Kiedy sprzęt ogranicza fotografa

Góry Antyatlas, Maroko

Jack Dykinga jako fotograf wykonał w życiu kilka ostrych zwrotów. Zaczął od fotoreportażu, gdzie zdobył m.in. nagrodę Pulitzera, został szefem działu fotoreportażu i głównym fotoedytorem, zmieniał redakcje, by w końcu… zupełnie odejść od reportażu i niemal natychmiast zostać świetnym pejzażystą. Jego pierwsze albumy pejzażowe stały się argumentem przy podejmowaniu decyzji o utworzeniu nowych parków narodowych. W międzyczasie Dykinga stał się nie tylko świetnym fotografem krajobrazowym, ale także uznanym fachowcem od wielkiego formatu – jego „Large Format Nature Photography” to podobno najpopularniejszy za Oceanem podręcznik używania tych aparatów. I wtedy właśnie Dykinga wykonał kolejny zwrot, porzucając wielki format na rzecz Nikona D810. Dlaczego?

Powód był banalny, ale też jedyny rozsądny – aparatem wielkoformatowym nie był w stanie wykonać pewnych zdjęć, które mógł zrobić po zmianie systemu na lustrzankę. Nie, że „nowy aparat robi lepsze zdjęcia”, nie, że „wyniki matrycy w testach DXO są trochę wyższe”, ani „nowszy, modniejszy, z nowymi inteligentnymi funkcjami” itp. itd. Po prostu – chodząc z wielkim formatem Dykinga widział kadry, których nie był w stanie zrealizować. W tym wypadku nie był w stanie zrobić zdjęć, które wymagały bardzo szerokiego albo bardzo wąskiego pola widzenia.

Maroko, Tafraoute

Czy zmiana sprzętu wyszła Dykindze na dobre? Bez wątpienia. Zdjęcie spod kaktusa zrobione na 14 mm (s.196) jest świetne, fotografie wykonane długimi ogniskowymi też bardzo dobre. I wszystkie są bardzo „dykingowe” – można zresztą pobawić się w zgadywanie, która fotografia jest z wielkiego formatu, a która z małego obrazka, na końcu książki są odpowiedzi. (Jakiej książki? Tej, która jest w „Obecnie czytanych” na dole prawej kolumny, czyli „A Photographer’s Life”).

Zmiana sprzętu nie sprawiła, że zdjęcia Dykingi stały się lepsze. Nie stały się też gorsze. Nowy aparat stał się dla niego po prostu wygodniejszym i bardziej uniwersalnym narzędziem do realizacji kadrów, jakie pojawiają się w jego głowie. Zdjęcia robi się w głowie, aparat tylko je zapisuje.

PS. W Zerkaczach polecamy Iczka, który równie ładnie fotografuje, co opowiada o fotografii.

PPS. Kamienie z Antyatlasu tak dobre, jak kamienie z pustyni Sonora u Dykingi. Fotografie kamieni, niestety, zdecydowanie lepsze u Dykingi, zwłaszcza to na s.56.

Goniąc za oryginalnością
Upadek giganta

6 komentarzy

  1. Jorg

    Żeby wszyscy mieli takie podejście do sprzętu jak Jack Dykinga, to producenci aparatów poszliby z torbami. Nie taki typ klienta jest dzisiaj pożądany.

  2. Dziekuje za polecenie Ewo i Piotrze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *