Twoja fotografia

batman, Islandia

Są dwa rodzaje fotografii: moja i nie moja. W Twoim przypadku, szanowny Czytelniku, będą to inne dwa rodzaje: Twoja i cała reszta. Nie ma jednej fotografii: jednego zbioru zasad, dozwolonych technik, właściwych tematów. Każdy ma swoje własne nie tylko ulubione motywy, ale też reguły: co wolno, a co już poza definicję fotografii wykracza. Definicję – całkiem własną, określoną na swoje potrzeby, często nawet nie do końca świadomie sformułowaną. Na własne potrzeby formalne definicje nie są konieczne: każdy sam czuje, że coś mu pasuje, a coś zdecydowanie zgrzyta. Zgrzytać mogą pomysły na łączenie kilku ujęć na jednym (czy w postaci HDR-ów, czy kolaży), ale też kadry pionowe, czarno-białe (albo: kolorowe), z bardzo płytką głębią ostrości (lub: bardzo dużą głębią ostrości). Dawno temu trafiłem gdzieś na dyskusję, w której jeden z uczestników za absolutnie niedopuszczalne uznawał filtry polaryzacyjne (bo pokazują coś, czego gołym okiem nie widać). Raczej miałby problemy, żeby uzyskać powszechną akceptację dla tego pomysłu, ale w swojej własnej fotografii może zupełnie „polarów” nie uznawać.

Sami dla siebie wyznaczamy własne granice – nie po to, żeby zmuszać się do siedzenia za nimi, ale żeby oddzielić własną fotografię od całej reszty. Ta cała reszta to fotografia, której nie lubimy, nie akceptujemy z różnych powodów, a często wręcz za fotografię nie uznajemy. I choć trudno byłoby uzyskać powszechną zgodę co do jednej definicji granic fotografii, to na własne potrzeby to łatwe i potrzebne. I nie jest istotne, czy ktoś się z naszą definicją zgodzi, czy uzna wyznaczone granice za akceptowalne. Dopóki nie wchodzimy na obszary, gdzie zasady ustala kto inny, jak w fotografii prasowej czy konkursach, to sami ustalamy, co jest fotografią.

U góry droga prowadząca do islandzkiego Batmana.

Praga VI: Lata dwudzieste, lata trzydzieste
Recenzja: W poszukiwaniu wymyślonych światów

4 komentarze

  1. chyba że dojdziemy do momentu, gdy chcemy otrzymać pozytywną opinię nt. naszych prac, tudzień wystawiamy je pod ocenę z andzieją na peany 😉 wtedy, jeśli zależy nam na poklasku, zaczynamy nierzadko naginać swoją wizję do wizji innych, zmieniać granice, modyfikowac obszary, by tego poklasku być godnym 😉 (przypadku zmian z uwagi na wytykane błędy nie rozpatruję 😉 )

    • Piotr

      To jest normalne przy wszelkiej formie konkursów (a galerie internetowe z rankingami ocen są takimi konkursami) – dobór zdjęcia dopasowuje się do wymogów konkursu i przewidywanych preferencji jury. A że niektóre rodzaje jury są bardziej przewidywalne… 🙂

  2. Zbigniew Polit

    Pytanie tyleż niespójne, co nielogiczne. Należy powiedzieć, że wadliwe. Nikt bowiem nie decyduje co jest fotografią. Po wynalezieniu zjawiska zapisywania obrazu metodą fotograficzną, wymyślono nazwę tej techniki i ją zdefiniowano. Jeśli zatem obraz spełnia kryteria definicji fotografii, to nią jest. Odwrotnie tak samo. I, na tak postawione obiektywne pytanie, nie istnieje inna odpowiedź, a właściwie reakcja, bo logicznie odpowiedzieć nie sposób.
    Natomiast w swoim tekście piszą Państwo o granicach, jakie autor sobie stawia dla swojej, po swojemu rozumianej, subiektywnej fotografii. Pewnie, że tak można, nie mniej nagłówkowe pytanie jest nieadekwatne do treści.

    • Piotr

      Funkcjonalne definicje w fotografii przyrodniczej, prasowej czy mody są zupełnie inne. To, co jest standardową praktyką w fotografii reklamowej jest niedopuszczalne w fotografii prasowej. Łączenie zdjęć jest czasem praktyką nieakcepowalną, a czasem normą. Czasem jedna metoda łączenia jest ok, ale inna już nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *