Czy tam tak wyglądało?

Toskański poranek

Był piękny, złoty toskański poranek, a mgły snuły się pomiędzy wzgórzami. Ale czy on był tak złoty, czy trochę inaczej? Te chmury były takie niebieskie? Moment, czy one w ogóle są niebieskie??? (Podpowiedź: nie, w większości są szare z lekkim ciepłym odcieniem.) Pola były rudobrązowe… ale w takim odcieniu, czy trochę innym?

Lepiej nie zaprzątajcie sobie głowy próbami odpowiedzi na takie pytania. Niestety, ludzie, ogólnie rzecz biorąc, słabo pamiętają kolory. Bardziej pamięta się wrażenia, a te są z natury raczej mało precyzyjne. Porównywanie kolorów to w ogóle śliska sprawa: jeśli obiekty porównywane nie są postawione obok siebie, to trudno stwierdzić, czy są takie same, czy tylko podobne; no chyba, że ktoś dysponuje kolorystycznym odpowiednikiem słuchu absolutnego.

Można sobie zrobić taki teścik: wyświetlić na ekranie planszę (okienko, jakąkolwiek grupę pikseli) w jakimś kolorze. Wziąć jakiś program, w którym można dobierać kolory – może być nawet Paint – i, po schowaniu tamtej planszy, spróbować z pamięci odtworzyć jej kolor. Potem porównać oryginał z własnym tworem pamięciowym. Prawie na pewno nie będą identyczne. Gdy zrobi się tak kilkanaście razy z różnymi odcieniami, można stwierdzić, jaką ma się tendencję do przeinaczania kolorów. Moje na przykład konsekwentnie są bardziej nasycone i przeważnie jaśniejsze. Na dobry początek, poniżej trzy kolory. Znajdziecie je na górnym zdjęciu? A gdy weźmiecie pędzel w jakimś Szopie, czy jesteście w stanie te odcienie odtworzyć? Bez używania kroplomierza, oczywiście.

No więc, czy tam tak wyglądało? Przecież tak to pamiętam, a innych danych nie mam. Musiało tak wyglądać.

Deszcz jest fotogeniczny
Najlepszy ultraszeroki zoom

27 komentarzy

  1. Prawda:) A ja od pewnego czasu staram się nie pokazać jak było ale jak się wtedy czułam 🙂

  2. ZBIGNIEW

    I to jest problem. Robię kilka wersji fotki i którą wybrać. Moje domowe „cenzorki” (kobiety widzą więcej odcieni) ostro krytykują, że to nie taki kolor, odcień itd. Chyba wrócę do fotek czarno-białych.

  3. Piryt

    Czy tam tak wyglądało?
    Odpowiem może nieco prowokacyjnie: a co nas to właściwie obchodzi?
    Czy rzeźby gotyckie (raczej okropne) pokazują jak wyglądali w średniowieczu ludzie? Grubasów nie było, same chudziny jak przed śmiercią? A bitwa pod Grunwaldem wyglądała jak na obrazie Matejki? A krajobrazy na obrazach impresjonistów były w takie „rozmazane ciapy”?
    Wierność rzeczywistości jest ważna dla fotografów związanych zawodowo z medycyną sądową, dokumentacją w archeologii, architekturze itp. Nam nikt nie każe się tym wszystkim przejmować. Naszym celem powinno być tworzenie, ciekawych, atrakcyjnych, oryginalnych obrazów. I tylko tyle.
    Czym fotografia różni się od malarstwa? Tylko środkami technicznymi.

  4. nietutejszy

    Temat rzeczywiście śliski, bo tak naprawdę nie widzimy tego co jest w rzeczywistości. To znaczy niby widzimy, ale to co widzimy to tylko światło odbite i do tego przetworzone przez narząd wzroku i zinterpretowane przez nasz mózg. Tretycznie więc dla każdego z nas, rzecz może wyglądać różnie. Tak naprawdę jaki jest kolor rzeczy możemy zobaczyć w zupełnej ciemności (czyli to że rzecz nie ma koloru). Jakby więc ktoś chciał pokazywać zdjęcia, co do których nie ma wątpliwości, że tak było to proszę bardzo – klatka jednolicie czarna.

    • Ewa

      To mi przypomina dyskusje filozoficzne o tym, czy świat istnieje, jeśli nikt go nie obserwuje. W zakresie kolorów – nie istnieje. 🙂

      • nietutejszy

        Ewo, ale to dowodzi tego (co chyba chciałaś artykułem powiedzieć), że nie ma najmniejszego sensu trzymać się jakiejś wydumanej wierności kolorom. Jedyną rzeczą, jakiej powinno się być wiernym to odczucia wyniesione z miejsca, w którym się było. Jak to pokazać? To właśnie odróżnia fotografa od „pstrykacza” (jakim jestem :)).

  5. tomasziolkowski

    Z kolorem. Uważam że jest bardzo ważnym elementem zdjęcia. Czasami kombinuję z b&w a potem wracam jednak do koloru.
    Z kolorami mam najczęściej dwa problemy:
    1. Śnieg – nigdy nie wychodzi na zdjęciu tak jak wygląda w rzeczywistości. Albo za zielony albo za niebieski.
    2. Kolor skóry przy fotografii w zamkniętych pomieszczeniach z mieszanym światłem (a najgorzej z tym jarzeniowym badziewiem). Najczęściej wszyscy zalani są czerwienią jak prosto po wyjściu z sałny.

    • Ewa

      Niebieski pewnie dlatego, że światło w cieniu jest bardziej niebieskie niż w słońcu, a śnieg rewelacyjnie odbija niebo – w otwartym cieniu jest więc błękitny że hej. Ale zielony, to już nie wiem dlaczego. Raczej zielony być nie powinien. A skórę trzeba odczerwienić i obniżyć nasycenie, niestety w takim świetle tak jest i przeważnie nawet auto WB sobie nie radzi.

  6. Piryt

    A czy potrafi ktoś odpowiedzieć na proste i podstawowe pytanie: dlaczego fotografia ma być koniecznie wierna rzeczywistości???
    Czy np. zdjęcie konturowe jest wierne rzeczywistości? Robiąc zdjęcie konturowe (mama z dzieckiem na górce, na tle skłębionych chmur) widziałem wszystko zupełnie inaczej. Widziałem kolory ubrań, drobne szczegóły itp. Na zdjęciu tego wszystkiego nie ma, są tylko sylwetki. Żadnej wierności, a zdjęcie jest bardzo efektowne. Gdybym zastosował HDR miałbym szczegóły, ale sam obraz byłby banalny i nudny.
    Więc po co ta wierność?

    • Ewa

      W sumie to nie mam bladego pojęcia, dlaczego fotografia miałaby być wierna rzeczywistości, ale tyle razy słyszałam pytania w stylu „a jak tam wyglądało naprawdę”, że postanowiłam się szerzej wypowiedzieć. I miałam nadzieję, że ktoś mi powie, skąd ten pomysł z wiernością i na czym ona by miała polegać.

      • „W sumie to nie mam bladego pojęcia, dlaczego fotografia miałaby być wierna rzeczywistości”
        – Ano z bardzo prostej przyczyny – z braku podstawowej edukacji plastycznej. Zajęć z plastyki w szkołach podstawowych jest jak na lekarstwo, a jeżeli już są, to prowadzą je przypadkowi nauczyciele, którzy są np. po AWF-e. Wmawia się dzieciakom, że chmury są niebieskie a drzewa zielone i jak które pomaluje niebo na pomarańczowo, bo takie zapamiętało z wakacji, to pała i wzywanie rodziców, dziecko pewnie ma daltonizm. Zabija się kreatywność w najważniejszym momencie rozwoju, a potem to skutkuje.

        Popatrzcie jak są wyregulowane telewizory u waszych znajomych, w hotelach, w pensjonatach, kontrast na maksa, kolor na maksa – zęby bolą. To też efekt nauczania początkowego, a właściwie jego braku.

  7. Jeszcze ponarzekam:
    – Dawno, dawno temu, w czasach analogowych, niektórzy fotografowie kupowali sobie wspaniałe, drogie obiektywy. Potem w ciemni wywoływali odbitki używając „Krokusa” z byle jakim obiektywem i to co zyskali w aparacie tracili pod powiększalnikiem.
    Dziś kalibrujemy matryce na specjalnych tablicach barwnych, a potem obrabiamy zdjęcia na laptopach z matrycami gdzie kolor można zmienić położeniem głowy :).
    Wpuszczamy to do sieci gdzie większość ogląda to na tabletach albo smarfonach.
    OK – nie wszyscy 🙂

    • Ewa

      Mnie najbardziej z tego typu rzeczy bawią programy do wywoływania rawów na telefonie. Wprawdzie telefony i tak mają ostatnio lepsze ekrany niż laptopy, ale na tej wielkości – co tu właściwie widać przy edycji?

  8. ZBIGNIEW

    Czytam ,Wasze wpisy i mam wrażenie, że brakuje nam „wewnętrznej wolności”. Staramy zachować jakiś „obowiązujący canon” i boimy się krytyki otoczenia plus dążenie do perfekcji. Myślę, że tkwi to w podświadomości tak silnie, że trudno się z tego wyzwolić.

  9. Piryt

    Brak edukacji – pewnie tak. Brak „wewnętrznej wolności” niczego nie wyjaśnia, bo skąd to się bierze? Sądzę, że bardzo duży wpływ ma tu telewizja. Obraz zaczynamy kojarzyć z filmem, a na filmie (jeżeli nie jest on jakimś wybitnym dziełem) jest na ogół wszystko. Kamera rejestruje to co widzi obiektyw, kiepskie tło, wszelki bałagan, śmieci itp.
    To się potem kojarzy z realizmem, właśnie z wiernością rzeczywistości i ma duży wpływ na fotografię, czyli obraz nieruchomy.
    Likwidacja różnych „przeszkadzajek” na komputerze to oszukaństwo itp.
    Ale czasem odnoszę wrażenie że tej wewnętrznej wolności brakuje też tym, od których powinniśmy się jej uczyć.
    Przykład prostego wyjaśnienia: Krótka ogniskowa pozwala korzystnie wyeksponować pierwszy plan. W tym stwierdzeniu jest już sugestia ograniczająca swobodę mniej samodzielnego fotografa.
    A dlaczego nie można wyjaśnić bardziej neutralnie: Krótka ogniskowa itd., a długa ogniskowa odwrotnie. Sprawdź praktycznie i wybierz to co ci bardziej odpowiada.
    I pokazać to na przykładach, bo nie uwierzę że nie ma żadnego ciekawego przykładu na zastosowanie w tym przypadku długiej ogniskowej. Już na etapie nauki dawać wybór, a nie sugerować obowiązującej aktualnie maniery.

    • Ewa

      Serio widujesz na filmach _przypadkowe_ obiekty w kadrze? Ja nigdy. Mówię o filmach telewizyjnych, nie o amatorskim reportażu z imprezy na yutubie.

      • Piryt

        Może trochę niejasno to opisałem 🙂
        Nie chodzi mi o filmy artystyczne, filmem nazwałem wszystko co się rusza, czyli obrazy ruchome, czyli większość tego co pokazuje TV. W reportażu ulicznym widać wszystko. Rozmówcę, często na tle ruchu ulicznego i mało ciekawego otoczenia itp. I nie szkodzi, że w reportażu tak może lub nawet powinno być. Jest wszystko dookoła, mnóstwo szczegółów. Jest wierność rzeczywistości lub robi takie wrażenie. To zostaje w podświadomości i przy zwykłym fotografowaniu automatycznie się odzywa. Portret można zrobić w studio na odpowiednim tle, lub na ulicy rozmywając otoczenie, ewentualnie likwidując jego elementy na komputerze. I tu już pojawiają się głosy oburzenia: Przecież tam nie tak było, to oszukaństwo itp.
        Cel tego co robimy traci na wartości, wartością nadrzędną staje się wierność, czyli np. jadący samochód w tle.
        A amatorskie reportaże na yutubie można oczywiście krytykować, ale też one do naszej podświadomości docierają i w jakiś tam sposób kształtują potem odruchy. Nic na to nie poradzimy. Oczywiście nie wszyscy są na to podatni, ale sądzę, że taka jest przeciętna.
        Rozmawiałem kiedyś z osobą trochę fotografującą, której nawet do głowy nie przyszło, że tło jest ważne. Ludzie takich rzeczy często po prostu nie widzą, nie zastanawiają się nad tym.
        Tło to tło, jak są w nim śmiecie to są też na zdjęciu. Normalne 🙂

        • Ewa

          Z tym tłem i śmieciami to mechanizm jest inny. Ich się po prostu normalnie nie widzi, fotografując dopiero uczymy się zauważać tło. Idąc ulicą, zauważa się kubły na śmieci dopiero gdy ma się coś do wyrzucenia. Ogłoszenia na słupach widzi się, gdy się szuka rzemieślnika itp. No, ale to trochę inny temat niż wierność kolorów 🙂

          • Piryt

            A ja jak idę przez cmentarz to odruchowo czytam wszystkie nazwiska, choć staram się tego nie robić 🙂

          • Piryt

            Jeszcze coś dopiszę.
            Czasem odnoszę wrażenie, że kobiety jednak trochę inaczej postrzegają otoczenie 🙂
            Jak moja żona (i nie tylko ona) idzie coś kupić albo załatwić to myśli tylko o tym. Niektóre zmiany w otoczeniu zauważa po 2 miesiącach. Ja mam odwrotnie. Jak wychodzę z domu w dowolnym celu to od razu widzę każdą zmianę: złamaną gałąź, inaczej ustawione samochody, brak jakiegoś pojemnika, skoszoną trawę itp. Wszystko na bieżąco.
            Coś w tym chyba musi być. I może z fotografią też to ma jakiś związek 😉

  10. Zgadzam się, że fotografowi wolno pokazać kolor, jaki wydaje się najbardziej zgodny z jego (tzn. fotografa) koncepcją pokazania obrazka. Fotografując płomienie w kominku bawiłem się kolorem w sposób nieograniczony, również absurdalny: http://www.m43.eu/porady/przy-kominku
    Kolor na zdjęciu przyrodniczym, zwłaszcza ze zwierzętami, to już trochę, a bywa też że całkiem, inna sprawa. Staram się, żeby przynajmniej zbliżyć się jak najbardziej do zapamiętanego w warunkach zastanego światła (fotografuję wyłącznie przy zastanym, również w makro). Tak dokładnie to zwykle nie pamiętam, ale od czego są pokłady wiedzy zmagazynowanej w mózgu. Staram się, żeby kolory na zdjęciach wyglądały jak najbardziej podobnie do rzeczywistych. I naraz okazuje się, że mózg nakazuje mi znowu rozwiązanie absurdalne, ale zwiększające ekspresję tematu: http://naturephotocloseup.eu/main.php?g2_itemId=7805
    Z kolorem w fotografii można dużo, tylko powinno to być w jakiś sposób uzasadnione. Kiedyś, rozmawiając w fotolabie o potrzebie zachowania możliwie dużej wierności koloru na zdjęciach oddawanych do zrobienia powiększeń kwiatów, usłyszałem anegdotkę, jak to jeden pan technik, z potrzeby zachowania zgodności koloru żaby na oddanym do niego zdjęciu, zmienił jej niebieski kolor na zielony, bo przecież żaby zielone to bywają, ale żeby niebieskie? Reakcja fotografa, który był biologiem, była do przewidzenia, i niezbyt przyjemna dla pana technika. Tak więc z kolorami można dużo, ale czasem są ograniczenia.

    • Piryt

      Oczywiście niektóre zastosowania fotografii wymagają wierności rzeczywistości np. fotografia edukacyjna, podręczniki itp.
      Kwiaty w podręcznikach muszą być wierne, ale te same kwiaty w fotografii artystycznej już nie. Możemy sobie fantazjować zupełnie dowolnie, tworzyć różne impresje i fantazje. I wbrew pozorom często takie wizje przyrody mogą nawet bardziej do poznawania tej przyrody zachęcić niż drętwa ilustracja.
      Prosty przykład, czy tam tak wyglądało?
      https://www.dfv.pl/photo/kowal-bezskrzydly-2
      Odrobina romantyzmu nikomu nie zaszkodzi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *