Czym się różni samochód od fotografii

Jack Sparrow i spółka - w Petrze

Dyskusje o tym, co i jak bardzo można na zdjęciach zmieniać, wciąż powracają – co by znaczyło, że są ważne. Ostatnio Alain Briot na Luminous Landscape dorzucił kamyczek do tego ogródka, co skłoniło mnie (ponownie, przyznaję) do wrzucenia tam własnego kawałeczka skały.

Alain radzi: „Pytanie, czy edytujesz fotografie, powinno być potraktowane tak samo jak pytanie, czy masz samochód. Jeśli to robisz, powiedz tak. Jeśli nie, mówisz nie. Usprawiedliwienia nie są ani oczekiwane, ani potrzebne”. Dodaje jeszcze, że wszystko jest w porządku, jeśli oglądający wie, że zdjęcie było edytowane. Zgodnie z tym założeniem, zdjęcia ilustrujące wywód mają w podpisach zaznaczone, że są edytowane. Briot używa angielskiego słowa „manipulated”, ale po polsku „manipulacja” oznacza jednocześnie oszustwo, więc to narzucające się tłumaczenie, jako jednoznacznie negatywne, nie byłoby w tym miejscu właściwe. Rada brzmi rozsądnie? Właściwie, na pierwszy rzut oka, owszem. Ale jak przy wszystkich samochodowych metaforach cyfrowego świata („skopiować zdjęcia/programy/klipy to tak samo jakby ukraść samochód” itp.), szybko natrafiamy na ograniczenia takiego sposobu myślenia. Bo na pytanie o samochód nikt nie odpowie kontrpytaniem „a co rozumiesz przez samochód?” Wszyscy rozumieją „samochód” mniej więcej tak samo, a z fotografią i jej edytowaniem, tudzież manipulowaniem, to już nie jest tak prosto.

Oglądam te przyjemne widoczki zamieszczone przez Briota z podpisem, że były manipulowane i… właściwie nie wiem, co z nimi zrobił. Wstawił chmury? Poprawił kontrast? Podorzucał skał? Wyklonował kable? A może wyklonował autostradę, hotel i autobus pełen turystów? Z podpisu tego nijak nie wywnioskuję, a jeśli edycja była wykonana poprawnie, a scenerii nie widziałam osobiście, to nie wywnioskuję też z obrazków. To po co właściwie podawać taką informację, skoro ona nic nikomu tak naprawdę nie mówi? A przecież jest różnica między usunięciem krzaka a usunięciem szosy i stacji benzynowej – w odbiorze takiego zdjęcia również. Z drugiej strony, trudno też oczekiwać podpisów typu „Na tym zdjęciu usunąłem dwa drzewka, trzy plamy z matrycy i przyciemniłem lewy dolny róg”.

Na pewnym poziomie rozumienia każde zdjęcie jest manipulowane. Nawet jeśli nie przez fotografa, to przez cechy obiektywu (rozmycie, geometria), aparat (interpretacja danych z matrycy uzależniona od programu) albo przez odrawiacze. Drugi poziom manipulacji to świadoma korekcja jasności, kontrastu, koloru i geometrii. Można ją robić globalnie (na całym zdjęciu) albo lokalnie (na fragmentach) – i jak pokazuje przykład niektórych konkursów, dla wielu osób różnica między korekcją globalną a lokalną jest kluczowa. Potem mamy klonowanie: drobiazgów, jak kable, gałązki czy śmieci, albo rzeczy większych, jak samochody czy całe budynki. Następnym stopniem jest klonowanie dużych obiektów, zamiast których trzeba coś wstawić; za wystającą gałązką będzie po prostu następny kawałek łąki z tego samego zdjęcia, ale zamiast tego jednego brzydkiego budynku przy ulicy, trzeba wstawić jakiś inny, ładniejszy. I tu już dochodzimy do prawdziwie ciekawych, bo zupełnie niejednoznacznych zjawisk, polegających na łączeniu elementów różnych fotografii. Wstawianie nieba dowolnie wybranego z biblioteki sfotografowanych nieb będzie czym innym niż zrobienie HDR, a jeszcze inaczej zostanie potraktowane arbitralne połączenie fragmentów różnych krajobrazów. Most Karola prowadzący na wyspę Skye? Da się zrobić… tylko czy to jeszcze będzie fotografia? I w którym momencie była ta granica – jeśli była?

Zostawiając Was z tymi rozważaniami, życzymy wszystkim Wesołych Świąt!

PS. Zwolniły się dwa miejsca na Czarowne Świętokrzyskie, zapraszamy! Na Czarowne Świętokrzyskie jest już tylko miejsce na liście rezerwowej, ale nadal są dwa miejsca na fotowyprawę do Cinque Terre, zapraszamy!

Garażowa wyprzedaż: ultraszeroki zoom, monopod i nieco drobiazgów
Fotowyprawa na Księżyc

14 komentarzy

  1. jerry

    Zdjecie niemanipulowane to takie, ktore mozna uzyc jako dowod w sądzie, albo wydrukowac w gazecie bez najmniejszej watpliwosci dotyczacej jego autentycznosci. Zatem to co widac na zdjeciu to to, co widziala kamera. W najczystrzej formie odpowiednikiem bedzie wywolane zdjecie dia. W tym kierunku trzeba dazyc, aby nazwac swoje zdjecie niemanipulowane.

    • Piotr

      Zdjęcia cyfrowe nie są dowodami w sądzie, właśnie dlatego, że nie ma szans na ocenę, że „bez najmniejszej watpliwosci dotyczacej jego autentycznosci”.

  2. Piryt

    Nowe technologie dające olbrzymie możliwości i wielką łatwość manipulacji, prowadzą zawsze do nowych problemów i wątpliwości. Do tego dochodzi jeszcze nasze chorobliwe zamiłowanie do dzielenia wszystkiego, szufladkowania itp. Może tych podziałów jest po prostu za dużo, a w różnych kwalifikacjach gubimy się w szczegółach i niepotrzebnych dociekaniach.
    Może wystarczy taka klasyfikacja:
    1. Fotografia dokumentalna, techniczna i prasowa (ukazująca rzeczywistość maksymalnie wiernie)
    2. Fotografia pozostała
    3. „Fotografia” rozrywkowa (czyli pstrykanie, którego celem nie jest otrzymanie obrazu dobrego i zgodnego z rzeczywistością tylko zabawa, wesołość, relaks itp.).

    Ad.1 Sądzę że ta grupa powinna być jakoś oznaczana, żeby odbiorca wiedział, że obraz jest zgodny z rzeczywistością, a ta rzeczywistość nie jest manipulowana, przetwarzana w stopniu zmieniającym jej sens itp. Takie zdjęcie może być dowodem w sądzie. Do tej grupy zaliczyłbym także fotografię pamiątkową (pamiątka jest wartościowa, jeżeli pokazuje rzeczywiste sytuacje, osoby itp. w konkretnym czasie).

    Ad. 2 Tutaj najważniejszy jest CEL, czyli EFEKT w postaci ATRAKCYJNEGO OBRAZU. Można go zrealizować dowolną metodą, stosując różne techniki obróbki itp.
    Jeżeli celem jest np. pokazanie emocji na twarzy dziecka to dopuszczalna jest duża ingerencja w materiał wyjściowy, osiągana w dowolny sposób (rozmywanie tła, usuwanie rozpraszających szczegółów). Jeżeli cel będzie zrealizowany to jest w porządku.
    W tej grupie mieszczą się także stare techniki szlachetne, ich naśladownictwo komputerowe, imitacje malarstwa i wszelkie inne przekształcenia. Jest to grupa o charakterze artystycznym. Jeżeli cel jest zrealizowany to nie warto sobie zawracać głowy dociekaniami, czy to jest jeszcze fotografia.
    Co mnie obchodzi jak się to klasyfikuje, jak jest ładne/atrakcyjne to sobie wieszam na ścianę. Tak samo zresztą jak malarstwo. W różnych epokach były różne style i dziś chyba nikt się nie czepia impresjonistów czy abstrakcjonistów, że zniekształcali rzeczywistość (nie mówiąc już o malarstwie średniowiecznym).

    Ad. 3 Tej grupy tutaj nie rozpatrujemy – jest to zjawisko raczej socjologiczne niż fotograficzne 🙂

    Obróbkę podstawową dopuszczam w każdym przypadku, ponieważ często jest to tylko eliminacja wad sprzętu (np. słaba ostrość), wynika z trudnych warunków (np. zdjęcie z okna pędzącego pociągu) lub emocji fotografa.

    W ogóle to odnoszę wrażenie, że życie fotografów jest bez porównania trudniejsze od konstruktorów aparatów fotograficznych. Konstruktor daje to, co na aktualnym etapie rozwoju techniki jest możliwe do zrealizowania.
    Użytkownik aparatu cierpi na bezustanne stresy, wątpliwości. Klasyfikuje, nie wie do jakiej grupy należy. Nie wie, czy jest fotografem, grafikiem czy jeszcze kimś innym. A co będzie jak powstanie jeszcze jakaś inna kategoria, bo dranie konstruktorzy znów coś nowego wymyślą. Jak żyć z takimi wiecznymi wątpliwościami???????????????????????

    • Piotr

      Co Ty ciągle z tymi szufladkami?
      Kwestia, jakie techniki edycyjne są dopuszczalne, a jakie nie, to już krok za daleko, każdy sobie ustala sam na własne potrzeby, definiując dla siebie pojęcie fotografii. Warto mieć świadomość, że jest inaczej, niż twierdzi Briot: manipulacja może oznaczać bardzo różne rzeczy i to, co dla jednego będzie manipulacją, dla drugiego będzie naturalnym i niezbędnym etapem procesu tworzenia fotografii.

      • Piryt

        /…/Kwestia, jakie techniki edycyjne są dopuszczalne, a jakie nie, to już krok za daleko, każdy sobie ustala sam na własne potrzeby, definiując dla siebie pojęcie fotografii./…/

        No chyba nie całkiem tak. Pełna dowolność może dotyczyć fotografii artystycznej/”artystycznej”, Natomiast w fotografii prasowej, dokumentacyjnej itp, muszą lub co najmniej powinny być stosowane jakieś kryteria rzetelności, bo inaczej mamy zwykła oszustwo, które w skrajnych przypadkach może mieć wpływ nawet np. na bezpieczeństwo państwa.
        Ale grupa 2 z mojego komentarza może sobie faktycznie do tego wszystkiego podchodzić na luzie.
        Szkoda, że na ten temat nie wypowiadają się różni dogmatycy fotograficzni węszący wszędzie oszustwa.
        Ciekawe jakby uzasadnili swoje poglądy? Może ich jakoś sprowokować? 🙂
        A tak na marginesie.
        Kopiuję skanerem jesienne liście, oddaję plik do minilabu i dostaję piękny obrazek (fotografię?) na papierze.
        Te same liście fotografuję aparatem fotograficznym, oddaję do minilabu i otrzymuję obrazek na papierze.
        Mam dwa identyczne, piękne obrazki. Czy mam cierpieć z tego powodu, że drugi to fotografia, a pierwszy nie? A może tak?

  3. jerry

    W procesie sadowym dowody elektroniczne (m.in. zdjecia digitalne) są dopuszczalne i podlegają ocenie Sądu tak jak każdy inny dowód, tj. oceniane są one na zasadzie swobodnej oceny dowodów (art. 7 KPK). Zatem to Sąd ocenia ” moc ” danego dowodu.

  4. wzrokowiec

    Nigdy nie zrozumiem, jak zdjęcie może stać się dowodem.
    Pewnie dlatego, że doskonale zdaję sobie sprawę z ułomności autentyzmu zdjęć.
    Trudno mi nawet wyobrazić sobie ewentualne dowody autentyczności zdjęcia. Przecież da się je wszystkie sfabrykować tak samo łatwo, jak samo zdjęcie.
    Nawet raw i klisza nie powinny być dowodem, bo łatwo można zrobić autentyczne zdjęcie sfabrykowanej odbitce 🙂

    • Piryt

      Tak, ale żeby to wszystko zrobić perfekcyjnie trzeba być wysokiej klasy specjalistą. Zdecydowana większość ludzi nie ma o tym bladego pojęcia. Na ogół też bywają jeszcze inne dowody. Jeżeli wszystko się układa w logiczną całość to sprawa jest jasna.
      Zdjęcie może być tylko punktem wyjścia.

      • wzrokowiec

        Nie 🙂
        Nie trzeba być specjalistą. Wystarczy znać tego specjalistę albo poszukać dojścia do niego.
        Na przykład mnie znają setki ludzi, a tysiące ludzi znają ludzi, którzy mnie znają 🙂
        Ba, nawet nie muszą się znać! Wystarczy, że na imprezie, na której większość ludzi się nie zna, ktoś krzyknie: „czy ktoś wie, komu można zlecić fotomontaż?”, ktoś może odkrzyknąć „wprawdzie sam nie znam, ale znajomy mówił, że zna kogoś, kto się tym zajmuje!”
        Z prostych obliczeń wynika, że pięćdziesięciu specjalistów wystarczy, żeby wszyscy w Polsce mieli możliwość skorzystania z usług któregoś z nich. A ponieważ sam osobiście znam dziesięciu, to znaczy, że w Polsce musi być ich znacznie więcej 🙂

        • Piotr

          Jest DCRAW z otwartym kodem – skoro czyta i demozaikuje różne RAW-y, to nie potrzeba wcale mistrza hakowania, żeby na bazie tego napisać program, który z dowolnego JPEG-a zrobi RAW-a.

  5. Jar

    Nie do końca da się przerobić jpg na raw. Jeśli dalej aktualne jest to co autor dcraw powiedział 10 lat temu (a chyba jest) to łatwo udowodnić taką operację poprzez analizę metadanych.
    „Q: I take it that reverse-engineering the metadata out of the RAW file is just as complicated (if not more so) than the actual sensor data itself, is this correct?

    A: Yes, the metadata is much more complicated. That’s why dcraw reads only metadata necessary to decode the image, and ignores the rest.
    Źródło: http://www.dpreview.com/articles/0616201150/davecoffininterview
    W „odwróconym” rawie będzie brakować pewnych metadanych, które są obecne w oryginalnym pliku.

    • Piotr

      Z pewnością zrobienie idealnie podrobionego RAW-a nie jest proste, nie tylko ze względu na spójność różnych metadanych, ale też choćby przez konieczność transkrypcji 8-bitowego JPEG-a na 12 czy 14 bitów RAW-a. Niemniej jeśli stawiamy poprzeczkę nieco niżej niż „oszustwo doskonałe”, to wystarczy spreparować te dane, które są brane pod uwagę przez rawery – dane ignorowane przez rawery będą także ignorowane przy konwersji spreparowanego RAW-a, a fałszywka zostanie poprawnie otwarta przez rawery, co dla osób nie będących specjalistami od informatyki śledczej będzie równoznaczne z potwierdzeniem oryginalności pliku.
      Że z tą wiarygodnością RAW-ów wcale dobrze nie jest świadczą próby Canona i Nikona stworzenia programów oznaczających sumami kontrolnymi i weryfikujących nienaruszalność danych. Tzn. i Canon, i Nikon takie programy do weryfikacji stworzyły i nawet je sprzedawały za ciężkie pieniądze m.in. na potrzeby wymiaru sprawiedliwości oraz agencji prasowych. Dopóki Rosjanie z Elcomsoft nie pokazali, że i takie dodatkowe zabezpieczenia da się złamać. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *