Maskonurza miłość

Maskonury, Islandia

Minął kolejny dzień bez deszczu, grupa uczyła się zakładać pelerynki przeciwdeszczowe na aparaty dopiero przed zanurzeniem się pod wodospad Seljalandsfoss. Wcześniej były natomiast maskonury – to znaczy najpierw ich nie było, co wzbudziło panikę wśród grupy, zwłaszcza że wejście na łuk skalny przy  Dyrholaey było zamknięte, a to tam poprzednim razem spotkaliśmy największą liczbę tych krzyżówek papugi z pingwinem. Później jednak znaleźliśmy je przy dolnym parkingu. Siedziały niemal na wyciągnięcie ręki, wcale się nie przejmując trzaskaniem migawek. Urządziły nam też pokaz kręcenia główkami, tupania i stroszenia piór. I jak tu nie kochać maskonurów?
Poniżej widok z półwyspu Dyrholaey.

Dyrholaey, Islandia

Nie wszystkie fale są równe
Złote Koło na rozgrzewkę

2 komentarze

  1. maskonury, jak maskonury ;), ale dolne B&W… fiu, fiu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *