Cashback – jak zaoszczędzić, żeby nie dołożyć

blondynka na Halloween

Cashback – okazja, żeby kupić coś taniej, pod warunkiem, że się kupi drożej, a później ładnie poprosi o zwrot części pieniędzy. Od czasu do czasu, zwłaszcza pod koniec roku (naszego albo finansowego koncernów), producenci sprzętu robią różne promocje i obniżki, w tym cashback. Pod tą piękną słowiańską nazwą kryje się obietnica, że jak w określonym przedziale czasu kupimy określony produkt, to producent nam zwróci część zapłaconych pieniędzy. No i fajnie. W zasadzie.

Żeby jednak dostać z powrotem część swoich pieniędzy, trzeba nie tylko ładnie poprosić, ale spełnić parę warunków, a i wówczas może się okazać, że wyszliśmy jak Zabłocki na mydle. Przykładem może być właśnie rozpoczęta promocja Canona. Po kupieniu aparatu, obiektywu, lampy błyskowej, drukarki lub kamery można dostać z powrotem od 40 do 800 zł, ale… tylko pod warunkiem, że kupiliśmy ten sprzęt w oryginalnym opakowaniu. Potrzebny nam będzie bowiem kod kreskowy umieszczony na pudełku – trzeba go sfotografować i wysłać do dystrybutora. Tymczasem trafiają się obiektywy w tzw. wersji OEM, czyli białym pudełku bez żadnych napisów, w tym i bez kodu kreskowego.

Kolejny wymóg to zakup w wyznaczonym sklepie lub sieci sklepów – bo tylko wybrane przez producenta dają możliwość korzystania z cashbacku. Niektóre z tych sklepów miewają ciekawe ceny – np. w MediaMarkt jeden z objętych promocją obiektywów (EF 24-70 f/4L IS USM) kosztuje 4999 zł, czyli po uwzględnieniu promocyjnego zwrotu (800 zł) zapłacimy za niego faktycznie 4200 zł, tymczasem w sklepach nie oferujących promocji ten sam obiektyw można kupić za 3400-3500 zł. Nie znaczy to oczywiście, że zawsze summa summarum cashback wychodzi drożej – w Fotoformie czy Agito cena 24-70/4L wynosi 3700 zł, co po odjęciu 800 zł cashbacku daje 2900 zł – tak tanio rzeczywiście bez promocji nie da się znaleźć.

Nasuwa się pytanie: po co to całe zamieszanie z cashbackiem? Nie prościej byłoby, gdyby po prostu producent czasowo obniżył cenę? Prościej – z pewnością, ale fajnie byłoby tylko sklepom. Po pierwsze, niekoniecznie sklepy biorąc od dystrybutora sprzęt taniej, sprzedawałyby go też taniej. Mogłyby kupić taniej, poczekać do końca promocji i oferować ponownie w wyższej cenie. Po drugie, prowizja sklepów to procent ceny produktu – czasowa obniżka groziłaby tym, że sklepy „zniknęłyby” w ogóle z oferty tańszy sprzęt i przeczekały promocję. W nieco skomplikowanym systemie cashback sklep ma natomiast prowizję od pełnej ceny, a pieniądze klientowi zwraca producent.

blondynka na Halloween

Diabeł na futrynie
Kultura głaskania

4 komentarze

  1. Zupełnie nie na temat – ale Wam córa wyrosła!

  2. Różnie bywa z tym cashbackiem. Aaa no i od kwoty którą zwróci nam producent, trzeba jeszcze zapłacić podatek w corocznym rozliczeniu… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *