Rzeczy, których nie należy robić przed podróżą

Antyatlas, Maroko

A przynajmniej nie należy ich robić w ostatniej chwili. Na przykład nie należy próbować poprawić tego, co działa. Bo zawsze istnieje ryzyko, że wskutek poprawiania działać przestanie. Na przykład, jeśli ktoś nigdy wcześniej tego nie robił, lepiej nie czyścić matrycy na parę godzin przed wyjazdem, bo jest spora szansa, że się ją zasmaruje i efekt będzie gorszy niż przed czyszczeniem. A na spokojne poprawki lub zwrócenie się do kogoś bardziej doświadczonego czasu już nie ma.

Innym nie najlepszym pomysłem tuż przed fotograficznym wypadem jest aktualizacja firmware’u. Przeważnie taka operacja idzie gładko, ale jeśli coś się nie uda, to zamiast aparatu mamy cegłę. Coś takiego zrobił Wasz ulubiony (zaraz po Ewie) bloger fotograficzny. Nie chodziło mi o zmianę firmware’u, ale o wgranie nowszej wersji Magicznej Latarni (Magic Lantern) do mojego wiernego Canona 50D. Magiczna Latarnia jest jedynym sposobem, aby mieć filmującego Canona 50D (o innych fajnych funkcjach nie wspominam). Robiłem to nie pierwszy raz – już od dawna korzystam z Latarni. Teraz postanowiłem tylko uaktualnić ją do najnowszej wersji. Zabrałem się za to dwa dni przed wyjazdem do Toskanii. I aparat zdechł.

Zdechł i nie żyje. Nie włącza się. Wyjęcie baterii i jej ponowne włożenie po chwili nie pomaga. Inna bateria – brak rezultatu. Hmmm… Zapowiada się fotowyprawa bez aparatu. No dobra, ale co ja właściwie zrobiłem? Po dłuższym namyśle uświadomiłem sobie, że najpierw zaktualizowałem firmware w aparacie (co się udało bez problemu, a było potrzebne, bo nowa Magiczna Latarnia wymaga nowego firmware’u), a później włożyłem kartę pamięci, na której była stara Magiczna Latarnia, wymagająca poprzedniej wersji firmware’u. Włożenie innej karty reanimowało aparat.

A później wystarczyło z poziomu komputera na każdej karcie pamięci pliki ML wymienić na nowsze i dopiero wówczas pakować kartę do aparatu. Canon 50D żyje, filmuje i jedzie do Toskanii. Jadą też z nami trzy inne aparaty, z czego dwa są mocno nietypowe (i wcale nie liczę tu smartfonów).

No i ruszamy z pełnym wyposażeniem na pierwszą tegoroczną fotowyprawę. Później następną i następną, po drodze jeszcze kilka krajowych warsztatów. Ten rok będzie bardzo intensywny. Byle tylko nie zrobić gdzieś głupiego błędu, jak np. naprawianie działających rzeczy tuż przed ważnym terminem…

Nie wchodzi się dwa razy pod te same cyprysy
Jazda po polsku

5 komentarzy

  1. Wioletta

    mentalnie jestem z Wami :)))
    spokojnej podróży i czekam na pierwsze wieści

  2. Gimper

    Fajne te wyprawy macie, a co do treści to prawda boli bardzo dlatego lepiej wszystko mieć sprawdzone wcześniej ale wiadomo życie. Czekam na fotki

  3. SHARK

    A na samą podróż nie brać nowych, niesprawdzonych w terenie, butów. Przy czym sprawdzenie nie polega na chodzeniu w nich jeden dzień, chyba że będziemy w nich chodzić od rana do wieczora. Ja jednak rozchadzam buty min. tydzień zanim odważę się w nich gdzieś pojechać. Dużo chodzę i muszę mieć sprawdzone buty, a nie żeby obtarta kostka czy pięta przeszkodziły mi w penetracji terenu. Są niby plastry, ale pod nimi to rana się paprze 😛

  4. Sewo

    A ja w zeszłym roku przed wyjazdem do Toskanii usłyszałem od małżonki: – Jedziesz na te warsztaty, więc kup sobie coś na siebie, abyś ładnie wyglądał. Przez cały rok nic a tu nagle nowe buciki, koszulka, sweterek, spodnie (z wyprzedaży). W tym roku Wenecja, liczę na to, że małżonka ponownie zapragnie abym „ładnie wyglądał”. Warsztaty dobra rzecz …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *