień wcześniej – skomplikowałby realizację programu fotowyprawy. Jutro, w drodze na lotnisko – byłaby tragedia. Ale autobus zbuntował się w środku Reykjaviku, na prostym odcinku dwupasmowej drogi i… dokładnie przy stacji benzynowej. Na mechanika czekaliśmy chwilę (znacznie, znacznie krótszą, niż czekalibyśmy na niego w islandzkim interiorze), a naprawa trwała moment. Na Islandii nawet awarie są bezproblemowe.

No i to by było na tyle, za chwilę odlatujemy, ale niedługo wrócimy. 🙂

Hveravellir, Islandia

Z człowiekiem, czy bez człowieka
Wrota piekieł

4 komentarze

  1. wzrokowiec

    Poproszę o zdjęcie z „łosiem” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *