M jak Morskie fale

Zalewające fale, Lofoty

Przybrzeżne skały, zalewane przez morskie fale – wdzięczny temat do zdjęć. Aparat na statyw, niskie ISO, filtr polaryzacyjny żeby się skały nie świeciły, do tego lekki szary dla wydłużenia ekspozycji, bo fale mają się rozmyć w smugi. W trybie priorytetu przysłony aparat sam dobierze czas – i dobiera, wychodzi mu półtorej sekundy. Nadchodzi fala, w jej szczycie fotograf robi pstryk… i dostaje zdjęcie bardzo ciemne, z czasem naświetlania pół sekundy. Dlaczego tak, skoro przed chwilą ten sam światłomierz pokazywał, że czas będzie znacznie dłuższy? Odpowiedź wyraźnie widać na zdjęciu powyżej: fale są białe, a skały bardzo ciemne. Ekspozycja mierzona, gdy kamienie były odsłonięte, jest zupełnie inna niż to, co ustawia aparat, gdy ma przed sobą spienioną falę.

Priorytet przysłony sprawdza się w bardzo wielu sytuacjach fotograficznych. Właściwie to sprawdza się prawie zawsze, z nielicznymi wyjątkami. Sytuacja, gdy białe fale zakrywają i odkrywają czarne kamienie, należy właśnie do takich wyjątków. Wtedy jedynym rozsądnym trybem pracy jest manualny: należy zmierzyć czas, zanim fala przyjdzie – można to zrobić w trybie priorytetu przysłony, czemu nie – po czym ten sam czas i przysłonę ustawić w trybie M. I nie zapomnieć sprawdzić, czy przypadkiem nie przemyciło się gdzieś Auto ISO, bo ono potrafi namieszać w czasie naświetlania szczególnie mocno. Wtedy już aparat nie będzie miał możliwości kombinacji: fala duża, mała czy żadna, ekspozycja będzie zawsze taka sama.

Dlaczego bezlusterkowce zawiodły
Nikon: JESTEM NIEZDECYDOWANY

2 komentarze

  1. jako wierna wyznawczyni trybu M powiem tylko, że M jest dobre na wszystko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *