Przejście po prostu

Widzieliście Matrixa? Władcę Pierścieni? Incepcję, albo chociaż Homeland czy House of Cards? A czy pamiętacie, jakie tam były efekty przejścia między scenami? No właśnie… pewnie nie. Bo były niezauważalne.

Tymczasem zarówno programy do tworzenia pokazów slajdów, jak i te do montażu filmów – nawet bardzo poważne, jak Premiere – wręcz prześcigają się w podsuwaniu użytkownikom efektownych efektów. Wybuchy, gwiazdy, pikselowanie, rozsuwanie, rzeczy nawet trudne do nazwania; wszystko pod ręką, a w niektórych programach wręcz domyślnie włączone w postaci losowania efektu dla każdej sceny spośród setki dostępnych. A wtedy to już widać wyłącznie efekty.

Tymczasem w normalnych warunkach, czyli gdy chcemy pokazać obrazki (ruchome lub nie), przydatne są tylko cztery rodzaje przejść: twarde, miękkie, przez czerń i przez biel. W wyjątkowych sytuacjach można zastosować coś innego, ale tylko jeśli mamy na to naprawdę dobre uzasadnienie. Jeśli nie wiesz, po co konkretnie – nie szalej z przejściami.

Każde z tych czterech przejść coś oznacza – i będzie oznaczało, czy tego chcemy czy nie. Przejście twarde, czyli proste zestawienie dwóch klipów bez żadnego efektu, jest tak naprawdę podstawowe i w większości przypadków wystarczające. Mignięcie ujęć oznacza dla widza po prostu, że zmieniła się scena i jest to interpretacja ogólnie zrozumiała. Miękkie przejścia jednego obrazu w inny niosą już ze sobą bardziej skomplikowany przekaz, bo przez jakiś czas (sekunda-dwie, ale zawsze to czas) dwa obrazy widać na ekranie jednocześnie. Muszą więc mieć ze sobą wiele wspólnego, ale też różnić się na tyle, żeby uzasadnić zmianę ujęcia. Przejście od obrazu detalu do szerszego ujęcia będzie w porządku, ale od miasta do morza już nie bardzo, no bo jak to – morze zalewa miasto, czy co?

Przejście przez czerń to duża zmiana: noc (długie przejście) albo kłapnięcie migawki (krótkie przejście), po którym powstaje zdjęcie (nieruchomy obraz). Przejście przez biel jest wręcz dramatyczne: jak olśnienie słońcem albo bardzo, bardzo duża zmiana. Świetnie pasuje do ujęć z flarą. I to tyle. Wszystkie pozostałe efekty przejścia służą do zadań bardzo specjalnych… a i to nie więcej, niż jeden na film.

Do analizy zupełnie nieefektownych efektów przejścia zapraszam na górę – na filmową impresję o Krecie: Wyspie Labiryntu, pięknych plaż i stromych gór, ale też łagodnej pogody, dobrej kuchni i życzliwych ludzi.

P.S. Z przyczyn od nas niezależnych, warsztaty z filmowania podróżniczego, odbywające się pod Ogrodzieńcem, zmieniły termin na weekend 10-12 października. Zapraszamy!

Kapliczka na morzu II

W cudzym grajdole
Wznosząc się ku niebu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *