Holandia: Ale kanał!

Wieczór nad kanałem, Amsterdam, Holandia

Po nocnej podróży spotkanie z Holandią zaczęliśmy mocnym akcentem: sesją przy wiatrakach w Zaanse Schans. To była jednak tylko krótka rozgrzewka – do wiatraków wrócimy na wschód słońca, dzisiaj można było natomiast zajrzeć im do środka i zobaczyć, jak im się kółka kręcą. Później zakwaterowaliśmy się w Botelu – hotelu na statku tylko nieco mniejszym od Titanica, za to szczęśliwie solidnie przycumowanym do nabrzeża. Spotkanie z górą lodową by mu tu wprawdzie nie groziło, za to ruch na rzece oddzielającej Botel od centrum Amsterdamu jest imponujący: potężne barki gęsto śmigają w obie strony, a między nimi przemykają promy.

Resztę dnia spędziliśmy wędrując wąskimi chodnikami, ciągnącymi się wzdłuż szerokich, dwupasmowych ścieżek rowerowych i kanałów Amsterdamu. Gdzieniegdzie pomiędzy tym wszystkim upchnięto jeszcze pojedynczy pas dla samochodów. Porządek środków lokomocji jest proporcjonalny do szerokości arterii: najważniejsze są jednostki pływające, a poznać to można po tym, że tak jak inne nacje mają życie zorganizowane przy ulicach, tak Holendrzy w centrum postawili kanały (każdy ma swoją nazwę), a do nich przytulili resztę miejskiej substancji. Na drugim miejscu są rowery, wszędobylskie i zachęcane do istnienia szerokimi drogami przeznaczonymi właśnie dla nich. Potem pod względem ważności plasują się piesi, uskakujący przed rowerami. Na ostatnim miejscu mamy pariasów: samochody, nieśmiało przekradające się przez miejsca chwilowo zwolnione przez pieszych i rowerzystów. A nad tym wszystkim unosi się duch liberalizmu i tolerancji: w końcu, jesteśmy w Amsterdamie.

Stary most i rower, Amsterdam, Holandia

Na górnym zdjęciu wieczór nad kanałem Oudezijds Voorburgwal, na dolnym stary most, również na kanale. Przy moście oczywiście rowery, bo jakże by inaczej?

Holandia: skąd się biorą dziury w serze
Krainy nieidealne

4 komentarze

  1. Byłem w zeszłym roku – baaardzo przyjemne miasto. I bardzo mili ludzie. Polecam też komunikację miejską, zwłaszcza tramwaje. Nie jest droga (kupowałem na 3 dni bilet, który wystarczyło przykładać do czytnika), a można odkryć fajne miejsca poza ścisłym centrum i kanonicznym napisem I love amsterdam 😉

  2. nietutejszy

    Oprócz ducha liberalizmu i tolerancji, w powietrzu (szczególnie wieczorami) unosi się tam specyficzny zapach niespotykany (na codzień) w naszym kraju. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *