Canon 7D Mark II – HDR

Świt w górach Quiraing, Szkocja

Tryb HDR w aparatach był od dawna; jeśli mnie pamięć nie myli, to co najmniej od 2009 roku. Przez długi czas wszędzie ten tryb wyglądał podobnie: aparat robił 2 lub 3 zdjęcia, jakoś to sobie składał i zapisywał gotowy JPG. Przed wciśnięciem spustu migawki można było wybrać jeden z presetów, określających sposób obróbki (większość z nich stanowiła gwałt na estetyce), a później – albo się złożenie podobało, albo można było je skasować i próbować ponownie. Dopiero całkiem niedawno Canon jako pierwszy (i jedyny) zrealizował tryb HDR tak, jak on powinien wyglądać: zostaje zapisany na kartę pamięci złożony JPEG, ale także składowe RAW-y, więc jeśli nam się złożenie nie podoba, to możemy sobie sami te RAW-y poskładać na komputerze za pomocą SNS-HDR, Machinery, Photomatixa czy innych programów.

Canon 7D Mark II jako jedyny obok 5D Mark III ma tryb HDR, pozwalający zapisywać także składowe RAW-y. Włącza się tę funkcję guzikiem po lewej stronie ekranu, tuż pod guzikiem menu. Można tam wybrać Styl obrazu (Picture Style), wielokrotną ekspozycję i właśnie HDR. W ramach konfiguracji mamy możliwość włączenia zapisywania RAW-ów (opcja o ślicznej nazwie: „Zach. obr. źródł. – Wszyst. obr.”), automatyczne wyrównywanie (przydatne przy robieniu zdjęć z ręki) oraz wybór sposobu złożenia (jedyny nadający się do użytku to Naturalny, pozostałe to koszmarki o różnym natężeniu kiczowatości). Jest też regulacja potrzebnego zakresu rozpiętości tonalnej: może być automatycznie ustalane przez aparat albo ręcznie w zakresie od +/- 1 EV do +/- 3 EV. W tym ostatnim przypadku aparat robi jedno po drugim 3 zdjęcia co 2 EV – jak w klasycznym bracketingu, dostępnym w każdej lustrzance (za wyjątkiem Nikonów serii D3xxx). W odróżnieniu od wielu innych aparatów, gdzie tryb HDR to pełna automatyka, bez możliwości żadnej kontroli, tutaj nie jesteśmy ubezwłasnowolnieni – aparat robiąc składowe do HDR-u korzysta z tych ustawień, jakie aktualnie mieliśmy wybrane: przysłona, ISO, korekta ekspozycji itp. będzie takie, jakie ustawimy.

Efekty nie są złe, nawet mogą być niezłe, zwłaszcza że mamy kontrolę i nad ISO oraz przysłoną (a więc czasami ekspozycji, co pozwala zbalansować unikanie poruszenia oraz utrzymanie względnie niskiego ISO dla dobrej jakości), a także nad korekcją ekspozycji, co z kolei pozwala w pewnym stopniu wpływać na to, czy aparat ma bardziej ratować światła czy naświetlać na cienie.

I wiecie co? Zapomnijcie o trybie HDR w 7D Mark II.

Katedra w Sienie okiem gołębia, Toskania

Ten aparat ma coś lepszego: bracketing do 7 zdjęć z maksymalną rozpiętością co 3 EV. Można też wybrać mniej zdjęć bracketowanych (2, 3 lub 5) oraz mniejszą różnicę jasności między zdjęciami. To daje możliwość poradzenia sobie w każdej możliwej sytuacji oświetleniowej. Nie jesteśmy ograniczeni do poszerzenia zakresu tonalnego matrycy o 6 EV (+/- 3 EV), ale możemy ją sobie rozszerzyć o 21 EV! Sky is the limit? Już nawet nie! 🙂

Górny pejzaż szkockich gór Quiraing to właśnie taki HDR zrobiony dzięki bracketingowi 5 klatek co 2 EV (ISO 200, f/11, ekspozycja od 1/2 sekundy, ogniskowa 10 mm, statyw). Niżej wnętrze katedry w Sienie: 6 klatek co 2 EV (ISO 4000, f/8, ekspozycja od 1/3 sekundy, ogniskowa 10 mm, z ręki).

Obrazy czasu nagromadzonego
Czy aparaty boją się deszczu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *