Czego nie będzie w przyszłym roku

Korytarze Lubiąża

Nie jesteśmy Itaką. Nie jesteśmy też Rainbowem ani Neckermannem. Jest nas tylko dwoje, plus organizator z Horyzontów, a świat jest wielki, ciekawy i wart obfotografowania. Nie da się być wszędzie jednocześnie. Nie da się też być co roku w tych samych miejscach, co poprzednio, i jednocześnie w nowych. Sorry, problemy z bilokacją.

Co roku jesteśmy w Toskanii, bo wciąż wiele osób o nią pyta. Wygląda na to, że za rok po raz trzeci pojedziemy na Islandię (w tym roku po raz drugi, w lipcu, ale miejsc już nie ma – no właśnie…). Wszystko też wskazuje, że powtórzymy w przyszłym roku Santorini (na które właśnie jedziemy, ahoj, przygodo) i Szkocję. Ale nie możemy powtarzać co roku wszystkiego, co było, i dokładać jeszcze paru nowych lokacji, bo kalendarz nie jest z gumy. Coś musi wypaść, żeby zmieścić się mogło coś. Tak więc dla wszystkich, którzy się zastanawiają, gdzie kiedy pojechać, mała ściąga:

W przyszłym, 2016 roku, nie będzie Wenecji z Dolomitami, Wrzosowej Krainy, stadniny w Michałowie, Gruzji ani Maroka. W przyszłym roku wprawdzie wrócimy w Świętokrzyskie, a kiedyś jeszcze wrócimy do Maroka, ale to już będzie inne Świętokrzyskie i inne Maroko. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki ani nie odwiedza takich samych plenerów, nawet jeśli geograficznie jest to to samo miejsce. Zwłaszcza, że to nie będą te same miejsca. Jeśli w tym roku odwiedzamy piękną marokańską pustynię Erg Chebbi, to nie zahaczamy o równie piękne, choć diametralnie odmienne wybrzeże; wybrzeże było poprzednio. Do Maroka jedziemy po raz trzeci i za każdym razem program jest inny.

Jeśli coś z naszych propozycji Cię interesuje, to zapraszamy serdecznie. Ale nie obiecujemy, że zaprosimy w te same miejsca w przyszłym roku. A jeśli zaprosimy za 2 czy 3 lata, to mogą to być jednak inne miejsca. Tempus fugit, nasze programy warsztatów i fotowypraw się zmieniają, zmieniają się też miejsca, do których jeździmy. Nie da się za rok powtórzyć dzisiejszych kadrów.

Schody, schody, schody, schody…
Canon 7D Mark II – pierwszy tysiąc klapnięć lustra i rozgryzanie GPS-a

3 komentarze

  1. To bardzo smutny post o przemijaniu świata tego 😉
    Dobrze, to ja do Wrzosowej Krainy z nowym makroszkłem.

  2. Black Paul

    Ja Was autentycznie podziwiam, że jesteście w stanie tak często wyjeżdżać. Rozumiem, że adrenalina fotograficzna działa ale na dłuższą metę to jest po prostu bardzo męczące. Ja po każdym powrocie do domku przez kilka weekendów nie ruszam się z miejsca. A dalszych wyjazdów to mam najwyżej trzy, cztery w roku. Jak patrzę na Wasz rozkład jazdy, to czasem każdego weekendu coś się dzieje:)

  3. Sewo

    Absolutnie się nie zgadzam i żądam wprowadzenia bilokacji. Ile może kosztować urządzenie do replikacji dwóch osób? Rok 2016 bez Dolomitów? Koniec świata 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *