Machu Picchu o poranku i nieco retrospekcji

Machu Picchu o poranku

Nie wchodzi się dwa razy do tego samego Machu Picchu. Za drugim razem wakacyjna stolica Pachacuteka przywitała nas nie gęstą mgłą i mżawką, ale lekką mgiełką i chmurkami przewiewanymi wte i we wte, dzięki czemu przez dobrą godzinę mieliśmy co pół minuty zupełnie inny widok na Machu Picchu. Słońce też wyszło zza góry najszybciej, jak tylko mogło, więc trudno było sobie życzyć lepszego początku dnia. Głównym problemem uczestników fotowyprawy było: jak później wybrać z tych wszystkich wariantów mniej lub bardziej odsłoniętego kamiennego miasta ten najlepszy? Poza porankiem pogoda była jednak gorsza niż wczoraj, bo z nieba zniknęły chmury i został tylko blachobłękit oraz ostre słońce. Nie żałowaliśmy więc, że dzisiaj ze szczytu musieliśmy zjechać znacznie wcześniej, bo po obiedzie pojechaliśmy z powrotem do Cuzco, aby następnego dnia zupełnie zmienić klimat i polecieć do dżungli amazońskiej.

Moray, czyli laoratorium na schodach. Peru

Przy okazji migawki z wcześniej tylko wspomnianych miejsc. Kamienne tarasy z wysuniętymi stopniami schodów to część Moray, gdzie Inkowie prawdopodobnie eksperymentowali z wpływem temperatury i nasłonecznienia na różne odmiany roślin uprawnych. Istnieje też teoria, że była to wielka maszyna do liofilizacji ziemniaków – temperatura mocno tam się zmienia z jednego stopnia na drugi. Reszta tarasów to już Ollantaytambo – forteca, którą Inkowie obronili przed szturmem Hiszpanów. Później jednak uznali, że jest ona nie do obrony i wycofali się do Vilcabamby, gdzie utrzymali resztki imperium przez kilkadziesiąt lat.

Ollantaytambo, Peru

Patrząc na zdjęcia z Ollantaytambo, Machu Picchu, Moray czy Salineras de Maras trudno nie zauważyć, że Inkowie uwielbiali budować tarasy na stromych zboczach. W efekcie zwiedzanie pozostałości po tej cywilizacji to nieustanne chodzenie po schodach – tereny płaskie tam prawie nie występują, a inny sposób pokonywania wzniesień (np. trawersem) chyba kłócił się jakoś z ich wyobrażeniem ergonomii. W efekcie fotografowanie tych zabytków to ćwiczenie z fotografowania schodów: gigantycznie powiększonych, więc można je oglądać nie tylko z góry, ale też z dołu i pod dowolnym kątem.

Na marginesie – Ollantaytambo prawdopodobnie nie było budowlą militarną, a po prostu jedną z siedzib władcy, natomiast tarasy nie miały utrudnić dotarcia na szczyt, lecz służyły za ogródki warzywne dla głównego lokatora. Jak się okazuje, dobrze pomyślany ogródek warzywny może pomóc odeprzeć najeźdźcę. Nie należy też niedoceniać roli schodów.

Ollantaytambo, Peru

Zaginiona fotowyprawa i niespodziewana okazja
Miasto we mgle

2 komentarze

  1. Zdjęć nie komentuję bo są tu więksi specjaliści ode mnie. Podzielę się natomiast refleksją, która mnie naszła jak hasałem po tych schodach. Obecna fotowyprawa idzie Wam śpiewająco. Najpierw był el kondor pasa, potem alpaki łyk i dyskusje po świt a teraz schody do nieba. Nie mogę się doczekać co będzie przebojem jutro. Szkoda, że wyjeżdżam na trzy dni i będę odcięty od internetu.

  2. sewo

    No to jest jasne: Bungle in the Jungle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *