Prawda czasu, prawda ekranu

Co jest największym problemem przy kręceniu autentycznych, reportażowych ujęć?

To, żeby wyglądały prawdopodobnie…

Brzmi to może dziwnie, ale naprawdę trzeba się nakombinować, żeby film wyglądał autentycznie. Nie wystarczy unikać efektów specjalnych – ba, czasem nawet jakieś specjalne efekty są potrzebne dla uzyskania większego prawdopodobieństwa! Jeśli po prostu nakręcimy na wakacjach trochę ujęć, a potem, idąc po linii najmniejszego oporu, poukładamy je chronologicznie i spróbujemy taki film komuś pokazać, to ten ktoś prawdopodobnie nic z takiego filmu nie zrozumie albo co gorsza, zrozumie zupełnie co innego, niż się faktycznie działo.

Bo kręcenie filmu, to nie jest rejestracja zdarzeń, tylko tworzenie opowieści. A opowieść rządzi się własnymi prawami. Gdy w jednej scenie postać idzie w prawo, a w następnej w lewo, to znaczy że wraca. Jeśli w jedną stronę idzie powoli, a w drugą szybko, to ucieka. Ale jeśli najpierw idzie szybko, a „wraca” powoli, to znaczy że w międzyczasie musiało stać się coś, co sprawiło, że już nie miała po co iść dalej. Albo załatwiła sprawę, albo autobus jej uciekł. Ale gdy chodzenie w prawo i w lewo jest efektem przypadkowego położenia kamerzysty względem aktora, jak to często w reportażowych ujęciach bywa, to… widz i tak odbierze je jako powrót, ucieczkę albo załatwienie sprawy, niezależnie od zamysłu kamerzysty. Powstanie wtedy opowieść nieprawdziwa, o sprawach, które nie miały miejsca.

Na szczęście dzisiejszy homo filmicus jest na tyle dobrze przeszkolony w odbiorze filmów – przecież ciągle jakieś ogląda! – że intuicyjnie zauważa, kiedy w logice montażu coś szwankuje. Cała sztuka w tym, żeby umieć stwierdzić, co jest nie tak i co zrobić, żeby było tak.

P.S. Osobom zainteresowanym dowiedzeniem się, jak kręcić amatorskie filmy z wakacji bez obciążania się toną sprzętu i irytowania całej rodziny, a także jak je montować żeby pokazywały to co autor chce, proponujemy nowość: warsztaty Filmowanie dla podróżnika. Serdecznie zapraszamy!

P.P.S. Zamieszczony wyżej film, który w trakcie jednego weekendu powstał w Ogrodzieńcu i okolicach, zawiera pewien błąd, związany z dzisiejszym wpisem. Osoba, która zgodnie z logiką montażu powinna była iść w prawo, w rzeczywistości szła w lewo. Błąd został w filmie poprawiony, ale ta poprawka dała pewien zabawny skutek uboczny. Ktoś znajdzie, która to scena?

P.P.P.S. Uwaga, zwolniło się jedno miejsce na jesienną fotowyprawę do Jordanii! Kto chce przekopywać się z nami przez piaski Wadi Rum i szukać Świętego Graala w Petrze? Zapraszamy!

Zdjęcia okupione krwią
„Nie wykorzystuję możliwości aparatu”

12 komentarzy

  1. Tomb

    Zapewne chodzi o scenę pod koniec klipu, w której Ania ciągnie walizkę w sukience, ale do samochodu wsiada w spodniach. Musiała się „przebrać” po drodze 🙂

    • Ewa

      To też jest niezłe, ale nie o to chodzi. Te scenki rzeczywiście były nagrywane z chodzeniem „w te i wewte”, więc gdy idzie w prawo, to naprawdę szła w prawo. Ale jest tam jeszcze jedna scena, wcześniej, gdzie musiałam klip odbić lustrzanie, żeby nie było zgrzytu przy łączeniu. I to widać, ale tylko jak się patrzy uważnie 🙂

  2. Piryt

    Mój pogląd na temat amatorskich filmów jest mniej więcej taki:
    Najważniejszą rzeczą jest decyzja, kto ma być odbiorcą filmu np. najbliższa rodzina czy szeroka publiczność. Od tego zależy cały proces twórczy. Zaprezentowany tu film raczej nie ma konkretnego odbiorcy, ma charakter edukacyjny. Pokazuje logiczny ciąg wydarzeń i stosowane środki techniczne, brak mu napięcia emocjonalnego, bo trudno za takowe uznać widok wody mineralnej na stole 🙂
    Jest to raczej folderek reklamujący hotel i atrakcje turystyczne w okolicy.
    Przykładem filmu dla konkretnego odbiorcy może być np utrwalenie urodzin 2 letniego dziecka. Film dla najbliższej rodziny, a może przede wszystkim dla tegoż dziecka, gdy będzie miało lat np 15. Wtedy może się interesować, jak kiedyś wyglądało, jak mówiło itp.
    Taki film jest bardzo ciężko zrobić, bo ciąg wydarzeń jest na ogół zupełnie nieciekawy (np 5 min machania ręką i chodzenia dookoła stołu), ciekawe są tylko krótkie epizodziki pokazujące charakter dziecka, jego niesamowicie zaskakujące często reakcje w różnych sytuacjach np otwieranie pudełka z prezentem, połączone z powtarzanymi potem, co pewien czas, okrzykami. Takie kilkusekundowe scenki niezmiernie trudno jest potem połączyć w jakąś logiczną opowieść, ale też właśnie one są potem dla rodziny najcenniejsze. Trochę się tym ostatnio zajmuję i wiem czego rodzina oczekuje, co jest dla niej ciekawe. Wiem też o co pyta dziewczynka lat 14. Pyta: Jak ja mówiłam kiedy byłam małym dzieckiem?
    I dlatego warto jest robić takie filmy, nawet jak składają się z bardzo krótkich scenek, bez konkretnej fabuły, ale pokazujących to co najważniejsze. Oczywiście dla rodziny, a nie dla obcych ludzi.
    Dla obcych trzeba oczywiście zupełnie inaczej, żeby nie zanudzić np „głębią” swoich prywatnych przeżyć, które potem nikogo nie interesują.

    • Ewa

      Zaprezentowany tu film raczej nie ma konkretnego odbiorcy, ma charakter edukacyjny. Pokazuje logiczny ciąg wydarzeń i stosowane środki techniczne, brak mu napięcia emocjonalnego, bo trudno za takowe uznać widok wody mineralnej na stole 🙂
      Jest to raczej folderek reklamujący hotel i atrakcje turystyczne w okolicy.

      A dzięki, o to chodziło 🙂 Wprawdzie nie chodziło o brak napięcia emocjonalnego, to taki skutek uboczny, ale o całą resztę – owszem.
      Taki film jest bardzo ciężko zrobić, bo ciąg wydarzeń jest na ogół zupełnie nieciekawy
      Życie minuta po minucie z natury jest zupełnie nieciekawe. No bądźmy szczerzy – przez prawie cały dzień zupełnie nic się nie dzieje. Byli kiedyś tacy pisarze, którzy stawiali sobie za cel takie pisanie powieści, żeby ich czytanie trwało tyle, co rozgrywające się wydarzenia. Szybko im przeszło, bo się sami zanudzili na śmierć próbując czytać swoją twórczość.
      Cała sztuka w sztuce, również amatorsko-filmowej, polega na tym, żeby wyłuskać te ciekawe, znaczące sekundy i tak je połączyć, żeby widz (kimkolwiek będzie) nie miał efektu „hę? A to skąd się wzięło?” I owszem, zgadzam się, to jest trudne. Wybór, cięcie i łączenie jest najtrudniejsze. Ale nawet sam uczestnik filmu – powiedzmy to dziecko, które będzie się za 10 lat pytało jak się zachowywało kiedyś – nie obejrzy 5 minut machania rączką. Natomiast 5-minutowy film składający się z 8-sekundowych klipów pokazujących różne zachowania obejrzy chętnie. A jeśli będzie zmontowany z dynamiką i jakimś śladem fabuły, nawet sztucznej, to obejrzą go chętnie nawet obcy. Dlatego uważam, że warto podjąć trud cięcia i logicznego montażu – żeby to się dało obejrzeć bez naciągania zdrowego rozsądku.

  3. wzrokowiec

    3:38 – Ania wychodzi na dwór.
    Ale dlaczego kadr jest odbity lustrzanie? Tylko po to, żeby Ania poszła w prawo, a nie w lewo?

  4. wzrokowiec

    Podobają mi się chmury nad zamkiem 3:56

  5. Andrzej2
  6. BlackPaul

    „Bo kręcenie filmu, to nie jest rejestracja zdarzeń, tylko tworzenie opowieści”
    Nie zgodzę się. Jak nie ma zdarzeń, to tworzenie opowieści poprawnej edycyjnie niewiele da. Nie da się stworzyć zajmującej opowieści z niczego.
    Od wielu lat kręcę i montuję filmiki z urlopowych wyjazdów. Moje doświadczenie jest takie: decydująca jest treść i jej atrakcyjność (oczywiście przy zachowaniu niezbędnej poprawności edycyjnej). Jak zarejestrowałem ciekawe zdarzenia, to ludzie chętnie obejrzeli. Przykładowo: nikt nie wyszedł z trzynastominutowej relacji z Festiwalu Wegetariańskiego. Co najwyżej ktoś zamykał oczy:)

  7. Piryt

    Też tak uważam. Ciekawe opowieści potrafią tworzyć tylko zupełnie nieliczni i jest to domeną raczej poważnego filmu kinowego i telewizyjnego. Film amatorski dla szerszej publiczności musi się jednak składać z ciekawych zdarzeń, choćby były one bardzo krótkie. Nic ich nie zastąpi, edycja może tylko pomóc.

  8. Piryt

    Wydaje mi się też, że oglądając film amatorski (zwłaszcza na telewizorze) zupełnie podświadomie porównujemy go z tym, co widzimy na co dzień w TV. A ponieważ możliwości techniczne mamy bez porównania uboższe więc musimy to kompensować ciekawą treścią, musi być ona podstawą.
    W filmie treść jest chyba bez porównania ważniejsza niż w zwykłej fotografii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *